Reklama

Reklama

Wielkie oszczędzanie. Polskie miasta mogą pogrążyć się w mroku. Rachunki w górę o 700 proc.

Przez wzrost cen energii strach zaczyna zaglądać w oczy samorządowców. Jak usłyszeliśmy, podwyżki sięgają nawet 700 proc., więc na pewno odbiją się na mieszkańcach. Już teraz włodarze mówią, że konieczne może być zamykanie urzędów, basenów czy lodowisk, wyłączanie iluminacji oraz oświetlenia miejskiego, organizowanie punktów dogrzewania dla mieszkańców. W biurach, które nie zostaną zamknięte, temperatura ma wynosić 18 stopni Celsjusza.

Wiadomo już, że od 1 stycznia 2023 r. ceny energii dla samorządów wystrzelą. Tylko w przypadku mazowieckiego Ciechanowa rachunki za oświetlenie uliczne oraz energię dla budynków i obiektów miejskich poszybowały aż o 8 mln zł

- Na pewno będziemy wprowadzać ograniczenia. Chociażby w kwestii oświetlenia ulicznego: zastanawiamy się, czy będziemy wyłączać je w nocy, czy redukować energię. Zmiany mogą też dotknąć lodowisk i kąpielisk - mówi Krzysztof Kosiński z PSL, prezydent Ciechanowa. - Nie da się bowiem podnieść 10-krotnie cen biletów, żeby zrekompensować koszty związane z funkcjonowaniem takich obiektów - precyzuje sekretarz zarządu Związku Miast Polskich.

Reklama

O potrzebie zaciskania pasa mówi też Jakub Banaszek, prezydent Chełma reprezentujący koalicyjne Stowarzyszenie OdNowa: - Na pewno będziemy oszczędzać. Wzrosty ceny energii są znane, to problem ogólnoeuropejski. Każdy samorząd będzie musiał podjąć działania wewnętrzne optymalizujące ponoszone koszty - słyszymy. - Czekamy też na informacje o zapowiedzianej pomocy rządowej, chcemy się dowiedzieć, jakie to środki i na co zostaną przeznaczone, aby przejrzyście zaplanować budżet na przyszły rok - dodaje samorządowiec.

Ceny energii. Stalowa Wola i Chełm na razie "bez drastycznych decyzji"

Źródło Interii z PiS: - Sytuacja jest trudna. Rząd wie, że jest kiepsko, skoro ceny skaczą o 700 procent. Opozycja powie, że to nasza wina, ale tak jest na całym świecie. Cena surowca jest taka, a nie inna. Wszystko jest dzisiaj wytwarzane z energii, taki jest problem - mówi. W oficjalnych rozmowach z samorządowcami usłyszeliśmy jednak, że nie wszędzie cięcia będą uderzające, chociaż rachunki idą w górę u każdego.

- Nasze miasto absolutnie nie planuje drastycznych decyzji wpływających na komfort i bezpieczeństwo zdrowotne oraz publiczne naszych mieszkańców - deklaruje Lucjusz Nadbereżny z PiS, prezydent Stalowej Woli. - W pełni wykorzystamy już dostępne i zapowiadane narzędzia finansowe udostępnione przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego - dodaje, nawiązując do rządowych dodatków energetycznych, które na początku września planuje uchwalić Sejm.

W rozmowie z Interią Nadbereżny przekonuje, że "do tej pory to samorządowcy ponosili konsekwencje wysokich podwyżek dla mieszkańców". Dlatego premier obiecywał dodatkowe środki, które mają być wykorzystane również na opłaty za energię.

Jak mówią nam jednak samorządowcy opozycji, w tym wypadku to żadne dodatkowe pieniądze: - Mówimy o środkach przesuniętych z 2023 r. na 2022 r., które i tak byłyby należne samorządom - podnosi Kosiński. - Dochodzi zatem wyłącznie do wcześniejszej wypłaty. Jest to więc wyłącznie kreatywna księgowość - dodaje.

Niezależnie od tego, czy i kiedy do samorządów popłyną rządowe pieniądze, prezydenci już teraz muszą liczyć każdy grosz. - W ujęciu krótkofalowym, czyli w kontekście ostatnich miesięcy 2022 r., pojawiają się braki w budżecie przy działach związanych z energią, więc w pierwszej kolejności podejmujemy działania zapewniające płatności - zdradza Interii prezydent Chełma. - Jeśli mówimy o roku 2023, chodzi nam m.in. o pokrycie (...) kosztów dla elektrociepłowni wynikających choćby z dyrektyw unijnych dotyczących korzystania z węgla - precyzuje Banaszek.  

Jak usłyszała Interia, lubelskie miasto przygotowuje się do srogiej zimy. Nie da się więc wykluczyć wcześniej gaszonych latarni czy braku iluminacji. Obecnie lokalni urzędnicy przyglądają się m.in. rozdzielnikom ciepła, żeby zimą jak najefektywniej wykorzystywać energię.

- W tym momencie nie rozważaliśmy drastycznych rozwiązań jak na przykład wyłączenie lodowisk. To obiekty komercyjne, być może bilety będą droższe. Jednak choćby w przypadku chełmskiego parku wodnego, nie da się go wyłączyć - zdradza Banaszek. - Wypompowanie wody jest możliwe, ale koszty ponownego uruchomienia obiektu: gwarancje, przeglądy, byłyby wyższe niż jest to opłacalne nawet przy obecnych cenach energii - dodaje samorządowiec.

Samorządy oszczędzają. Wałbrzych poszedł najdalej

Jeśli chodzi o samorządowe oszczędności z powodu kryzysu energetycznego, pionierem okazuje się Wałbrzych. Podczas wtorkowej sesji rady miasta, cały pakiet działań ogłosił prezydent Roman Szełemej z PO. - Likwidujemy ogrzewanie przestrzeni korytarzowo-wspólnych, w przestrzeni biurowej będziemy mieli temperaturę do 18 stopni Celsjusza - mówi Interii samorządowiec. - Na sezon jesienno-zimowy komasujemy też różne działy instytucji miejskich. Niektóre z osobnych placówek będą ogrzewane tylko na tyle, na ile to potrzebne do funkcjonowania infrastruktury - dodaje.

To jednak nie koniec drastycznych decyzji, bo w sezonie grzewczym Wałbrzych nie będzie mógł korzystać z jednego z basenów. - Wprowadzamy też niezwykle rygorystyczne zalecenia wobec dyrektorów oraz kierowników instytucji, które dotyczą wyłączania prądu, korzystania z różnych urządzeń poza godzinami pracy - deklaruje Szełemej. - Od godz. 20 wyłączamy oświetlenie obiektów zabytkowych, iluminacje, witryny. Jesteśmy otwarci na kolejne ciekawe, a czasem może nawet kontrowersyjne propozycje od mieszkańców - zapewnia.

W mieście rządzonym przez Platformę powstanie 26 punktów z myślą o tych, którzy sami nie będą w stanie się ogrzać. - Chciałbym, żeby to, co organizujemy, nie było potrzebne. Nie możemy jednak czekać do ostatniej chwili. Obym się mylił, ale mamy ok. 15 tys. mieszkańców w wieku 75 plus. To osoby, które często mieszkają samotnie, szczególnie narażona grupa - mówi Szełemej. - Dlatego szacuję, że liczba osób mających kłopoty z ogrzaniem to może być nawet kilka tysięcy ludzi. Daliśmy radę z napływem 2 tys. uchodźców, więc możliwości mobilizacyjne i mieszkańców są duże - dodaje.

Punkty grzewcze dla mieszkańców pojawią się m.in. w bibliotekach, teatrach, starej kopalni, salach konferencyjnych, domach i klubach seniora, radach wspólnot samorządowych, obiektach wychowawczych i edukacyjnych. Będą tam czekać pracownicy socjalni. Co dla gości? Telewizja czy specjalnie przygotowane zajęcia. Działać będzie również infolinia pomocowa, w razie konieczności Straż Miejska, MOPS czy organizacje pozarządowe dowiozą potrzebujących.

Dogrzewanie mieszkańców i oszczędności w obrębie samorządu to nie jedyny problem miasta z Dolnego Śląska. W zimie lokalni urzędnicy muszą sobie poradzić z utrzymaniem słynnego Zamku Książ i zabytkowej Palmiarni, która powstała na początku XX w. Obecnie żyją tam nawet 120-letnie rośliny z różnych stref klimatycznych i kontynentów. To ewenement na skalę kraju. Nie wiadomo jednak, czy przetrwa sezon grzewczy.

- Zamek to kubatura trzecia pod względem wielkości w Polsce. Przygotowaliśmy program zamykania niektórych przestrzeni, ograniczania ogrzewania do absolutnego minimum. Cała obsługa zostanie skoncentrowana w jednym pomieszczeniu - poinformował Interię Szełemej. - W Palmiarni mamy ogrzewanie modernizowane parę lat temu, ale to niewiele zmienia. W ubiegłym roku mieliśmy rachunek w kwocie 219 tys. zł., teraz będzie 1,5 mln zł. To jakiś dramat, co mamy z tym zrobić? - załamuje ręce prezydent.

Oszczędzanie energii? "W Polsce trwa bal, nie ma żadnej refleksji"

Chociaż przypadek Wałbrzycha wydaje się jak dotąd najbardziej skrajny, samorządowcy mówią nam, że nie da się wykluczyć podejmowania podobnych działań w całej Polsce.  

- Kiedy popatrzymy na to, co dzieje się w krajach zachodnich, choćby Wielkiej Brytanii, na to jak tamtejsze rządy przygotowują społeczeństwo do trudnych czasów, m.in. kryzysu na rynku energetycznym, widzimy realistyczne, wyprzedzające i pragmatyczne podejście. U nas trwa bal, nie ma żadnej refleksji - uważa Krzysztof Kosiński. - Mają ją jedynie samorządowcy, którzy widzą nadciągającą burzę. Decyzje z Wałbrzycha za tydzień lub dwa, będą zapadać w kolejnych miastach. Trzeba o tym rozmawiać ze społeczeństwem, a nie udawać, że wszystko jest w porządku - przekazał sekretarz Związku Miast Polskich.

W wywiadach politycy PiS szczebla centralnego najczęściej nie widzą problemów. - Doskonale wiadomo, że rząd stara się kupić węgiel. Zamierzenie jest takie, żeby kupić go dużo więcej niż potrzeba, bo uniemożliwi to spekulacje - jeszcze we wtorek, w rozmowie z Interią deklarowała Anna Paluch, wiceszefowa Komisji Ochrony Środowisk, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. O tym, że węgla niezbędnego do ogrzewania nie zabraknie, zapewniali już m.in. wicepremier i szef resortu aktywów państwowych Jacek Sasin, a także Jarosław Kaczyński.  

Bartłomiej Derski z portalu wysokienapiecie.pl w rozmowie z nami szacował, że węgla zabraknie dla około miliona gospodarstw domowych. Chociaż nie wszyscy korzystają z tego surowca, trzeba wziąć pod uwagę wzrost cen energii dla samorządów. On uderzy po kieszeniach niemal wszystkich. 

- Obserwując wzrost kosztów wytworzenia ciepła systemowego, mam olbrzymie nadzieje związane z zapowiedzianymi przez premiera nowymi narzędziami ustawowymi zakładającymi ochronę taryfową dla odbiorców ciepła dostarczanego przez samorządowe spółki - zadeklarował Nadbereżny z PiS.

Jakub Szczepański 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy