Wypomnieli Dobrzyńskiemu przeszłość. "Nikomu krzywdy nie zrobiłem"
"Blisko 40 lat temu kontynuując swoje dziecięce zainteresowania zostałem społecznym inspektorem ruchu drogowego" - napisał rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński. Jak dodał, funkcja ta zaliczała się do ochotniczej milicyjnej rezerwy i nigdy tego nie ukrywał. Wpis jest odpowiedzią na burzę w sieci wywołaną przez środowiska prawicowe, zarzucające Dobrzyńskiemu służbę w ORMO.

W skrócie
- Jacek Dobrzyński został oskarżony przez prawicowe środowiska o dawną przynależność do ORMO.
- Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych odpiera zarzuty i wyjaśnia, że był społecznym inspektorem ruchu drogowego, dbającym o bezpieczeństwo na drogach.
- Konflikt pomiędzy Dobrzyńskim a Sławomirem Cenckiewiczem oraz medialne ataki przerodziły się w publiczną wymianę oświadczeń i zapowiedzi działań prawnych.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Skany dokumentów wskazujących na przynależność Jacka Dobrzyńskiego do Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej opublikowała w mediach społecznościowych związana ze środowiskiem prawicowym dziennikarka Dorota Kania.
To wniosek skierowany do Biura Paszportów ówczesnego MSW i wyciąg z protokołu jednego z dzielnicowych sztabów ORMO w Białymstoku. "Panie Jacku Dobrzyński, czy to pan? Takie dokumenty dostałam w IPN, można sprawdzić mój wniosek" - napisała Kania.
Kolejnego dnia udostępniła wniosek o przyjęcie do ORMO, który miał rzekomo złożyć obecny rzecznik. "Tak było. Podanie Jacka Dobrzyńskiego rozpatrzono pozytywnie" - poinformowała.
Jacek Dobrzyński służył w ORMO? W sieci wybuchła burza
Dokumenty szybko rozprzestrzeniły się w sieci, udostępniane m.in. przez polityków Prawa i Sprawiedliwości. "Byłeś w ZOMO, byłeś w ORMO, teraz jesteś za Platformą" - ironizował europoseł Maciej Wąsik.
"Człowiek, który był w ORMO, dzisiaj jest rzecznikiem prasowym - koordynatora służb specjalnych. To pokazuje gdzie ci ludzie są moralnie i mentalnie. Przykry obraz dla wizerunku służb" - oburzał się Mariusz Gosek z Suwerennej Polski.
W kolejnych wpisach zaczęły pojawiać się również zdjęcia przedstawiające rzekomo Jacka Dobrzyńskiego w służbowym mundurze. Jedno z nich udostępnił zresztą sam zainteresowany, ustosunkowując się przy okazji do zarzutów.
Dobrzyński odpowiada na zarzuty. "Nikomu krzywdy nie zrobiłem"
"Od wczoraj wyznawcy i partyjni towarzysze pana Cenckiewicza z dziką radością rzucili się na obijanie mnie i mojej rodziny. Posypały się obelgi, wulgaryzmy, a nawet pogróżki" - napisał Jacek Dobrzyński, wyraźnie sugerując, że zamieszanie w sieci jest echem napięcia między nim a szefem BBN-u.
Rzecznik wyjaśnił, że jeszcze w latach 70. wstąpił do Młodzieżowej Służby Ruchu, by następnie zostać społecznym inspektorem ruchu drogowego. "Funkcja ta polegająca wyłącznie na dbaniu o bezpieczeństwo na drogach była w strukturach ówczesnej ochotniczej milicyjnej rezerwy" - napisał.
"Wspólnie z kolegami walczyliśmy z piractwem i drogową bandytką, zatrzymywaliśmy siejących śmierć pijanych kierowców, spotykaliśmy się z dziećmi na szkolnych pogadankach, ucząc ich bezpiecznych zachowań na drogach. Swoją pasję rozwijałem dalej, zostając policjantem podlaskiej drogówki" - wskazał Dobrzyński.
Jak dodał, nigdy nie ukrywał swojej przeszłości. "Nikomu krzywdy nie zrobiłem i nie mam powodów do wstydu" - stwierdził, dodając, że pomimo otrzymywanych obecnie gróźb, będzie dalej kontynuował swoją działalność.
Na tłumaczenia Dobrzyńskiego odpowiedział Maciej Wąsik. "W aktach IPN nie ma nic o byciu zuchem ani MSR. W aktach IPN stoi jak byk, że w 1986r. wstąpił pan do ORMO, paramilitarnej organizacji reżimu komunistycznego" - napisał.
Europoseł PiS przypomniał, że funkcjonariusze ORMO wykorzystywani byli w latach 80. m.in. do działań wymierzonych przeciwko członkom Solidarności.
Cenckiewicz zapowiada kroki prawne wobec SKW. Dobrzyński odpowiada
Spięcie na linii Jacek Dobrzyński - Sławomir Cenckiewicz jest wynikiem głośnej publikacji "Gazety Wyborczej", której autor stwierdził, że obecny szef BBN stracił dostęp do informacji niejawnych, ponieważ zataił w ankiecie bezpieczeństwa, że przyjmuje leki: jeden zaliczany do psychotropów, drugi mający charakter psycholeptyczny i groźny dla życia w razie przedawkowania.
Cenckiewicz zareagował na artykuł, zapowiadając kroki prawne skierowane zarówno wobec dziennikarza, jak i Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Stwierdził bowiem, że wykorzystane informacje "pochodzą zarówno z ankiety bezpieczeństwa osobowego i wywiadów przeprowadzonych ze mną przez oficerów SKW w związku z postępowaniem sprawdzającym z 2021 r., jak i z akt postępowania kontrolnego (w ramach którego SKW przejęła moją dokumentację medyczną), prowadzonego od kwietnia do lipca 2024 r. przez Zarząd V SKW".
Do zarzutów ustosunkował się wkrótce Jacek Dobrzyński. "Spokojnie Panie Sławomirze Cenckiewiczu. Agresywne atakowanie służb specjalnych w niedzielną noc jest raczej przejawem fobii niż jakimkolwiek 'uzyskiem'. Polskie służby działają na podstawie obowiązujących przepisów, w ich granicach i przestrzegając zasad prawa. Nikomu nie przekazują żadnych niejawnych informacji. Proszę powiedzieć kolegom, żeby odpuścili sobie te nocne bombardowanie służb specjalnych kłamstwami i oszczerstwami" - napisał rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych.














