Reklama

Reklama

2-latek zmarł skatowany. Nikt nie chciał się wtrącać

- Nie było żadnego sygnału ze środowiska, czyli nikt z sąsiadów, znajomych nie poinformował o tym ani policji, ani pracowników służb socjalnych - powiedział Piotr Grudziński z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie we Włocławku o 2-letnim Marcelku, który zmarł po miesiącu walki o życie.

 - Nie było żadnego sygnału ze środowiska, czyli nikt z sąsiadów, znajomych nie poinformował o tym ani policji, ani pracowników służb socjalnych - powiedział Piotr Grudziński z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie we Włocławku o 2-letnim Marcelku, który zmarł po miesiącu walki o życie.

Sąsiedzi rodziny przyznają, że dziecko często płakało, ale nie chcieli wtrącać się w nieswoje sprawy.

Dwuletni Marcel został pobity przez partnera matki. O jego życie walczyli lekarze ze szpitala w Toruniu. Od początku ich rokowania były niepomyślne. Dziecko miało między innymi uszkodzony mózg.

19-letni konkubent matki chłopca przebywa w areszcie. Początkowo tłumaczył, że dziecko spadło mu z tapczanu, gdy je przewijał.

Lekarze nie uwierzyli w tę wersję. Podczas przesłuchania przyznał się, że bił chłopca. Stwierdził, że wpadł w szał, bo nie dostał na czas świadczenia społecznego.

Reklama

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy