Wojna informacyjna przy granicy. Jak fake newsy wywołały realny strach?

Policjant w kamizelce odblaskowej z karabinem, stojący nocą na ulicy w Przemyślu; przejeżdżający czarny samochód.
Policjant w Przemyślu w 2022 rokuBeata Zawrzel Reporter

W skrócie

  • Początkowo anonimowe wpisy i materiały bez potwierdzenia rozprzestrzeniały się w internecie, tworząc obraz chaosu w Przemyślu - polskim mieście przy granicy podczas pierwszych dni wojny w Ukrainie.
  • Media społecznościowe i politycy podsycali narrację o zagrożeniu, mimo braku potwierdzonych przypadków przestępczości związanej z uchodźcami, a w rzeczywistości życie mieszkańców toczyło się względnie normalnie.
  • Dane Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych wykazały wzrost liczby prób dezinformacji w polskich mediach społecznościowych, a podobne mechanizmy były wcześniej stosowane przez rosyjskie farmy trolli.
  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie

Spis treści:

  1. Konfederacja zaapelowała o działania. Ostrzegała przed atakami i "imigrantami z Białorusi"
  2. Patrole obywatelskie wyruszyły na ulice. W sieci chwalono się "oczyszczaniem miasta"
  3. "Może uda ci się nagłośnić sprawę...". Już kilka dni rozsyłano podejrzane wiadomości
  4. Władze zaprzeczały o atakach w Przemyślu. Dezinformacja była jednak szybsza
  5. Trop wiedzie do Rosji. Podobnie działają farmy trolli i botów

Zobacz również:

Konfederacja zaapelowała o działania. Ostrzegała przed atakami i "imigrantami z Białorusi"

Zobacz również:

Patrole obywatelskie wyruszyły na ulice. W sieci chwalono się "oczyszczaniem miasta"

"Może uda ci się nagłośnić sprawę...". Już kilka dni rozsyłano podejrzane wiadomości

Władze zaprzeczały o atakach w Przemyślu. Dezinformacja była jednak szybsza

Zobacz również:

Trop wiedzie do Rosji. Podobnie działają farmy trolli i botów

Zobacz również:

Które zdjęcie stworzyła sztuczna inteligencja? Zrobiliśmy test politykom INTERIA.PL