Reklama

Reklama

Wiceminister mówił, że wykąpie się w Odrze. Spotkała go kara

W połowie sierpnia wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski zapewniał, że można się kąpać w zatrutej Odrze. Wykazywał nawet gotowość, żeby samemu wejść do wody. Kilka dni później zapytaliśmy resort zarówno o wystąpienia publiczne polityka PiS jak i obiecaną kąpiel w rzece. - Kwestie, o które pan pyta, nie stanowią informacji publicznej - twierdzi zespół prasowy resortu Andrzeja Adamczyka. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że Witkowski dostał zakaz aktywności medialnej.

O katastrofie w Odrze słyszała cała Polska. Z drugiej największej rzeki kraju wyłowiono ponad 200 ton martwych ryb. Już w połowie wakacji dochodziły niepokojące doniesienia. - Zdarzały się sytuacje, gdzie były przeżerane rękawice, ludzie mają rany na rękach. Ta woda jest skażona - na antenie RMF FM alarmowała Beata Olejarz, szefowa Polskiego Związku Wędkarskiego. - Ludzie są poparzeni. Jestem przerażona - mówiła.

Reklama

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy społecznicy i wędkarze donosili o katastrofie ekologicznej, sytuację nad Odrą próbował ratować wiceszef resortu infrastruktury, Grzegorz Witkowski. Dokładnie 12 sierpnia w Cigacicach (woj. lubuskie) przedstawicielki Stowarzyszenia 515 dopytywały czy woda jest bezpieczna: - Edukujemy dzieci nad Odrą. Czy możemy prowadzić zajęcia? - pytała jedna ze zdenerwowanych kobiet.

Wiceminister odpowiedział, że tak. Jak zadeklarował, nawet sam gotów był się wykąpać. Kiedy zebrani na konferencji prasowej podchwycili pomysł rzucony przez polityka PiS, ten zaczął się pokrętnie tłumaczyć. - Ja wejdę. Tylko dajcie mi się przebrać. Absolutnie - deklarował zupełnie na poważnie Grzegorz Witkowski. O tym, jak bardzo był przekonany do swoich racji świadczy także wywiad, którego udzielił na antenie publicznego Radia Zachód.

- Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, z ręką na sercu, wszystkim wędkarzom poniżej Cigacic, że spokojnie mogą łowić ryby, a mieszkańcy mogą spokojnie wejść do Odry. Odra nie jest w takim stopniu zanieczyszczona, jak mówią aktywiści - deklarował wiceminister infrastruktury. Właśnie ten fragment został później usunięty ze strony publicznego nadawcy.  

Co ważne, niedługo po publicznych występach Grzegorza Witkowskiego aż trzech wojewodów zakazało wchodzenia do rzeki.

Ministerstwo nabiera wody w usta

Chociaż dziennikarze wielokrotnie dopytywali, czy Grzegorz Witkowski faktycznie wykąpał się w Odrze, wiceminister nabrał, nomen omen, wody w usta. Kilka dni po głośnej wypowiedzi polityka PiS Interia zwróciła się do resortu z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej. Dopytywaliśmy, jak resort odnosi się do wystąpień swojego wiceministra, czy faktycznie Witkowski wykąpał się w Odrze i jak główny zainteresowany ocenia swoją aktywność podczas kryzysu ekologicznego w drugiej największej rzece Polski.

- Kwestie, o które pan pyta, nie stanowią informacji publicznej - w odpowiedzi, którą otrzymaliśmy 5 września oświadczył zespół prasowy Ministerstwa Infrastruktury. Kiedy próbowaliśmy się dowiedzieć, czy resort planuje udzielić odpowiedzi w jakimkolwiek trybie, głos zabrał rzecznik Andrzeja Adamczyka: - Ministerstwo Infrastruktury nie planuje komentarza na temat spraw, o które pan pyta - powiedział nam Szymon Huptyś.

O wiele bardziej rozmowni są ci, którzy brali udział w konferencji w Cigacicach jako strona społeczna. To Magda Bobryk ze Stowarzyszenia 515 pytała polityka PiS o bezpieczeństwo dzieci. - Realizujemy projekt z grantu, zapraszam ludzi nad rzekę. Nie pytałam tylko o swoje zdrowie, miałam świadomość, że mogę narazić na niebezpieczeństwo swoich odbiorców - tłumaczy Interii aktywistka. Odpowiedź wiceministra nazywa "niebezpieczną".

Posłowie opozycji zaangażowani w sprawę zwalczania katastrofy ekologicznej w Odrze rozkładają tylko ręce. - Słowa wiceministra nie wzięły się znikąd. Kobiety dopytywały przecież, czy dzieci mogą przyjść nad rzekę. Oczywiście najbardziej atrakcyjna medialnie była deklaracja o kąpieli, ale jego słowa dotyczące najmłodszych mają swoją wagę - mówi Interii Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Nowej Lewicy.

Zakaz aktywności w mediach

Jeszcze w wakacje politycy opozycji zaczęli się zastanawiać czy publiczna wypowiedź działacza PiS nie naraziła innych na utratę zdrowia. - Skoro ktoś zapewnia na publicznej konferencji prasowej, że wszystko jest w porządku, to jest to co najmniej nieodpowiedzialne. Można nawet mówić o stwarzaniu zagrożenia dla zdrowia - uważa Dziemianowicz-Bąk.

Czy rzeczywiście Grzegorz Witkowski naraził się na odpowiedzialność karną? O ocenę wypowiedzi polityka zapytaliśmy jednego z najbardziej znanych karnistów w Polsce. - Wypowiedź na pewno była, delikatnie mówiąc, niefortunna i chyba powinno się wyciągnąć konsekwencje polityczne - ocenia prof. Piotr Kruszyński. - Nie jestem jednak politykiem. Z punktu widzenia prawa karnego nie widzę przestępstwa - dodaje.

Co z konsekwencjami politycznymi, o których wspomniał znany adwokat z Uniwersytetu Warszawskiego? Premier nazwał wypowiedź wiceministra "żartem". - Co do tego komentarza (Witkowskiego - red.), to rzeczywiście pewnie nie należy sobie w ten sposób żartować z tej sytuacji. Mogę tylko tyle powiedzieć na ten temat, że komentarz był pewnie zbędny i niezręczny - mówił Mateusz Morawiecki.

I chociaż dotychczas w niektórych mediach można było czytać, że kariera bliskiego współpracownika Andrzeja Adamczyka może się nagle zakończyć, jak na razie nie ma o tym mowy. - W Zjednoczonej Prawicy panuje przekonanie, że Witkowski całkowicie nawalił. Ma zakaz wypowiedzi medialnych i aktywności publicznej - zdradza jeden z informatorów Interii. - To nie do końca ich działka, ale w kwestii Odry z prasą najlepiej radzą sobie minister klimatu Anna Moskwa i wiceminister Jacek Ozdoba. Dlatego są na pierwszej linii - twierdzi.

Do tej pory nie udało się ustalić winnych zatrucia Odry. Wielokrotnie próbowaliśmy się skontaktować bezpośrednio z Grzegorzem Witkowskim. Bezskutecznie.

Jakub Szczepański 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy