Reklama

Reklama

Zakaz handlu w niedziele. Cymański: Może trzeba będzie zmienić przepisy

"Obecnie sklepy kilku sieci handlowych otwierają się w niedziele udając, że są wypożyczalniami sprzętu sportowego lub klubami czytelnika" - twierdzą związkowcy z NSZZ "Solidarność", którzy domagają się zwiększenia kontroli przez Państwową Inspekcję Pracy. - Albo refleksja, na którą nie liczę, albo zmiana przepisów. Tylko to zostaje - deklaruje Tadeusz Cymański z klubu parlamentarnego PiS. - Każdy chce bronić swojej działalności - odpowiada Krystyna Skowrońska z PO.

Związkowcy twierdzą, że kolejni przedsiębiorcy i sieci handlowe zamierzają otworzyć swoje placówki w niedziele. Jak szacuje strona społeczna, w podobny sposób może działać obecnie nawet 600 sklepów. Do tego grona należy chociażby jeden z dyskontów w Lipnie, który podczas weekendów oferuje klientom klub czytelnika.

Pracownicy zwracający się do związkowców narzekają na niskie kary za wykroczenie, jakim jest handel w niedzielę. Chociaż sądy przyznają, że przedsiębiorcy postępują wbrew ustawie, a grzywna waha się od 1 do 100 tys. zł, to kary nie są zbyt dotkliwe. Tak było chociażby w Tarnowie, gdzie właściciel sklepu zajmującego się przede wszystkim sprzedażą alkoholu, otworzył wypożyczalnię sprzętu sportowego. Klientom oferował m.in. sukno do pokera, warcaby, szachy czy wędkę z kołowrotkiem. Sąd wymierzył mu karę grzywny w wysokości 2 tys. zł.

Reklama

"Nie jest to kara wysoka, zważywszy na wysoką społeczną szkodliwość czynu, ze względu na to, że zachowanie obwinionego dotknęło praw aż dziewięć osób, ani dla obwinionego dolegliwa zważywszy na możliwości zarobkowe obwinionego. Okoliczność łagodzącą stanowi dotychczasowa niekaralność obwinionego" - czytamy w uzasadnieniu Sądu Rejonowego w Tarnowie z 27 kwietnia 2022 r.  

Nie ma problemu z obejściem zakazu

Eksperci przypominają, że ostatnia nowelizacja ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę i święta weszła w życie w lutym. Na czym polega zmiana? W przypadku placówek pocztowych, kwiaciarni, cukierni i innych podobnych obiektów można otworzyć sklep, jeżeli przychód z działalności będzie stanowił co najmniej 40 proc.

- Żeby to udowodnić, przedsiębiorca musi prowadzić odrębną ewidencję. W przypadku sklepów będących wypożyczalnią sprzętu sportowego, biblioteką czy ośrodkiem kultury, nie wprowadzono takiego wymogu - tłumaczy Jakub Pietrzak z Pracodawców RP. Jak podnosi ekspert, to nic nadzwyczajnego, że przedsiębiorcy chcą prowadzić działalność i dlatego robią wszystko, by obejść zakaz.  

- Decyzję o tym, jakie sklep będzie świadczył usługi, podejmuje jednoosobowo przedsiębiorca, który musi zmienić swój statut. To nawet zachęca właścicieli do takich praktyk. Dlatego nie ma problemu z obejściem zakazu handlu w niedzielę - tłumaczy Pietrzak. Specjalista ds. społeczno-gospodarczych i nasz rozmówca uważa, że właściciele sklepów będą próbowali początkowo obejść zakazy w jednej lub dwóch placówkach.

Gdy wykroczenie dostrzeże Państwowa Inspekcja Pracy, przedsiębiorcę czeka postępowanie wykroczeniowe, które może się zakończyć mandatem. - Jeśli przedsiębiorca odmówi jego przyjęcia, sprawa trafi do sądu oceniającego sytuację - usłyszała Interia. - Biorąc pod uwagę wysokość grzywny, właścicielowi może opłacić się otwarcie sklepu i zapłacenie mandatu. Karę potraktuje jako koszty prowadzenia działalności - dodaje specjalista Pracodawców RP.

Zmiana przepisów niewykluczona

Kiedy o obchodzenie zakazu handlu pytamy Tadeusza Cymańskiego z klubu PiS, wiceszefa sejmowej komisji finansów, nawet nie kryje poirytowania. Czy ustawa jest dziurawa? - To jest pytanie o zasady, czytelny przykład, że to co reguluje obyczaj, kultura i elementarna uczciwość jest deptane i wykorzystywane, żeby żerować na niedoskonałości prawa - odpowiada polityk. Jak mówi, "mamy do czynienia ze zuchwałym obchodzeniem przepisów".

- Szefostwo sieci sklepowych doskonale wie, co robi. Zostaje nam tylko korzystanie z przepisów, które nie skutkują, bo zysk jest większy niż kara - uważa Cymański. - Musimy się zastanowić: albo refleksja, na którą nie liczę, albo zmiana przepisów. Tylko to zostaje. Jestem zaszokowany tą sytuacją - podkreśla.

Krystyna Skowrońska z Platformy, również wiceszefowa komisji finansów, mówi wprost: ustawa jest dziurawa. - Jako PO mówiliśmy o możliwościach handlu w niedzielę chociażby w czasie pandemii. Po stronie pracodawców byłby obowiązek stosownego, dodatkowego wynagrodzenia - usłyszeliśmy od posłanki. - Rządzący nie są zainteresowani takimi rozwiązaniami, a firmy wykorzystują luki w prawie - dodaje.

Jak powiedziała Interii Skowrońska, nie można zabronić przedsiębiorcom wykorzystywania niedoskonałych przepisów, bo "każdy chce bronić swojej działalności". - Warto o tym porozmawiać, zastosować rzetelne, mądre rozwiązania, które będą szansą dla obu stron - mówi wiceszefowa sejmowej komisji finansów.

Ustawa ograniczająca handel w niedziele i święta obowiązuje od 1 marca 2018 r.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy