Reklama

Reklama

Wybory kopertowe. Skazany wójt chce ułaskawienia od Dudy

Wójt gminy Wapno, Maciej Kędzierski chce ułaskawienia po tym, jak przekazał dane swoich mieszkańców Poczcie Polskiej - podało Radio Zet. - Pretensje mam do byłego wojewody i premiera. Instytucje państwowe twierdziły, że jest podstawa prawna. Za co pieniądze biorą ludzie z biura legislacyjnego jednej czy drugiej instytucji? - komentuje dla Interii samorządowiec.

W 2020 r. PiS próbowało zorganizować słynne już wybory kopertowe. Sieć Obywatelska Watchdog złożyła 206 zawiadomień w sprawie przekazania danych obywateli Poczcie Polskiej przez samorządowców. Wiadomo, że teraz PiS proponuje ustawę abolicyjną, która ma zatrzeć ich wyroki, bądź zatrzymać toczące się postępowania. Dotychczas jedynym skazanym jest właśnie Maciej Kędzierski

Na początku marca Sąd Rejonowy w Wągrowcu zawyrokował, że samorządowiec złamał prawo. Jak podał lokalny serwis wrc.pl, postępowanie umorzono warunkowo na rok próby. Wójt musi jednak zapłacić 2 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, a także zwrócić koszty postępowania Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

Reklama

- Największą karą jest wymiar społeczny, tutaj niczego nie da się cofnąć. Projekt ustawy abolicyjnej autorstwa PiS wzbudza poruszenie, dowiedziałem się o nim z mediów. Jeśli chodzi o konsultacje, jest tu paru posłów PiS w tym terenie. Nikt mi jednak nic nie mówił - tłumaczy Interii wójt Maciej Kędzierski

- Czy ustawa coś zmienia? Wyrok zapadł, zatarcie dla mnie nic nie zmieni. Może inaczej będzie w przypadku spraw, które są w toku. One mogą zakończyć się mniej łagodnie niż w moim przypadku - przekazał.

Wybory kopertowe. Maciej Kędzierski woli ułaskawienie od ustawy

W rozmowie z Radiem Zet wójt zadeklarował również, że z prośbą o łaskę zwróci się do prezydenta. - Nie chciałem tego robić przez Sąd Najwyższy. Bez względu na opcję polityczną, ułaskawienie przez pierwszego obywatela ma zupełnie inny wymiar, niż odwracanie kota ogonem poprzez ustawę. Nie chciałbym, żeby odbywało się to poprzez ustawę, bo według mnie to po prostu dolewanie oliwy do ognia - wyznaje samorządowiec. 

Nie ukrywa też pretensji do władz centralnych: - Nie oceniam działań Watchdoga (Sieć Obywatelska wnosząca zawiadomienia o złamaniu prawa przez samorządowców - red.), pretensje mam do byłego wojewody i premiera. Instytucje państwowe twierdziły, że jest podstawa prawna. Za co pieniądze biorą ludzie z biura legislacyjnego jednej czy drugiej instytucji? - zastanawia się członek PSL.

JSZ

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy