Reklama

Reklama

Wałęsa: Terroryzm to narzędzie polityczne

Takie wydarzenia będę miały miejsce - mówił, odnosząc się do zamachu w Londynie, europoseł PO Jarosław Wałęsa. Jak argumentował, w dzisiejszych czasach "terroryzm to narzędzie polityczne" i jak twierdzi, "terroryzm wygrywa".

Robert Mazurek: Panie pośle, musimy zacząć od Londynu. Nie wiemy, kto dokonał tych zamachów, ale pani premier Wielkiej Brytanii mówi o tym, żeby zastopować islamskich terrorystów. I na nich pada cień podejrzenia.

Jarosław Wałęsa: - Wiemy, że Państwo Islamskie przyznało się do tych wydarzeń w Londynie. Oczywiście, łączymy się w bólu. I modlitwie z rodzinami ofiar. Musimy też pamiętać o tym, że takie wydarzenia będą miały miejsce. Terroryzm w XXI wieku to również jest narzędzie polityczne. Musimy przestrzegać się przed tym, żeby ten wpływ na bieżącą politykę nie był taki decydujący, bo to jest niebezpieczeństwo.

Reklama

Ale właściwie dlaczego miały nie być? Co ważniejszego jest dla ludzi niż to, żeby powiedzieć politykom: Hej, zapewnijcie nam bezpieczeństwo!

- Oczywiście i to jest obowiązek polityków i służb, żeby nam zapewniać bezpieczeństwo, ale jeżeli terroryzm ma wpływ na bieżącą politykę i na zmianę naszego zachowania, to trzeba powiedzieć wyraźnie, że terroryzm wygrywa. To co robi obecna ekipa w Polsce, to można powiedzieć, że już w tej chwili przegrała walkę z terroryzmem. Ponieważ na podstawie tych wydarzeń w innych krajach, zmieniła się retoryka przez ostatnie półtorej roku i większość Polaków jest zdecydowana, żeby w tej chwili nie przyjmować uchodźców...

... większość Polaków jest zdecydowana, by ich nie przyjmować, a pan był jednym z trojga posłów PO, którzy głosowali za rezolucją PE wzywająca państwa europejskie do przyjmowania uchodźców. Wzywającą i straszącą karami.

- I to jest bardzo niebezpieczna i niedobra sytuacja, w której się w tej chwili znajdujemy. Przyrównujemy uchodźców do terrorystów. A to są przecież różne grupy ludzi.

To pan poruszył problem uchodźców, dlatego ja rozmawiam teraz o uchodźcach.

- Jeżeli mówimy o uchodźcach, to mówimy tu o kobietach i dzieciach, którzy uciekają ratując swoje życie i zdrowie. Uciekają z miejsc konfliktowych. Z wojen. Uważam, że to jest zatrważające, że w katolickim kraju my się zastanawiamy, czy pomagać bliźniemu. Pomagać takim ludziom. To jest niewybaczalne z punktu widzenia katolika.

Ale retoryka współczucia nie ma tutaj wiele wspólnego z rzeczywistością. Nie mówimy o tym, czy pomóc ludziom, którzy rzeczywiście takiej pomocy potrzebują, czy wyławiać biedne dzieci z morza, bo wszyscy powiedzą: tak pomóc, tak wyławiać. Tak, uratować tych ludzi. Natomiast jest pytanie, czy to oznacza, że mamy przyjmować siedem tysięcy uchodźców, których de facto tożsamości nie znamy. Pan mówi: tak, przyjmijmy.

- To nie jest tak, że my nie znamy tożsamości tych uchodźców, bo w tej chwili przecież pracują służby na zewnętrznych granicach UE, które kontrolują przepływ nie tylko uchodźców, ale też imigrantów. I te służby, już na początku tego procesu, grupują tych ludzi.

To dlaczego w takim razie tylko troje posłów PO głosowało za tą rezolucją?

- Bo inni posłowie ulegają tej presji obecnego rządu i doklejania łatki, że my pomagamy terrorystom. To nie jest prawda.

Cała reszta PO jest de facto PiS-owska? Panie pośle.

- To jest też w pewnym sensie znak naszych czasów. Że trzeba być uczciwym samym ze sobą. Ja nie mogę zagłosować inaczej niż zagłosowałem, bo jestem katolikiem. I uważam, że w takim przypadku musimy pomagać bliźnim w potrzebie i musimy też pamiętać o tym, że jesteśmy członkiem UE i pracujemy też w szerszym kontekście.

Ale zawsze możemy też powiedzieć panie pośle, że pan swoje spory we własnym sumieniu - szlachetne bardzo - chce wspierać nie swoimi środkami. Mówiąc inaczej: nie pan będzie pomagał uchodźcom, tylko państwo.

- Powiem inaczej: wschodnia granica Polski jest też granicą zewnętrzną UE. Jeżeli kiedyś wydarzy się taka sytuacja, że ta granica będzie zagrożona, to będziemy się domagać od UE solidarności. A teraz tej solidarności nie wykazujemy i możemy się spotkać z tą samą sytuacją w stosunku do nas.

Pan ma dom. 170 metrów. Mieszkanie: 100 metrów. Ja nie mówię: czy oddałby pan, ale czy użyczył swojego mieszkania czy domu uchodźcom? 

- Jeżeli będę mógł jakoś pomóc i w końcu przyjmiemy tych uchodźców - oni będą w Gdańsku czy Sopocie - to z przyjemnością będę włączał się w to, żeby im pomagać, spędzić te kilka lat czy jakiś okres, w którym będą tutaj razem z nami.

Ale w jaki sposób pan będzie im pomagał? Odda mieszkanie na kilka lat?

- To zależy. Może będę włączał się w jakieś grupy dyskusyjne, czy pomoc w finansowaniu ich nauki języka polskiego...

A... czyli grupy dyskusyjne będzie pan wspierał?

- Nie, nie. Naukę języka polskiego czy naszej kultury. By też poznawali świat, który się w tej chwili globalizuje. Czyli to są różne rzeczy: czy kwestie finansowe czy żywnościowe. To zależy od tego, kogo my będziemy przyjmowali i jaka pomoc będzie potrzebna. Panie redaktorze, teraz tak trochę "gdybamy", więc to jest niepotrzebne, żebyśmy tak "gdybali" w taki sposób teoretyczny, jak ja mogę pomóc.

Nie. Może pan pomóc, skoro pan o tym mówi, to rozumiem, że ma pan jakiś gotowy plan.

- Będę pomagał i pomogę, jak mogę.

Panie pośle. A ma pan plan na prezydenturę Gdańska? Pan powiedział, że jeśli będzie taka potrzeba i wola wyborców, to pan wystartuje. To ja mam pytanie: czy wystartuje pan na prezydenta Gdańska, nawet jeśli obecny prezydent Paweł Adamowicz będzie kandydował?

- Panie redaktorze, deklarowałem, że jestem gotowy startować w wyborach samorządowych i to podtrzymuję. Ale w tej chwili - znowu - takie "gdybanie" - nie chcę o tym rozmawiać, bo już nawet z panem kilka miesięcy temu rozmawiałem, że jeżeli będzie takie zapotrzebowanie, jeżeli PO wystawi mnie jako kandydata na prezydenta miasta Gdańska, to będę starał się o ten urząd. Ale teraz...

"Jeśli PO mnie wystawi". Tzn. wyklucza pan to, że będzie kandydował wbrew Platformie. Tak?

- Dopóki jestem członkiem PO, dopóty będę przecież starał się o wsparcie swojej formacji. To jest oczywiste.

A jeśli Paweł Adamowicz i tak wystartuje, np. jako kandydat niezależny - bo nie jest w tej chwili członkiem Platformy - to czy pan będzie również kandydował?

- Jakoś nie wierzę, że pan prezydent Adamowicz wystartuje z niezależnym komitetem.

Pan powiedział, że Mieczysław Wachowski był dla pana kimś bardzo ważnym, drugim ojcem niemalże. Wychowywał pana. Pan mówił do niego "wujku". I mówi pan do niego "wujku" ciągle?

- Ostatnio nie rozmawialiśmy. Ale tak. Oczywiście. Jestem wdzięczny za to, co robił w czasie internowania mojego ojca. Przyjął mnie do siebie na kilka tygodni i starał się "ojcował". Także jestem mu za to wdzięczny.

Pytam, bo ojciec zagroził wujkowi prokuraturą, mianowicie Mieczysław Wachowski był szefem Instytutu Lecha Wałęsa i pozostawił po sobie 107 złotych na koncie.

- To niech ojciec i wujek się o to wykłócają. Proszę mnie o to nie pytać. Bardzo chciałbym odpowiedzieć, jak najprawdziwiej, a ja nie zajmuję się tą sprawą i nie znam szczegółów.

Ale nie boli pana to, że dwaj tak bliscy dla pana ludzie się publicznie o to kłócą?

- Panie redaktorze, ja mam tyle pracy w Brukseli, że trudno mi koncentrować się na takich poszczególnych rzeczach. Mam swoje obowiązki.

Z Brukseli wraca pan do Gdańska, lądując na lotnisku imienia Lecha Wałęsy. Swoją drogą, jak się człowiek czuje, jak ląduje na lotnisku imienia żyjącej w końcu postaci?

- Dobrze. Wie pan, panie redaktorze, bądź co bądź Lech Wałęsa to jest najbardziej znany Polak na świecie, człowiek zasłużone dla naszego kraju, bohater narodowy. Wydaje mi się, że nie powinniśmy honorować tylko osoby zmarłe, nieżyjące, dobrze uhonorować człowieka za życia, powiedzieć: Tak, jesteśmy wdzięczni za to, co pan dla nas robił w tamtym czasie.

Ostatnio demonstranci w Gdańsku przykryli płachtą nazwę lotniska i na płachcie napisali: lotnisko imienia Anny Walentynowicz.

- To jest działanie co najmniej niepoważne. Zastanawiam się, co się mogłoby wydarzyć, gdybym chciał nagle zmieniać nazwy ulic czy skwerów tej ekipy, tej grupy na bohaterów, których ja uważam za stosownych.

Dlaczego pan uważa, Anna Walentynowicz jest bohaterem tylko "tej" grupy?

- W tej chwili tak to wygląda. Jest używana do walki politycznej, całkowicie niepotrzebnej. To jest taka zagrywka czysto medialna, zupełnie niepotrzebna.

Jeśli zostałby pan prezydentem Gdańska, to czy w Gdańsku byłaby ulica Anny Walentynowicz? Teraz jest tam nieduży pomnik tylko, nie ma ulicy, na skwerku gdzieś.

- Jeżeli byłby taki wniosek i wola mieszkańców, ja nie miałbym z tym żadnych problemów. Oczywiście, Anna Walentynowicz ma swoje zasługi, o których powinniśmy pamiętać i również je szanować.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy