Reklama

Reklama

Witek komentuje zdarzenia w Białymstoku. "Będą surowo ukarani"

"Wszyscy, którzy złamali prawo podczas Marszu Równości w Białymstoku, będą doprowadzeni do posterunków policji, będą kierowane przeciwko nim akty oskarżenia i będą surowo ukarani" - powiedziała w poniedziałek szefowa MSWiA Elżbieta Witek.

Pierwszy Marsz Równości przeszedł w sobotę po południu ulicami miasta pod hasłem "Białystok domem dla wszystkich". Przejście uczestników marszu kilkakrotnie próbowali zablokować kontrmanifestanci, policja musiała użyć gazu. W stronę uczestników rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa. W związku z zajściami policja zatrzymała łącznie 28 osób.

"Wszyscy obywatele mają się w Polsce czuć bezpiecznie"

Podczas uroczystości święta policji w Słupsku minister Witek odniosła się do incydentów, do których doszło na sobotnim Marszu Równości w Białymstoku. Szefowa MSWiA zapewniła, że "nie ma, nie było i nie będzie zgody, aby atakować kogokolwiek bez względu na to jakie ma poglądy, czy jakie ma przekonanie. Wszyscy obywatele mają się w Polsce czuć bezpiecznie" - podkreśliła.

Reklama

Zaznaczyła też, że wszyscy Ci, którzy próbują atakować innych, spotkają się z surowymi konsekwencjami. Zwróciła uwagę, że "policja jest od tego, żeby zapewniać ład, porządek i bezpieczeństwo; i to policja czyni i ma to czynić z całą stanowczością" - dodała minister.

Jej zdaniem, policja "działała dobrze" podczas zajść na Marszu Równości. "Policja zabezpieczać ma wszystkie manifestacje, które są legalne i które są zgłaszane. I tak właśnie robiła w Białymstoku" - wskazała.

"Nie będzie mojej zgody jako ministra MSWiA na to, żeby atakować policjantów. Atak na mundur, na policjanta jest atakiem na państwo polskie, nie ma na to mojej zgody" - oświadczyła Witek.

Wyraziła też oczekiwanie, że wszyscy, którzy dokonali w Białymstoku przestępstw, atakując innych, odpowiedzą zarówno z Kodeksu karnego, jak i Kodeksu wykroczeń. "Wszyscy, którzy złamali prawo, będą doprowadzeni do posterunków policji, będą kierowane przeciwko nim akty oskarżenia i będą surowo ukarani" - zapewniła.

Pierwszy Marsz Równości w Białymstoku

Pierwszy Marsz Równości w Białymstoku od początku wzbudzał emocje. Na dzień marszu zgłoszono w białostockim magistracie ponad 70 zgromadzeń, ostatecznie - jak informował w sobotę urząd - odbyło się kilka. 

Marsz rozpoczynał się na placu NZS, gdzie kilkanaście godzin przed marszem rozpoczęło się czuwanie przy sąsiadującym z placem pomnikiem Bohaterów Ziemi Białostockiej, do tego zgromadzenia dołączyli też licznie kibice, którzy chwilę przed marszem mieli swoją manifestację przy tym placu. Jeszcze przed marszem dochodziło do słownych utarczek między jego uczestnikami a kontrmanifestantami, którzy szli po obu stronach marszu przez cały czas, odgrodzeni kordonem policji. 

Kilka razy próbowano zablokować marsz, kontrmanifestanci stawali na przejściach dla pieszych i na skrzyżowaniach. Do najpoważniejszego - w ocenie policji - doszło przy białostockiej katedrze, tam próbowano blokować marsz, siadając na całej szerokości ulicy i placu z hasłem "Normalna rodzina = chłopak + dziewczyna", a w stronę policjantów rzucano kamieniami i butelkami, funkcjonariusze musieli użyć środków przymusu.

Policja zaznacza, że marsz i inne sobotnie zgromadzenia zabezpieczało kilkuset policjantów nie tylko z regionu, ale też z innych miast. W ocenie policji w marszu uczestniczyło ok. 800 osób. Służby porządkowe, a także władze Białegostoku informują, że uczestników było ok. tysiąca.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje