Reklama

Reklama

Polskie gazety w powojennych Niemczech. "Zjawisko bezprecedensowe"

Tuż po zakończeniu wojny w zachodnich Niemczech zaczęły powstawać polskojęzyczne gazety. Polscy dziennikarze potrafili sobie poradzić w najtrudniejszych warunkach.

Po zakończeniu działań wojennych w 1945 roku w Niemczech, według źródeł niemieckich znajdowało się 3,5 miliona Polaków wywiezionych na roboty przymusowe i do obozów koncentracyjnych, przedwojennej Polonii i żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych. Tych ludzi - zwanych dipisami - od angielskich słów displaced persons - umieszczono w specjalnych obozach dla uchodźców. I w tych obozach wydawano w latach 1945-1947 około 400 tytułów gazet w formie prasowej, powielanej i drukowanej.

Reklama

O fenomenie polskiej prasy w okupowanych Niemczech po II wojnie pisał już Jan Kowalik w 1958 roku w polskiej gazecie wydawanej w RFN pod tytułem "Ostatnie wiadomości" w tonie, że było to zjawisko bezprecedensowe na świecie.

Trudności i szykany

Prasę tę zorganizowali przedwojenni dziennikarze prasowi, zdobywając na czarnym rynku papier i materiały potrzebne do druku. Nie było im łatwo, bo spotykały ich trudności i szykany ze strony personelu prasowego amerykańskiej, międzynarodowej organizacji pomocowej UNRRA (Administracja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy) i IRO (Międzynarodowa Organizacja Uchodźcza). 

- Powojenna prasa w Niemczech odegrała wybitną rolę w życiu uchodźców, bo była jedynym znaczącym źródłem informacji o świecie, ponieważ radio nie było tak rozpowszechnione - tłumaczy ks. prałat Stanisław Budyń. Rektor Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech sprawuje pieczę nad archiwum, w którym znajduje się zbiór polskich gazetek z powojennych Niemiec.

W archiwum w Hanowerze do dziś jest oprawiony zbiór od numeru pierwszego gazetki "Słowo Polskie", wydawanej jeszcze podczas trwania II wojny światowej. Ks. Stanisław Budyń osobiście odebrał ten zbiór od jednego z autorów, ks. Wacława Tokarka.

- Tę gazetę powielaną na powielaczu na takim bardzo prostym, zwykłym papierze, cztery strony formatu A4 robił zespół byłych więźniów obozu koncentracyjnego w Dachau, to byli świeccy i duchowni: Andrzej Czerwiński, ks. dr Jan Warczak i ks. Wacław Tokarek. Po II wojnie brakowało papieru i był on reglamentowany dla wydawców prasy i książek - wyjaśnia ks. Stanisław Budyń.

Znawcy tematu podkreślają ich pracowitość i pomysłowość wydawniczą. Jak wynika z relacji ks. Budynia pierwszym zadaniem dla polskich księży było zdobycie polskiej czcionki.

- Księża, którzy pracowali w rejonie Stuttgartu odkryli, że w czasie wojny były w Niemczech drukarnie, które na usługi Wehrmachtu wytwarzały w czasie II wojny ulotki dla polskiej ludności na okupowanych terenach. I te czcionki znaleźli na śmietniku Polacy w Niemczech, a księża odkupili je od nich, bo inaczej zostałyby przetopione. Następnie poszukano zecerów. W Monachium, Darmstadzie, Zelle powstały drukarnie, w których  wydawano bardzo dużo polskich książek i gazet.

Kłopoty z cenzurą

Najwyższy poziom i największe nakłady na obozową prasę były w strefie amerykańskiej. Pierwszą gazetką był biuletyn konspiracyjny "Czytajcie - Zapamiętajcie" wydawany w marcu i kwietniu 1945 w obozie koncentracyjnym w Dachau przez płk. Perun-Marszyckiego. Drugie wydawnictwo to tygodnik "Wielka Polska", którego pierwszy numer ukazał się 19 kwietnia 1945 w obozie "Lwów" w Darmstadzie. Wydawany był na powielaczu na odwrotnej stronie niemieckich map wojskowych.

Trzecim pismem były "Wiadomości Polskie" Józefa Białaszewicza, wydawane w Stamsried w Bawarii. "Wiadomości Polskie" były przepisywane przez kalkę. Egzemplarz tego czasopisma odnalazł Jan Kowalik w Hoover Library w Kalifornii (USA). Pisemko to wychodziło od 30 kwietnia do 25 maja 1945, i zostało zamknięte z rozkazu amerykańskiego oficera.

Nie był to odosobniony przypadek. Amerykańska organizacja pomocowa UNRRA stosowała rygorystyczną cenzurę. Nie mogło w gazetce finansowanej przez UNRRA znaleźć się nic, co mogłoby się nie spodobać komunistycznemu rządowi w Warszawie i zniechęcałoby Polaków do repatriacji. Za próbę umieszczenia w gazecie cytatu ze słów Józefa Piłsudskiego: "Podczas kryzysów - powtarzam - strzeżcie się agentów. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym" cały numer został skonfiskowany przez cenzurę UNRRA. Tymczasem cytat ten chciała zamieścić redakcja ze względu na to, że reżim w Warszawie nasyłał do obozów dla uchodźców w Niemczech agentów, zachęcających Polaków do repatriacji.

Z powodu cenzury nie ukazał się także numer gazety za cytat ze słów gen. Władysława Andersa: "Gdziekolwiek byliśmy, a przemierzyliśmy wiele krajów, pozostawiliśmy po sobie dobre imię i zyskiwaliśmy nowych przyjaciół. I z tym dorobkiem przyjdziemy do Polski, która musi być taka, że tylko Polak będzie w Niej gospodarzem, a siła nie będzie panowała nad prawem".

Byle nie drażnić Moskwy

Jednocześnie w gazetce "Nasze życie" publikowano propagandowe teksty o tym, jakoby Amerykanie nie naciskali na Polaków, by wracali do kraju.

Tymczasem - bez owijania w bawełnę - namawiano Polaków do repatriacji. W gazecie ukazywały się apele o powrót do Polski. Np. amerykański gen. Morgan żądał, by wszyscy obywatele polscy ze strefy amerykańskiej wracali do Polski.

W Ludwigsburgu w Wirtembergii wydawano tygodnik "Polska" od 27 listopada 1945, lecz po 22 tygodniach wydawania pismo uległo zawieszeniu na skutek decyzji dyrektora UNRRA  Malcolma A. Cooka z dnia 21 czerwca 1946. Do wydawcy tego pisma ów dyrektor napisał: "Panowie ogłaszają w gazecie tej artykuły przeciw uznanemu rządowi polskiemu, które to artykuły nawoływały przeciwko repatriacji. Z tego powodu autoryzacja UNRRA została odwołana i gazeta "Polska" tym samym zamknięta. Pański podpis na załączonej kopii tego listu zostaje uznany jako pokwitowanie odbioru".

Na tym się nie skończyły represje. Redakcji odebrano karty dipisa pozbawiając dziennikarzy środków żywnościowych. Tymczasem gazeta krytykowała Bieruta, ale o repatriacji pisała tylko to, że "powrót do Polski jest osobistą sprawą każdego wychodźcy".

Dlaczego Amerykanie stosowali cenzurę po II wojnie w polskich gazetach? Bo nie chcieli drażnić Moskwy, dbając o dobre z nią relacje. To zmieniło się dopiero w 1949, kiedy to utworzono NATO.

"Ostatnie wiadomości" jak "Kultura" Giedroycia

Na szczególną uwagę zasługuje polska gazeta wydawaną w Niemczech po II wojnie światowej w latach 1945-1989 "Ostatnie wiadomości", którą redagowali przedwojenni dziennikarze służący w polskich oddziałach w armii amerykańskiej w Niemczech. To czasopismo stało na najwyższym poziomie i jest porównywalne z paryską "Kulturą" prowadzoną przed Jerzego Giedroycia.

Podczas gdy "Kultura" była czytana przez większą liczbę czytelników, "Ostatnie wiadomości" docierały do niewielkiego kręgu zainteresowanych. Pismem i jego twórcami interesowały się natomiast żywo PRL-owskie służby kontrwywiadowcze i amerykańska CIA, która niejednokrotnie cytowała artykuły tam zamieszczane w swoich raportach.

Polska prasa tworzona w powojennych Niemczech przez środowiska emigracyjne, dipisów oraz żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie była cennym źródłem informacji o działalności Polaków, ich stosunku do władz komunistycznych w Polsce, ZSRS dla komunistycznych służb specjalnych. Interesowały je przede wszystkim nastroje związane z decyzją o powrocie do Polski.

- Wykorzystywano do tego nie tylko źródła agenturalne, ale także wydawnictwa emigracyjne, jak np. gazety wydawane przez oddziały wartownicze przy Armii Amerykańskiej w Niemczech, a w których to oddziałach służyli Polacy - potwierdza dr Paweł Skubisz, dyrektor IPN w Szczecinie.

Monika Mazanek-Wilczyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy