Reklama

Reklama

Warszawa: Niemowlak uciekł ze żłobka. Znalazła go na ulicy rowerzystka

"Podczas rozbierania dzieci w szatni po powrocie z dworu, jedno z dzieci opuściło teren żłobka" - napisała w oświadczeniu placówka "Żłobek Okruszek i Maluszek" z warszawskiej Białołęki. Dziecko odnalazła na ulicy przypadkowa kobieta, która przejeżdżała tamtędy na rowerze.

Dziecko samowolnie opuściło placówkę we wtorek. "W dniu wczorajszym miało miejsce zdarzenie, które nie miało prawa się zdarzyć" - napisały władze żłobka w poście na Facebooku. 

Wyjaśniono, że "podczas rozbierania dzieci w szatni po powrocie z dworu, jedno z dzieci opuściło teren żłobka. Stało się to w wyniku zamieszania wynikającego z faktu, iż w tym czasie gdy dzieci były w szatni, jeden z rodziców przyprowadził dziecko, a drugi wychodził z dzieckiem i przez tę krótką chwilę drzwi wejściowe do żłobka, jak i bramka były otwarte". 

Reklama

Oddalił się około 300 metrów od żłobka

Mały uciekinier oddalił się około 300 metrów od terenu placówki. Niemowlaka znalazła przypadkowa rowerzystka. "Znalazłam dziecko" - alarmowała w poście zamieszczonym na facebookowej grupie mieszkańców. "Maluch przebywał poza placówką około pół godziny" - dodała. 

Dziecku nic się nie stało. Jak pisze kobieta "podczas rozmowy (opiekunki) sprawiały wrażenie, jakby w ogóle nie wiedziały, że dziecka nie ma". Zaznaczyła też, że pracownicy żłobka nie szukali dziecka poza jego terenem. 

"Czujemy się za to w pełni odpowiedzialni"

Placówka przyznała, że natychmiast po tym jak zorientowano się, że dziecka nie ma, zaczęto go szukać. "Dwie osoby z personelu zaczęły szukać dziecka w pomieszczeniach żłobka, bo nie podejrzewały, że dziecko, które było w szatni mogło wyjść poza palcówkę. Później szukano także dziecka na zewnętrznym placu zabaw".

"Czujemy się za to w pełni odpowiedzialni. Jesteśmy zdruzgotani i świadomi, że wina leży po naszej stronie. Wiemy też, że nadszarpnęliśmy zaufanie rodziców i pragniemy zapewnić, że była to dla nas bardzo bolesna lekcja, z której wyciągniemy wnioski i nigdy więcej nie pozwolimy, by którekolwiek z naszych podopiecznych zostało kiedykolwiek narażone na niebezpieczeństwo" - przekazano.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy