Reklama

Reklama

Żniński radny w konflikcie z prawem

Pod koniec sierpnia fotoradar zrobił zdjęcie czarnej vectrze. Okazało się, że jest to samochód Dariusza Kaźmierczaka, jednego ze żnińskich radnych. Komendant Straży Miejskiej i radny przedstawiają różne wersje zdarzeń towarzyszących wręczaniu mandatu.

Komendant Straży Miejskiej Włodzimierz Dolaciński powiedział, że 25 sierpnia jeden ze strażników udał się z przenośnym fotoradarem na ul. 1. Stycznia. Fotoradar został - zdaniem komendanta - umieszczony na odcinku między tablicą oznaczającą wjazd na teren zabudowany od strony Janowca a znakiem ograniczającym prędkość do 40 km/h, który znajduje się tuż przed szkołą. Fotoradar sfotografował samochód osobowy opel vectra, którego kierowca przekroczył prędkość.

Reklama

- Jechał 100 km/h podczas, gdy na terenie zabudowanym jest ograniczenia do 50 km/h.

Fotoradar zrobił zdjęcie, na którym wyraźnie widać samochód i numer rejestracyjny. Wprowadziliśmy go do cepiku [Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców - przyp. rk] i po chwili otrzymaliśmy dane kierowcy. Okazało się, że jest to radny Dariusz Kaźmierczak. Zgodnie z procedurą wysłaliśmy do niego komplet dokumentacji łącznie ze zdjęciem i oświadczeniem w celu wypełnienia, które jest przyznaniem się do wykroczenia. Stawił się u nas 28 sierpnia bez wypełnionego oświadczenia. Stwarzał trudności w podaniu danych personalnych potrzebnych do wypełnienia dokumentów. Zaczął ubliżać i wyzywać. Powiedział, że jest przekonany, że będzie "co do milimetra" walczył o likwidację Straży Miejskiej. Miałem udowodnić, że fotoradar stał w tym miejscu. Zawołałem strażnika, żeby potwierdził, w którym to było miejscu. Pouczyłem go, że przysługuje mu prawo odmowy przyjęcia mandatu i może skierować sprawę do sądu. Powiedziałem o skutkach prawnych. Wpis w rejestr skazanych spowodowałby, że nie mógłby pełnić funkcji radnego. Na koniec wystawiłem mandat i radny go przyjął - relacjonuje komandant.

Na pytanie dotyczące przekroczenia prędkości Dariusz Kaźmierczak odpowiedział twierdząco. Przyznał, że przekroczył prędkość, jednak dodał, że ma wątpliwości dotyczące tego, czy zdjęcie zostało zrobione w terenie zabudowanym.

- Według przekazanych dokumentów przyznaję, że taka sytuacja miała miejsce, aczkolwiek poprosiłem komendanta o wskazanie mi miejsca ustawienia fotoradaru i danych technicznych, które pozwalałyby ocenić z jakiej odległości od fotoradaru zostało zrobione zdjęcie - powiedział Dariusz Kaźmierczak.

Radny dodał, że z wyjaśnień komendanta wynikało, że fotoradar ustawiony był około 40 metrów za znakiem, który informuje kierowców o wjeżdżaniu w teren zabudowany (patrząc od strony Janowca). Dariusz Kaźmierczak ma wątpliwości, czy zdjęcie zostało wykonane już w terenie zabudowanym, czy przed nim - czyli na terenie niezabudowanym, gdzie obowiązuje prędkość maksymalna 90 km na godzinę.. Dodał również, że widząc znak oznaczający teren zabudowany zwolnił, a fotoradar zrobił zdjęcie w momencie wytracania szybkości.

- Na zadanie przeze mnie pytanie odpowiedzi nie otrzymałem. Zamiast tego komendant zaczął krzyczeć. Postawił strażnika Damiana Mytycha na baczność i kazał mu oświadczyć, że to było w terenie zabudowanym. Czas wystawiania mandatu przez pana Dolacińskiego trwał pół godziny. Cały był spocony, trzęsący się, chodzący z pokoju do pokoju i nie wiedzący co ma zrobić - opisuje całą sytuację Dariusz Kaźmierczak.

Nasz rozmówca przyznał również, że od początku przyszedł z zamiarem przyjęcia mandatu, ale Włodzimierz Dolaciński nie potrafił wyjaśnić szczegółów wykonania fotografii i procedur wystawiania mandatu.

- Poprosił o prawo jazdy i dowód osobisty i to dostał. Nie wiem, jakie dodatkowe dane potrzebował komendant. Dostał dwa dokumenty, które zobaczył, a to, że ja utrudniałem, to jest rzecz wymyślona przez komendanta - powiedział Dariusz Kaźmierczak.

Radny jest zdania, że nie musiał wypełniać żadnych formularzy: - Jeżeli chciałbym złożyć oświadczenie na piśmie, to wtedy musiałbym wypełnić oświadczenie. Ja jednak przyszedłem osobiście, więc niczego nie wypełniałem i niczego nie utrudniałem. Zaprzeczam również stwierdzeniu, że ubliżałem i krzyczałem. Nie było żadnych słów o zniszczeniu Straży Miejskiej. W tym dniu, to komendant wyglądał na osobę chorą i powinien się jak najszybciej przebadać.

Dariusz Kaźmierczak zastanawia się nad tym, dlaczego informacje dotyczące jego osoby pojawiły się w lokalnych mediach dopiero 20 dni po zdarzeniu.

Włodzimierz Dolaciński przesłał przewodniczącemu Rady Miejskiej Lucjanowi Adamusowi notatkę urzędową, w której przedstawił swoją wersję wydarzeń związanych z wystawieniem mandatu radnemu. Zapytaliśmy w poniedziałek przewodniczącego, co wie o sprawie.

- Nic o tym nie wiem. Żadnego pisma nie dostałem. Czy to ja mam się dowiadywać, że Kaźmierczak dostał mandat? Ja też dostałem, był bardzo wysoki i nikt się tym nie interesował - powiedział Lucjan Adamus.

Remigiusz Konieczka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy