Reklama

Reklama

Współtwórczyni "pętli kredytowej" może odzyskać wolność

Jedna z osób odpowiedzialnych za stworzenie "pętli kredytowej" może wyjść na wolność - dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Chodzi o Katarzynę K. Kobieta ze swoim wspólnikiem stworzyła system udzielania kredytów, których klienci nie byli w stanie spłacać. W ten sposób wpadali w potężne zadłużenie określane właśnie mianem pętli. ​Na tym etapie śledztwa mowa jest nawet o kwocie ćwierć miliarda złotych.

Wrocławski sąd zdecydował o zamianie aresztu dla tej kobiety na półmilionową kaucję. Sędziowie uznali, że wystarczającym środkiem zapobiegawczym w tym śledztwie będzie poręczenie majątkowe. Nie ma już - według nich - powodów, by stosować areszt wobec tej podejrzanej.

Katarzyna K. za kraty trafiła w marcu tego roku. Jej wypuszczenia chcieli adwokaci. Zgodnie z przepisami od tej decyzji sądu prokuratura nie może się już odwołać.

Tak ważna osoba na wolności, jeśli chodzi o oszukańczy proceder, może utrudnić to śledztwo. To Katarzyna K. zna wszelkie mechanizmy działania naciągaczy. Wie, kto jeszcze może być zamieszany w aferę. 

Reklama

Decyzja sądu wyjątkowo poruszyła poszkodowanych. Są zszokowani, nie wierzą, że osoba, którą prokuratura podejrzewa o to, iż jest odpowiedzialna za utratę przez nich dorobku całego życia, może wyjść na wolność.

Jak działała "pętla kredytowa"?

Katarzynie K. zarzucono, że kierowała zorganizowaną grupą przestępczą, której celem było popełnianie przestępstw przeciwko mieniu na szkodę osób fizycznych i instytucji bankowych, przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów oraz ukrywania środków pieniężnych pochodzących z popełnienia przestępstw.

Rola Katarzyny K. polegała na zarządzaniu siecią podmiotów gospodarczych funkcjonujących pod nazwami EI GLOBAL, AURUM FINANCE, COUNCIL FINANCE i PERSONAL FINANCE, Enterprise Investment Zarządzanie Ryzykiem, COUNCIL Sp. z o.o., EUROPEJSKA GRUPA FINANSOWA COUNCIL S.A.

Według prokuratury podejrzani wiedząc, iż kredyt chcą zaciągnąć osoby, które nie miały zdolności kredytowej, przekonywali te osoby, że są w stanie usunąć z Biura Informacji Kredytowej dane uniemożliwiające zaciągnięcie kredytu.

Podejrzani nakłaniali też pokrzywdzonych do przyprowadzenia osoby, którą określano jako "osobę wspierającą", "opiekuna kredytu". Te osoby w rzeczywistości zawierały umowę kredytową po wprowadzeniu ich w błąd, co do ich rzeczywistej roli. Wmawiano im, że będą jedynie "opiekunami kredytów", a  zaciągnięte przez nich zobowiązania mają charakter tymczasowy, ponieważ po sześciu miesiącach zostaną "przejęte" przez osoby pierwotnie starającą się o przyznanie kredytów.

Podejrzani ukrywali też przed pokrzywdzonymi udział w zawieraniu umów kredytowych innych pośredników, których prowizja dodatkowo podnosiła koszty. O tym pokrzywdzonych nie informowano, a opłaty za pośrednictwo liczone były od wartości kredytu brutto i wynosiły ok. 20 proc. dla jednego pośrednika.

Jednocześnie wprowadzani byli też w błąd pracownicy banków. Ukrywano przed nimi fakt, iż do zawarcia umów kredytowych doszło za pośrednictwem firm, z którymi banki nie chciały współpracować ze względu na stosowane przez nie metody. Zatajano też przed bankami, że środki z kredytu zawartego w rzeczywistości przy udziale "osoby wspierającej" miały być faktycznie przekazane osobom nie posiadającym zdolności kredytowej, a wręcz negatywnie zweryfikowanym przez banki. Podawano też nieprawdziwe dane o zdolności kredytowej osób starających się o przyznanie kredytów, które miały istotny wpływ na decyzje o ich przyznaniu.

Według informacji prokuratury pięć osób, które zadłużyły się w ten sposób, popełniło samobójstwo.

Marek Balawajder i Krzysztof Zasada
 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy