Reklama

Reklama

Kierowca uciekł w las

BMW na 150 metrach sunął podwoziem po rowie i poboczu drogi. Potem koziołkował, by w końcu uderzyć w drzewa i dachować.

8 lipca po 20.00 padał w gm. Mogilno deszcz. Drogi były wyjątkowo śliskie i to do tego stopnia, że trzeba było zachować daleko idącą ostrożność. Około 20.30 przez las Baba z Padniewka w kierunku Wieńca jechało BMW Cabrio. Musiał pędzić z dużą prędkością, gdyż na łuku drogi nie wyrobił zakrętu i zjechał na pobocze. Ślady na 150 metrach wskazywały na to, że samochód tarł podwoziem rów i pobocze, po czym przeskoczył dróżkę leśną, koziołkował, uderzył bokiem w rosnące drzewa i dachował.

Reklama

Z opowiadań świadków wynika, że z samochodu na czworakach wydostał się kierowca i popędził w las. Najpierw w kierunku Chałupsk. Potem zawrócił, przebiegł drogę i pobiegł w las, w kierunku Kopczyna.

Gdy przyjechali strażacy, szukali kogokolwiek w aucie. Jednak pojazd był pusty. W środku samochodu zadzwonił tylko telefon komórkowy.

Po oględzinach auta i wykonaniu zdjęć samochód został przewrócony na koła. To, że kierowca uszedł z tego wypadku cało, zawdzięcza tylko temu, że cały czas BMW sunęło rowem, gdzie była duża trawa, darń i mech. To prawdopodobnie uratowało mu życie.

BMW zostało odholowane na parking strzeżony. Kierowcą okazał się 37-letni Mirosław G. ze Stawisk (gm. Mogilno). Mężczyzna jest nadal poszukiwany przez policję. Sam nie zgłosił się na komendzie po odbiór auta. W lesie strażacy przeczesali najbliższe leśne okolice wypadku, by sprawdzić, czy czasami kierowca nie leży pod drzewem. Nie znaleźli nikogo.

Autor: Marek Holak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje