Polityka na niepolitycznym festiwalu [KORESPONDENCJA Z CANNES]
Gwizdy i niecenzuralne okrzyki części widowni przed projekcjami współfinansowanymi przez monopolistów na francuskim rynku produkcyjnym pokazują, że polityka jest mocno obecna na festiwalu filmowym w Cannes.

Czy sztukę da się oddzielić od polityki? Ten odwieczny dylemat dzieli zarówno środowisko krytyków, jak i samych twórców. Bo w którym tak naprawdę momencie festiwal filmowy, taki jak coroczne święto kina w Cannes, staje się polityczny? A może to właśnie on jest jedną z ostatnich przestrzeni, w której artyści mogą wyrazić swój sprzeciw lub wsparcie dla określonych idei?
Nie chcesz wypowiadać się o polityce? Jesteś marionetką. Mówisz o niej w swoich filmach? Jesteś zaślepiony propagandą. Artyści stojący po obu stronach tej barykady są osądzani równie boleśnie. Zjawisko cancel culture nie wzięło się znikąd - wystarczy jedna źle wyważona wypowiedź, by lata kariery poszły w zapomnienie.
Podobnie jest zresztą w przypadku festiwali filmowych. Sztuka i polityka od samego początku istnienia najważniejszych filmowych imprez w Europie działają sobie na nerwy, co roku budząc w widzach te same wątpliwości.
Apolityczno-polityczny festiwal w Cannes
79. edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes jest pod tym względem wyjątkowa. Organizatorzy francuskiego święta kina, największego w Europie obok niemieckiego Berlinale i włoskiego Biennale, o polityce dyskutowali na długo przed tym, jak pierwsze gwiazdy pojawiły się na słynnym czerwonym dywanie.
Wieloletni dyrektor artystyczny imprezy Thierry Frémaux, znany ze swojej powściągliwości w tematach politycznych, na konferencji prasowej poprzedzającej galę otwarcia pozwolił sobie na więcej niż zwykle:
- Żyjemy w świecie częściowo ogarniętym wojną, w świecie, w którym dialog między narodami jest niezwykle kruchy. Nie chcemy pogłębiać tego chaosu naszymi analizami bieżących wydarzeń... Często powtarzam - i głęboko w to wierzę - że sztuka, a kino w szczególności, to narzędzia pokoju, nawet wtedy, gdy nawołują do buntu i wolności.
Komentatorom na całym świecie podpadł z kolei przewodniczący jury tegorocznego Berlinale Wim Wenders, który przekonywał, że "musimy trzymać się z dala od polityki".
Z drugiej strony, sama idea Festiwalu Filmowego w Cannes zrodziła się w końcu... z pobudek czysto politycznych. W roku 1946, gdy Europa dopiero co podnosiła się z kolan po tragedii II wojny światowej, Lazurowe Wybrzeże miało być miejscem, w którym wolność słowa dla wszystkich państw biorących udział w konkursie będzie niepodważalną gwarancją.
W erze, w której giganci na rynku produkcyjnym podcinają skrzydła niezależnym filmowcom, konspekty scenariuszy układa sztuczna inteligencja, a programy najpopularniejszych amerykańskich komików znikają z anteny z powodu krytyki urzędującego prezydenta, artyści najwyraźniej przestali wierzyć w mit o pokoju i obiektywizmie w świecie kina.
Festiwal w Cannes i "przedziwny koncept"
Aktorzy Sebastian Stan, Javier Bardem i Jane Fonda, reżyser James Gray oraz członkowie Jury Park Chan-wook, Stellan Skarsgård, Ruth Negga i Demi Moore - te i wiele innych wielkich hollywoodzkich nazwisk już w pierwszych dniach festiwalu potępiło działania przywódców Rosji, Izraela i Stanów Zjednoczonych czy nierówności w płacach kobiet i mężczyzn w branży filmowej.
Jednym z najbardziej oczekiwanych filmów festiwalu jest "Minotaur" Andrieja Zwiagincewa - twórcy, który w swoich dziełach jawnie krytykuje reżim Władimira Putina. Choć, jak wielokrotnie wspominał Frémaux, politykę na festiwalu w Cannes wyznacza wyłącznie inwencja twórcza reżyserów filmów konkursowych, zdecydowanie wykracza ona poza kinowy ekran.
Dobrze pokazują to też gwizdy i niecenzuralne okrzyki części widowni przed projekcjami współfinansowanymi przez monopolistów na francuskim rynku produkcyjnym.
Nie sposób nie wrócić tu myślami do roku 1968, gdy największe legendy francuskiej Nowej Fali, jak Jean-Luc Godard czy François Truffaut, zbojkotowały festiwal, stając po stronie studentów protestujących na paryskich ulicach.
Jak mówił na konferencji prasowej przewodniczący jury, południowokoreański reżyser Park Chan-wook, zapytany o oddzielenie sztuki od manifestów politycznych: "To przedziwny koncept: sądzić, że obie te rzeczy są ze sobą w konflikcie". Tegoroczna edycja jest tego najlepszym przykładem.
Maria Kosiarz, Cannes














