Reklama

Reklama

​W Sejmie debata nad wnioskiem o odwołanie minister edukacji

Sejm rozpoczął we wtorek po godz. 21.00 debatę nad wnioskiem Platformy Obywatelskiej o odwołanie minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej.

W uzasadnieniu wniosku oceniono, że szefowa MEN, reformując edukację, m.in. wprowadziła do szkół chaos, skróciła o rok edukację ogólną, obciążyła uczniów klasy VII i VIII nadmiernym i niemożliwym do zrealizowania materiałem, w efekcie czego są zestresowani i przemęczeni, a także, że doprowadziła do przepełnienia szkół podstawowych.

PO: Szkole potrzeba spokoju

Szkole potrzeba spokoju, a nie szalonych pomysłów - powiedziała Urszula Augustyn (PO), przedstawiając we wtorek wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej. Zarzuciła minister m.in. przepełnienie szkół i przeciążenie uczniów.

Reklama

"Kilka dni temu była pani w szkole lub przedszkolu i maluchy zadały pani pytanie, bardzo zresztą sympatyczne: o czym pani marzyła, kiedy była pani dzieckiem, kim pani chciała zostać i pani im szczerze odpowiedziała, że chciała zostać baletnicą, i powiem równie szczerze: było trzeba iść w tym kierunku, trzeba było" - powiedziała Augustyn.

Jak mówiła, pierwszy rok reformy wystartował tylko dlatego, że minister obciążyła nimi samorządy. Zaznaczyła, że samorządy przez wiele lat budowały sześcioletnie szkoły podstawowe i trzyletnie gimnazja. "Minister Zalewska wymyśliła, że w sześcioklasowej szkole zmieści osiem klas. Tyle tylko, że dzieci uczą się w bibliotekach, kawiarenkach, aulach, a WF wrócił na korytarz (...). Zwiększyła się dwuzmianowość, pojawiła się tam, gdzie jej wcześniej nie było" - powiedziała.

Augustyn mówiła też o przeciążeniu nauką uczniów klas VII i VIII. "Nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, żeby program trzyletni zrealizować w dwa lata. Pani wpadła. Gratuluje" - powiedziała. Mówiła też o kumulacji roczników, gdy wiosną 2019 r. o przyjęcie do szkół średnich będzie ubiegać się ostatni rocznik absolwentów gimnazjów i pierwszy rocznik absolwentów ośmioletniej szkoły podstawowej.

Posłanka PO odniosła się także do wypowiedzi minister edukacji o tym, że w wyniku reformy o 18 tys. zwiększyła się liczba etatów dla nauczycieli. "Mówi pani o dodatkowych miejscach pracy, powstały one w przedszkolach, ale co to obchodzi fizyka" - zaznaczyła. Według Augustyn te nowe miejsca to oferta po kilka godzin w różnych szkołach, w efekcie nauczyciele muszą jeździć między kilkoma placówkami, by wypełnić pensum lub porzucają pracę w szkole i podejmują ją poza dotychczasowym zawodem. "Nauczyciele masowo porzucają pracę, bo chcą rzetelnie pracować i zarabiać" - oceniła.

Mówiła też o podwyżkach dla nauczycieli. "Zapomniała pani powiedzieć, że te podwyżki to 100 zł rocznie" - powiedziała Augustyn, zwracając się do Zalewskiej.

Posłanka skrytykowała również nowy sposób oceny pracy nauczycieli. Podkreśliła, że krytykują go także związki zawodowe. Przypomniała zorganizowaną przez oświatową Solidarność demonstrację przed MEN. "Nawet związkowcy z Solidarności przyszli przed MEN z ""czerwoną kartką"" - zaznaczyła.

"Kuratorzy na niespotykaną w wolnej Polsce skalę ingerują w życie szkół, upolityczniając je, wywierając naciski na nauczycieli. Liczne przypadki nasyłanych na szkołę kontroli po wyrażaniu przez nauczycieli własnych poglądów lub demonstrowaniu solidarności z protestującymi przeciwko zmianom. Zastraszanie nauczycieli to niedopuszczalna sytuacja, to jest ograniczanie praw człowieka w demokratycznym kraju" - powiedziała Augustyn. "Mówicie tak pięknie o patriotyzmie, ale wam się myli patriotyzm z nacjonalizmem i indoktrynacją" - oceniła.

"Pani minister, bilans dokonań wypada mizernie. Platforma Obywatelska sprawi, że uczeń będzie chodził bez teczki. Pani swoją tekę powinna stracić natychmiast. W szkole potrzeba spokoju, a nie szalonych pomysłów. Wnoszę o wyrażenie wotum nieufności dla pani jako ministra edukacji" - zakończyła Augustyn. 

PiS: Przekłamany wniosek o odwołanie szefowej MEN nie może być przyjęty

Przekłamany wniosek o odwołanie minister edukacji nie może być przyjęty; reforma jest zgodna z potrzebami Polaków - powiedział we wtorek podczas debaty nad wnioskiem o odwołanie szefowej MEN Dariusz Piontkowski (PiS).

Piontkowski mówił, że na posiedzeniu sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży, która opiniowała wniosek, trudno było znaleźć jego autora, który "chyba wstydził się przyznać". "Tyle tam jest manipulacji, przemilczeń, przeinaczeń czy wręcz kłamstw" - ocenił.

"Zastanawialiśmy się w związku z tym, czy w gabinecie cieni już całkiem zgasło światło, czy też państwo postanowili pójść za głosem jednego z największych manipulatorów w historii, próbując stosować metodę, że kłamstwo wielokrotnie powtarzane przez niektórych będzie traktowane jako prawda" - mówił.

Poseł PiS stwierdził, że było wyraźnie widać, iż składający wniosek i go popierający oraz Prawo i Sprawiedliwość mają zupełnie inną wizję edukacji w Polsce.

"Państwo nie widzieli tego, że chociażby nauczyciele uniwersyteccy wskazywali, że szkoła średnia w starym systemie to był półtoraroczny kurs przygotowujący do matury; że nauczanie ogólne kończyło się po pierwszej klasie szkoły średniej; że rodzice protestowali przeciwko temu, że ich dzieci nie mogą normalnie uczyć się w tych szkołach; że odbywały się głodówki protestujące, że ograniczyliście nauczanie historii i zakończyliście nauczanie jej jako ciągłego wykładu w pierwszej klasie szkoły ogólnokształcącej" - wyliczał.

Wskazał, że opozycja podnosi, iż nie wszystkie postulaty związków zawodowych są realizowane. "Zapominacie, jak często związki zawodowe wychodziły na ulice, gdy wy rządziliście i ani razu ich nie słuchaliście" - mówił. Akcentował, że część postulatów związkowych została zrealizowana, ale nie wszystkie, m.in. dlatego, że - jak mówił - niekiedy są sprzeczne z postulatami samorządów.

"Państwo mówili, że dbacie o szkoły, ale to w waszych czasach zlikwidowano kilka tysięcy szkół. Wtedy mówiliście, że państwo nic nie może zrobić. To wy uniemożliwiliście kuratorom zatrzymanie tego procesu. My to zmieniliśmy; dziś kurator może powstrzymać likwidację szkoły" - dodał.

Przekonywał, że "wbrew temu, co mówiła opozycja, że będzie chaos po każdym etapie reformy, dziś szkoły spokojnie funkcjonują". "Zmianowość, o której mówiliście, pojawiła się wtedy, kiedy dzieci sześcioletnie zmusiliście do pójścia do szkoły. Wtedy nie martwiliście się tym, że malutkie dzieci uczyły się do godz. 18 czy 19. W ogóle tego problemu nie zauważaliście. Nie zauważaliście, gdy władze samorządowe z Platformy likwidowały szkoły, w Warszawie ponad 20, i to stąd m.in. jest problem ze zmianowością w dużych miastach" - powiedział.

"Przekłamany wniosek nie może być przyjęty przez wysoką izbę, a reforma, którą realizujemy, jest zgodna z potrzebami Polaków" - stwierdził Piontkowski

Premier broni Zalewskiej

Reforma gimnazjów jest szalenie potrzebna dla usprawnienia całego szkolnictwa; szefowej MEN Annie Zalewskiej tak naprawdę należy się medal za to co zrobiła - powiedział we wtorek w Sejmie premier Mateusz Morawiecki podczas debaty nad odwołaniem minister edukacji narodowej.

Szef rządu przypomniał też o programie "odtwarzania szkół branżowych". "To jest niezwykle ważny komponent szkolenia potrzebny przemysłowi" - zaznaczył.

Ponadto - jak mówił premier - rząd wprowadził program "Dobry start". "Jest to ewidentnie wykonanie naszej obietnicy" - oświadczył Morawiecki. Przypomniał, że od jej zapowiedzi, do wdrożenia w życie upłynęło ok. 5 miesięcy.

Morawiecki przypomniał też zmianę przywracającą rodzicom wybór, czy posłać dzieci do przedszkola w wieku 6 czy 7 lat, a także zmianę likwidującą gimnazja. "Wielka reforma gimnazjów, którą zrobiła minister Zalewska, jest czymś szalenie potrzebnym, ku usprawnienia całego szkolnictwa" - ocenił.

Według premiera, w czasach rządów PO-PSL z pracy odeszło ok 40 tys. nauczycieli oraz zamknięto blisko 1000 szkół. "Jak to można wytłumaczyć lepiej jak zwijanie Polski?" - pytał. 

Głos Zalewskiej

Wniosek o wotum nieufności to okazja, by porozmawiać, a przede wszystkim obalić półprawdy, nieprawdy i manipulacje - powiedziała minister edukacji narodowej Anna Zalewska.

"Dziękuję wam po pierwsze za wniosek, dlatego że możemy porozmawiać, uzupełniać, możemy wyjaśniać, a przede wszystkim obalać to, co jest półprawdą, nieprawdą albo po prostu manipulacją" - powiedziała Zalewska. "My naprawdę jesteśmy w szkole i kurator czuwa nad szkołą" - zapewniła.

"Ale teraz fakty, liczby, dane" - zaznaczyła minister. W swoim wystąpieniu oceniła stan polskiej oświaty za rządów koalicji PO-PSL. Mówiła o tym, że zlikwidowano wówczas kilka tysięcy szkół, zmniejszyła się liczba stołówek szkolnych, chciano też zlikwidować biblioteki szkolne. Mówiła też o tym, że tylko 27 proc. gimnazjów i 18 proc. szkół podstawowych miało gabinety przedmiotowe, a 10 proc. szkół miało internet szerokopasmowy.

Podziękowała premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, że dzięki niemu realizowane są cywilizacyjne projekty: szkoły wyposażane są w multimedialne tablice, pracownie fizyczne i chemiczne. Zapewniła, że do 2020 r. w każdej szkole będzie szerokopasmowy internet. Podała też, że w dwieście szkół znajdzie się w programie "Dostępność plus". Mówiła o wsparciu dla małych szkół - zwiększeniu pieniędzy z subwencji oświatowej właśnie na te szkoły.

Minister edukacji przypomniała też, że jedną z pierwszych wprowadzonych przez nią zmian było właśnie zniesienie obowiązku szkolnego dla siedmiolatków i danie rodzicom prawa decydowania, w jakim wieku dzieci rozpoczną naukę. Podkreśliła, że 95 proc. rodziców zdecydowało, że chce, by sześciolatki uczyły się w przedszkolu, a nie w szkole. "Nauczyciele z radością znów wyciągnęli literki i teraz trzylatek, czterolatek, pięciolatek i sześciolatek znów uczy się w przedszkolu" - powiedziała.

Zalewska przypomniała też, że za rządu PiS objęto sześciolatki w przedszkolu subwencją oświatową. "Rodzice sześciolatka po raz pierwszy nie płacą za przedszkole" - podkreśliła.

Szefowa MEN podała, że wdrażanie reformy edukacji poprzedziło 1,5 tys. spotkań kuratorów i przedstawicieli resortu edukacji z nauczycielami i samorządowcami. "Byliśmy przy samorządowcach też przy wdrażaniu sieci szkół" - dodała.

"Dziś będziemy prezentować z ogromną satysfakcją napisaną wspólnie z pracodawcami ustawę mówiącą o szkolnictwie branżowym i technicznym. Słuchamy również krytycznych głosów i dziękujemy za te krytyczne głosy, bo one rzeczywiście pozwalają nam być cały czas pokornymi. Dla dobra dzieci, rodziców i nauczycieli. Dziękuję" - tymi słowami minister zakończyła swoje wystąpienie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy