Wybuch na plebanii w Katowicach. Tymczasowy areszt dla podejrzanego
Sąd aresztował na trzy miesiące 75-latka, któremu prokuratura zarzuca doprowadzenie w styczniu br. do wybuchu gazu w budynku plebanii parafii ewangelicko-augsburskiej w Katowicach. Zginęły wówczas dwie mieszkające w tym budynku osoby - żona oraz córka mężczyzny.

Informację o uwzględnieniu przez Sąd Rejonowy Katowice-Wschód wniosku o zastosowanie wobec mężczyzny najsurowszego środka zapobiegawczego przekazał Aleksander Duda z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Podejrzany był mieszkańcem plebanii, w wybuchu został ranny i trafił do szpitala.
Wcześniej w piątek 75-latek usłyszał zarzut.
Wybuch na plebanii w Katowicach. Podejrzany nie przyznał się
- Mężczyźnie przedstawiono zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa eksplozji gazu ziemnego w budynku przy ul. Bednorza w Katowicach, które zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach, a następnie doprowadzenia do tej eksplozji, w wyniku której doszło do częściowego zawalenia się budynku, na skutek czego dwie osoby straciły życie, a trzy inne doznały obrażeń ciała - powiedział prok. Duda.
Podejrzany nie przyznał się do winy, złożył wyjaśnienia, które - jak zaznacza prokuratura - są częściowo zbieżne z ustaleniami śledztwa.
List pożegnalny ofiar
Trzy dni po wybuchu w Katowicach do redakcji "Interwencji" Polsatu wpłynął list, w którym wyjaśniono okoliczności tragedii. Jak przekazano, było to rozszerzone samobójstwo. Pismo zostało wysłane z Katowic dwa dni przed wybuchem kamienicy.
"Jeśli ktoś się zastanawia, jak doszło do tej tragedii w Katowicach-Szopienicach to oto kilka słów wyjaśnienia" - tak zaczyna się list, który wpłynął do redakcji "Interwencji".
Ofiary w liście wskazują, że będąc w ciężkiej sytuacji o pomoc zwróciły się do księdza ewangelicko-augsburskiego, u którego zamieszkały i dla którego pracowały. Osoby, które napisały list wskazały, że w trakcie pracy czuły się niedoceniane przez duchownego, obwiniły go również o okradanie.











