Reklama

Reklama

Żart prezydenta Andrzeja Dudy podczas 100-lecia AGH

Podczas obchodów 100-lecia Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie prezydent Andrzej Duda opowiedział żart. Nie wszystkim się on jednak spodobał.

Profesorowie, wykładowcy, absolwenci - w sumie ponad tysiąc osób przyjechało do Krakowa na obchody 100-lecia AGH. W sobotę gościem honorowym był prezydent Andrzej Duda.

Prezydent mówił m.in. o tym, jak wysokie wymagania uczelnia stawia swoim studentom, jak wspiera polskie państwo, wspomniał również o tym, że jego rodzice związani są z AGH, gdzie pracowali.

"Mogę więc śmiało mówić, że jestem dzieckiem AGH" - zaznaczył Andrzej Duda. "Była tutaj zawsze niezwykle rodzinna atmosfera" - podkreślił, wspominając pobyty z rodzicami m.in. w Bukowinie Tatrzańskiej czy Łukęcinie, gdzie "do profesorów można było mówić ciociu czy wujku".

Reklama

W pewnym momencie Andrzej Duda postanowił też podzielić się dowcipem o wykładowcach AGH.

"Opowiem taki stary, AGH-owski dowcip, który usłyszałem po połowie lat 90." - zaczął prezydent. 

"W południowej Afryce odbywa się konferencja rektorów z całego świata. Nastąpiła awaria, samolot wpadł do dżungli. Większość pasażerów przeżyła, ale miejscowe plemię ogarnęło rektorów i wszyscy, poza jednym, zostali zjedzeni. Poza panem profesorem Ryszardem Tadeusiewiczem, rektorem AGH. Dlaczego? Bo wódz plemienia ludożerców był jego kolegą ze studiów na elektrycznym" - mówił prezydent.

Nie wszystkim żart się ten spodobał. Internauci piszą o rasistowskim poczuciu humoru prezydenta Dudy i wytykają nietaktowność. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy