Reklama

Reklama

Władysław Kosiniak-Kamysz o wyroku TSUE: Mamy dziś ogromny rozgardiasz w wymiarze sprawiedliwości

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz odniósł się do środowego wyroku TSUE. Jak stwierdził "błędy rządzących mają coraz większe konsekwencje dla obywateli". - Za to odpowiadają rządzący, nikt inny. Oni do tego doprowadzili i muszą się z tego wycofać - przyznał.

Trybunał Sprawiedliwości UE odpowiadając na pytanie prejudycjalne Sądu Najwyższego orzekł w środę, że przeniesienie sędziego bez jego zgody do innego sądu lub między dwoma wydziałami tego samego sądu może naruszać zasady nieusuwalności i niezawisłości sędziów. Z rozstrzygnięcia TSUE wynika też, że okoliczności, w których powołany został sędzia Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN Aleksander Stępkowski, rozpatrywane łącznie, mogą prowadzić do wniosku, że powołanie nastąpiło z rażącym "naruszeniem podstawowych reguł procedury powoływania sędziów Sądu Najwyższego stanowiących integralną część ustroju i funkcjonowania polskiego sądownictwa". TSUE zwrócił przy tym uwagę, że przeprowadzenie ostatecznej oceny procedury nominacyjnej sędziów SN należy do sądu krajowego.

Reklama

Chodzi o sprawę sędziego Waldemara Żurka, który został przeniesiony do innego wydziału Sądu Okręgowego w Krakowie. Najpierw sędzia odwołał się od tej decyzji do Krajowej Rady Sądownictwa, a gdy ta umorzyła postępowanie, zaskarżył uchwałę KRS w tej sprawie do Sądu Najwyższego. Zawnioskował, żeby ze sprawy wyłączeni zostali wszyscy sędziowie z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, ponieważ - jak argumentował - izba ta, ze względu na swój kształt i sposób wyboru jej członków przez KRS, nie może bezstronnie i niezależnie rozpoznać odwołania. Jeszcze przed rozpoznaniem tego wniosku sędzia tej Izby Aleksander Stępkowski wydał postanowienie o odrzuceniu odwołania Waldemara Żurka z uwagi na jego niedopuszczalność. W konsekwencji Izba Cywilna SN zadała TSUE pytanie prejudycjalne. 

"Muszą się z tego wycofać"

Kosiniak-Kamysz pytany o orzeczenie TSUE przez PAP ocenił, że "mamy dziś ogromny rozgardiasz w wymiarze sprawiedliwości". - Kiedy nad wymiarem sprawiedliwości władzę przejmował minister Zbigniew Ziobro, 80 proc. społeczeństwa oczekiwało reformy wymiaru sprawiedliwości, przyspieszenia procesów, większej sprawiedliwości - powiedział lider PSL.

W jego ocenie, "skarga nadzwyczajna nie działa, wymiar sprawiedliwości nie funkcjonuje, czas oczekiwania na wyrok się wydłużył, koszty sądowe rosną i nie ma pewności wydanych wyroków". 

- Za to odpowiadają rządzący, nikt inny. Oni do tego doprowadzili i muszą się z tego wycofać. Muszą przygotować takie rozwiązania, które będą dobre dla obywateli, a dzisiaj takich propozycji nie widzimy" - zaznaczył szef PSL.

Na pytanie, jakie to orzeczenie będzie miało konsekwencje, Kosiniak-Kamysz odparł, że błędy rządzących mają coraz większe konsekwencje dla obywateli. - I to już nie w ujęciu zbiorowym, ale w ujęciu indywidualnym - powiedział Kosiniak-Kamysz.

- Ktoś idzie do sądu walczy przez 3 lata o sprawiedliwość, dochodzi nawet do swojego sukcesu w tym procesie, a po dwóch latach ktoś mu powie, że ten sędzia nie był dobrze umocowany i trzeba wszystko wznowić. I druga sytuacja, w której ktoś przegrywa taki proces i ponosi jakąś już karę, ale też odbyta już jest ta kara i ktoś przychodzi po dwóch latach i mówi, że ta osoba została niesłusznie skazana, bo ten sędzia był niewłaściwie wybrany - powiedział lider PSL.

- To jest gigantyczny problem, który może dotknąć każdego z nas, że po prostu nie będziemy mieć pewności, że to, co uzyskaliśmy w sądzie jest prawdziwe - ocenił Kosiniak-Kamysz.

"Należy się zastanowić"

Do wyroku TSUE odniósł się w środę premier Mateusz Morawiecki. Ocenił, że jest to próba uderzenia w sedno stabilności systemu społeczno-prawnego. - Jeżeli europejski trybunał sprawiedliwości wydaje wyrok, w wyniku którego setki tysięcy wyroków wydanych przez sędziów powołanych w ciągu ostatnich lat zostaje zakwestionowanych, to należy się zastanowić, do czego prowadzi taki wyrok - mówił szef rządu. Jego zdaniem, wyrok TSUE "prowadziłby hipotetycznie do bardzo głębokiego chaosu". 

- Ponieważ w setkach tysięcy rozstrzygnięć sądów obywatele polscy nie mogliby mieć pewności co do stosowania prawa. Polska jest państwem prawa opartym o konstytucję. Próba uderzenia w samo sedno, w samo serce stabilności systemu społeczno-prawnego jest próbą daleko idącej destabilizacji tego systemu. Na to oczywiście pozwolić nie możemy- powiedział szef rządu. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje