Reklama

Reklama

Koszty gigantyczne, a ściany przeciekają...

W budynku przy ul. Fabrycznej w Piechcinie, na którego zakup i adaptację na mieszkania socjalne gmina Barcin wydała prawie 200.000 zł, tuż po zasiedleniu przez lokatorów na ścianach, sufitach i podłogach pojawiła się wilgoć.

Zniszczeniu uległy meble. Wykonawca adaptacji, choć to nie on ponosi winę za pojawienie się wilgoci, zobowiązał się do naprawienia zniszczonych ścian.

Reklama

O budynku w Piechcinie po siedzibie orkiestry, który został zaadaptowany na mieszkania, pisaliśmy w 44. numerze naszej gazety, tuż po wprowadzeniu się do jednego z 3 przygotowanych przez gminę lokali socjalnych Krystyny Łybek z rodziną. Po kilku dniach okazało się, że prace adaptacyjne w dużej mierze poszły na marne, bo na ścianach i podłogach pojawiła się wilgoć, która niszczyła ściany i meble. Powstało też zagrożenie porażenia prądem, bo woda utrzymuje się na podłogach i ścianach w okolicach gniazdek elektrycznych i przewodów od urządzeń gospodarstwa domowego. Problem ten jest widoczny zwłaszcza u Krystyny Łybek. Jednak i sąsiad Sławomir Wisz, który wprowadził się z rodziną do mieszkania w budynku po orkiestrze przed tygodniem, już zauważa pierwsze ślady wilgoci w mieszkaniu.

Lokatorów przeraża też wysokie zużycie energii. Ogrzewanie mieszkania bowiem jest na prąd, a grzejniki mają wady termostatów, wskutek czego nie można regulować ich mocy w trakcie ogrzewania. Włączają się tylko na maksymalnym ustawieniu termostatu. - Ograniczenie wytwarzanej temperatury jest niemożliwe. Grzeją albo na maksa, albo wcale. Nie wiem, co będzie, jak zobaczę rachunek za prąd. To będzie kilka tysięcy złotych pewnie, a przecież to jest mieszkanie socjalne - obawia się Sławomir Wisz. Dodajmy, że trzecie z mieszkań na ul. Fabrycznej w Piechcinie w ogóle nie zostało jeszcze zasiedlone, bo osoba, która otrzymała przydział, zrezygnowała m.in. z obawy przed kosztami.

- Mieszkam na statku, na morzu - narzeka na wilgoć Krystyna Łybek. - A niedługo mi jeszcze prąd wyłączą, bo w 3 tygodnie przez te grzejniki, których nie można regulować, zużyłam 850 kilowatów energii. Skąd ja wezmę pieniądze na ogrzewanie? Chcę, żeby mi radni Barcina, którzy zamiast ogrzewania węglowego, czy na drewno zainstalować kazali elektryczne, teraz, gdy mi odetnie elektrownia prąd, kupili figurówki, bo zimą będę musiała tu jeździć na lodzie.

W planach początkowo przewidziane było zainstalowanie 3 osobnych kotłowni dla każdego z mieszkań. Radni Barcina uznali jednak, że w takiej sytuacji mogą się pojawić roszczenia lokatorów, którzy będą chcieli dotacji na opał. Henryk Popławski argumentował, że w takich kotłowniach mogą lokatorzy dla oszczędności spalać nie tylko węgiel, czy drewno, ale różnego rodzaju śmiecie szkodliwe dla środowiska. Natomiast ogrzewanie elektryczne zrzuca całą odpowiedzialność na lokatorów. Jeśli nie będą płacić rachunków, to Energetyka odetnie im dopływ prądu.

- Tak? A może by tak gmina zainteresowała się tym, że mieszkam tu już prawie miesiąc, a jeszcze nie podstawili kontenera na śmieci? To niby gdzie mam je wyrzucać? Syn musi je w ziemi zakopywać. A co do ogrzewania, to zobaczymy po kilku miesiącach zimowych z odciętym prądem, co się stanie z tym budynkiem. Po to gmina wydaje publiczne pieniądze na zakup budynku i jego adaptację, żeby on teraz zmarniał? - skarży się Krystyna Łybek.

Koszt zakupu budynku wyniósł 45.300 zł, a jego adaptacja na mieszkania socjalne kosztowała 133.000 zł.

- Ja śmiecie wyrzucam do kontenera przy bloku po dawnym internacie, ale przecież to tamci lokatorzy płacą za ten kontener i wiem, że nie powinienem tam wyrzucać swoich śmieci. Ale co mam zrobić? - mówi Sławomir Wisz. O problemie braku kontenera informowaliśmy Urząd Miejski w Barcinie w październiku. Do dzisiaj ten kontener przy gminnym budynku na ul. Fabrycznej nie został postawiony.

Wykonawcą adaptacji budynku była firma Macieja Radzikowskiego z Barcina. Deklaruje on, że wykonał wszystko tak, jak miał zapisane w projekcie. Izolacji pionowej i poziomej nie ma, bo gmina jej nie chciała. Jednak to zdaniem Macieja Radzikowskiego nie jest powodem pojawienia się wilgoci w mieszkaniach.

- Należy pamiętać, że ten stary budynek nigdy nie był budynkiem mieszkalnym, a od kilku lat w ogóle nie był wykorzystywany. Okna były zamurowane, kotłownia nieczynna. Przez ten czas w ścianach kumulowała się wilgoć. Wiedzieliśmy w trakcie adaptacji, że ta wilgoć po włączeniu ogrzewania uwolni się z tych ścian. Próbowaliśmy temu przeciwdziałać, ogrzewając intensywnie przez tydzień przed oddaniem lokali do użytku - tłumaczy Maciej Radzikowski.

Problemu jednak nie udało się zlikwidować, bo po zasiedleniu i włączeniu ogrzewania wciąż uwalnia się wilgoć. Świeżo pomalowane ściany w mieszkaniach zachodzą wilgocią, która ma też wpływ na sprzęty domowe.

- Ja żądam od Rady Miejskiej, żeby się mi teraz zrzucili na nowe meble, skoro przez ich decyzje o takiej, a nie innej instalacji grzewczej, czy o braku izolacji budynku gniją teraz moje obecne meble - powiedziała Krystyna Łybek.

Doświadczony budowlaniec, który zna budynek zaadaptowany w Piechcinie, powiedział nam, że jego zdaniem ten obiekt powinien być adaptowany nie najniższym nakładem, a bardzo gruntownie. Najlepiej zaś - zdaniem tego budowlańca - byłoby go zburzyć i pobudować na nowo.

Maciej Radzikowski pojechał do Piechcina sprawdzić sytuację. Potwierdził, że pojawiła się wilgoć technologiczna, która została uwolniona po uruchomieniu ogrzewania. Spotkał się wczoraj w tej sprawie z burmistrzem Michałem Pęziakiem.

- Okazało się, że gmina ma już sposób na wyeliminowanie tego problemu. Zakupi ona - jak powiedział pan burmistrz - pochłaniacz wilgoci. To będzie taki zbiornik, do którego ta woda ze ścian spłynie. Ja chcę powiedzieć, że wykonywałem wszystko zgodnie z zamówieniem, ale widzę problem i postanowiłem, że z własnej inicjatywy, choć nie jest to przecież objęte gwarancją, odnowię ściany, na których pojawiła się wilgoć - powiedział Maciej Radzikowski.

Ponadto korzystając ze wsparcia Teresy Grabowskiej, szefowej referatu budownictwa, gospodarki przestrzennej i ochrony środowiska w magistracie, Maciej Radzikowski zdołał uzyskać zapewnienie od producenta grzejników, które on nabył w hurtowni i zainstalował na ul. Fabrycznej, że przyjadą przedstawiciele tego producenta sprawdzić termostaty. Musi bowiem istnieć możliwość regulacji mocy. Daje to gwarancja producenta.

Jednocześnie Maciej Radzikowski reklamował u producenta podgrzewacz wody, który zainstalował w mieszkaniu Sławomira Wisza. Otóż podgrzewacz ten działał tylko podczas pierwszej kąpieli w nowym mieszkaniu, a teraz już nie działa. Maciej Radzikowski poprosił o sprawdzenie specjalistów od instalacji wodnej i elektrycznej, którzy stwierdzili, że na pewno nie jest to spowodowane błędem w tych instalacjach. W tej sytuacji producent podgrzewacza ma przyjechać, zdemontować to urządzenie i zainstalować w jego miejsce sprawny podgrzewacz.

Karol Gapiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne