W skrócie
- Prezydent zdecydował o skierowaniu ustawy określanej jako lex szarlatan do Trybunału Konstytucyjnego, uzasadniając to zagrożeniem dla firm zajmujących się zielarstwem i medycyną komplementarną.
- Lekarze wyrazili rozczarowanie decyzją prezydenta, podkreślając pilną potrzebę nowych przepisów chroniących pacjentów przed oszustwami medycznymi.
- Naczelna Izba Lekarska ocenia, że projekt prezydenta zawiera korzystne zmiany, ale jego skuteczność zależy od sprawności działania prokuratury.
- Przedstawiciele biznesu wskazują na nieprecyzyjne pojęcia w rządowej ustawie i obawiają się możliwości zamknięcia firm za działania influenserów.
- Dalsze losy nowych przepisów są niepewne, a oczekiwanie na rozwiązania prawne umożliwia działalność osobom oferującym wątpliwe terapie.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Prezydent Karol Nawrocki ogłosił, że kieruje do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o prawach pacjenta, powszechnie określaną jako tzw. lex szarlatan. Dlaczego? Jak tłumaczył: - Do jednej grupy szarlatanów rząd zakwalifikował szkodzących zdrowiu szaleńców oraz tysiące polskich firm zajmujących się zielarstwem, zdrowym odżywianiem, czy medycyną komplementarną.
Jednocześnie przedstawił własny, uderzający w oszustów, projekt nowelizacji Kodeksu karnego. To jego zdaniem "skuteczne i przede wszystkim bezpieczne dla demokracji rozwiązanie problemu szarlatanów".
"Lex szarlatan". Lekarze rozczarowani, przepisy potrzebne na wczoraj
Prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych Michał Sutkowski uważa, że "lex szarlatan" wcale nie godziło w sprzedawców ziół czy np. osoby promujące akupunkturę, pod warunkiem, że nie namawiają one pacjentów do zrezygnowania z terapii medycznych, ale są ich uzupełnieniem.
- Ustawa pomimo pewnych wątpliwości powinna być podpisana - powiedział na antenie Polsat News. I podkreślił, że oręża w walce z szarlatanerią potrzeba "na wczoraj".
"Częściowo rozczarowana" ruchem prezydenta jest Naczelna Izba Lekarska, bo jak słyszmy, odsuwa on w czasie wejście w życie bardzo potrzebnych przepisów.
- Przepisów, które zabezpieczą pacjentów przed oszustami podającymi się za przedsiębiorców i sprzedającymi swoje poglądy oraz produkty jako tzw. medycynę alternatywną, gdy w rzeczywistości zarabiają na kłamstwach zagrażających zdrowiu pacjentów - mówi Interii rzecznik NIL Piotr Pisula.
- Apelowaliśmy do pana prezydenta, aby podpisał tę ustawę w jej pierwotnym kształcie, mimo tego że sami zgłaszaliśmy do niej uwagi - dodaje.
NIL: Zmiany w projekcie prezydenta idą w dobrym kierunku, ale...
Teraz NIL analizuje nową propozycję prezydenta i jak słyszmy, może poprzeć te rozwiązania. - Projekt prezydencki zawiera zmiany idące w dobrym kierunku, jednak zamysł nowelizacji może się udać tylko przy sprawnym działaniu prokuratury - a na to nie ma gwarancji - zauważa Pisula.
- Zależy nam przede wszystkim na tym, aby powstały regulacje skutecznie chroniące pacjentów. To jest w tej chwili najważniejsze. Niezależnie od tego, czy ostatecznie będzie to projekt prezydencki, czy rządowy, przepisy te są po prostu niezbędne - podkreśla.
Prezydent: Rząd wrzucił wszystkich do jednego worka. Premier odpowiada
"Trudno w to uwierzyć, ale Karol Nawrocki zablokował ustawę chroniącą pacjentów przed oszustami, wyłudzeniami i groźnymi niesprawdzonymi terapiami. Zamiast po stronie chorych, stanął po stronie szarlatanów" - tak decyzję prezydenta skomentował Donald Tusk.
Karol Nawrocki tłumacząc, dlaczego kieruje "lex szarlatan" do Trybunału, wskazywał, że cel ustawy jest słuszny. W jego ocenie problemem mogą się okazać proponowane środki.
- Przepisy tak skonstruowano, że wielotysięcznymi karami może zostać obłożony zarówno ktoś, kto sprzedaje zioła czy suplementy jak i realny szarlatan zniechęcający do leczenia medycyną popartą naukowo - powiedział prezydent. Wskazywał, że uwagę na to zwracały mu m.in. organizacje pracodawców i wymienił tu Business Center Club.
"Lex szarlatan". Jakie wątpliwości zgłosił prezydentowi biznes?
Co dokładnie budziło obawy przedsiębiorców?
- Jako Business Center Club w pełni zgadzamy się z potrzebą nowelizacji prawa i eliminowania nadużyć. Uważamy, że droga do ukarania osób, które oferują suplementy lub alternatywne metody zamiast konwencjonalnego leczenia, powinna być jak najkrótsza. Jeśli ktoś nakłania pacjenta do odstawienia chemioterapii i próbuje leczyć raka witaminą C, powinien być natychmiastowo i surowo ukarany - mówi Interii autor opinii, o której wspomniał prezydent, Mateusz Pazdan, ekspert BCC ds. Suplementów Diety, Żywności Wzbogaconej i Funkcjonalnej.
W czym tkwi więc problem? - Przede wszystkim przepisy posługują się bardzo nieprecyzyjnymi pojęciami, takimi jak choćby "praktyka pseudomedyczna". - Z perspektywy dużego biznesu, który reprezentuję, sytuacja, kiedy organ taki jak Rzecznik Praw Pacjenta mógłby w trybie administracyjnym zamknąć stronę internetową, jest po prostu nie do pomyślenia - ocenia.
Wskazuje, że współcześnie firmy na szeroką skalę korzystają z marketingu influencerskiego. - Przedsiębiorcy nie mają możliwości pełnego zapanowania nad tym, co tacy ludzie mówią. Nawet przy precyzyjnym określeniu warunków współpracy czy załączników do umów, influencer może wypowiedzieć słowa, które - w myśl nowych przepisów - mogłyby doprowadzić do zablokowania działalności firmy. Postrzegamy to jako realne zagrożenie dla biznesu - uważa.
- Nie widzimy potrzeby wprowadzania dodatkowych narzędzi, które ze względu na wypowiedzi osób trzecich stwarzają ryzyko zamknięcia całego biznesu. W demokratycznym państwie takie rozwiązania nie powinny mieć miejsca - podkreśla.
Niezależnie od tego jaki los spotka inicjatywę prezydenta, pewne jest jedno: na tak bardzo potrzebne - zdaniem wszystkich naszych rozmówców - przepisy, pozwalające skutecznie walczyć z szarlatanami narażającymi zdrowie i życie Polaków, trzeba będzie poczekać. A to, niestety, dobra wiadomość dla oszustów.
Jolanta Kamińska-Samolej (kontakt do autorki: jolanta.kamisnka@firma.interia.pl)














