W PiS huczy o rozłamie. Morawiecki zaprzecza i... liczy szable
Dwie frakcje, dwie wigilie i rosnące napięcie w Prawie i Sprawiedliwości. Wśród posłów PiS trwa wnikliwa analiza zdjęć z organizowanej przez Mateusza Morawieckiego wigilii na Lwowskiej: kto był, kogo nie było, a kto się chował w tylnym rzędzie. Wcześniej biuro partii ostrzegało, że udział w innych wigiliach niż ta na Nowogrodzkiej "będzie przeciw partii i przeciw Polsce".

W skrócie
- Frakcja Mateusza Morawieckiego zorganizowała alternatywną wigilię, co potwierdza głębokie podziały wewnątrz PiS.
- Jacek Kurski zaostrzył konflikt, publikując krytyczny wpis wobec Morawieckiego, który jednak później usunął.
- Pomimo apeli Jarosława Kaczyńskiego o jedność coraz częściej słychać głosy o możliwym rozłamie w partii.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Wigilia w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy ulicy Nowogrodzkiej była zaplanowana na wtorkowe popołudnie, na godzinę 18. Tego samego dnia Mateusz Morawiecki wystosował do posłów zaproszenia na własną wigilię na godz. 21.30 do swojego warszawskiego biura przy ulicy Lwowskiej.
Dwie wigilie jako dowód podziału w partii
Na spotkaniu u byłego premiera stawiło się pokaźne grono posłów i europosłów PiS. Obecni na spotkaniu politycy mówili, że było około 65 osób i "nie wszystkim udało się dojechać", sugerując, że realnie Morawiecki ma w partii jeszcze więcej szabel.
Nikt bowiem nie ma wątpliwości, że tym spotkaniem były premier chciał pokazać, że cieszy się dużym poparciem w szeregach partii i próba jego marginalizacji czy usunięcia z PiS grozi poważnym rozłamem. A w ten sposób stronnicy Morawieckiego odczytują wszystkie ostatnie działania wymierzone w byłego premiera.
Spór między środowiskiem Morawieckiego a jego głównymi krytykami ciągnie się od dawna, jednak w ostatnich tygodniach mocno przybrał na sile. Przeciwnicy byłego premiera na czele z Jackiem Sasinem, Tobiaszem Bocheńskim, Patrykiem Jakim czy Przemysławem Czarnkiem otwarcie opowiadają, że Morawiecki jest dla PiS obciążeniem i nie może być mowy, aby znów był kandydatem na premiera. Uaktywnili się także zwolennicy Morawieckiego. Przekonują, że to właśnie obecny kurs PiS, za który odpowiada frakcja "anty-morawiecka", jest przyczyną sondażowych spadków, a jedynie Morawiecki robi cokolwiek, aby te spadki powstrzymać.
Szerzej o tym, jak wygląda mapa sporów wewnątrz PiS pisaliśmy w tekście pt. PiS jak tankowiec. Krajobraz po wielkiej awanturze w partii oraz w tekście Spotkanie władz PiS bez Morawieckiego? Prezes chce ukrócić konflikt
Szarża Jacka Kurskiego i walka frakcji w PiS
W ostatnich dniach oliwy do ognia dolał jeszcze Jacek Kurski, który od lat wojuje z Morawieckim i postanowił wykorzystać moment, aby się do osłabiania pozycji byłego premiera przyłączyć.
Opublikował w mediach społecznościowych bardzo długi wpis, w którym zarzucał Morawieckiemu szereg działań szkodzących PiS. Sęk w tym, że w tym samym czasie, gdy to opublikował, wywiadu na żywo udzielał w Kanale TAK na YouTubie prezes Jarosław Kaczyński, który próbował tonować nastroje. Prezes był po rozmowie z Morawieckim i ewidentnie chciał zakończyć temat. Zapytany na żywo o wpis Kurskiego nazwał go…"niefortunnym wydarzeniem".
W PiS tłumaczono później, że Kurski miał zgodę prezesa na atak na Morawieckiego, tylko prezes zapomniał go poinformować o tym, że zmienił zdanie.
- Kurski próbował spinować, że miał wszystko uzgodnione z prezesem. A wiemy, jak takie rzeczy Kurski załatwia. Idzie do prezesa i mówi, że będzie go bronił w internecie i czy może. Prezes przytakuje, że oczywiście tak, a ten potem z miną niewiniątka wali w Mateusza. W imię obrony dobrego imienia prezesa oczywiście. Cały Jacek po prostu - uważa stronnik Morawieckiego.
Ostatecznie Kurski swój wpis skasował, ale jego akcja rozzłościła część sympatyków PiS, bo zamiast wyciszenia emocji, wznieciła spór na nowo.
Morawiecki policzył szable
Wracając do dwóch wigilii. Prezes PiS na spotkaniu opłatkowym jasno zakomunikował, że to jedyne oficjalne spotkanie wigilijne. Wcześniej do posłów dzwonili pracownicy biura PiS przypominając, że jest wigilia na Nowogrodzkiej i "udział w innych wigiliach będzie przeciw partii i przeciw Polsce".
- Takie teksty nie pomagają, bo tylko wkurzają ludzi - relacjonuje nam jeden z polityków.
Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego na spotkaniu opłatkowym było neutralne, padł apel o jedność, a potem było wspólne zdjęcie, na którym prezesowi bardzo zależało.
- Na koniec było jednak jeszcze ogłoszenie techniczne, w którym prezes przypomniał, że to jedyna oficjalna wigilia partyjna i on po niej idzie do domu. W efekcie na Lwowską do premiera przyjechało 65 osób, a jeszcze z 10 kolejnych się przewinęło. Część nie dojechała, bo była poza Warszawą. To daje mniej więcej 1/3 klubu - relacjonuje nasze źródło. - Rozmowy na opłatku u Morawieckiego trwały do 1 w nocy - dodaje.
Waldemar Buda, europoseł PiS z otoczenia Morawieckiego pisał w serwisie X o "prawie setce posłów".
Teraz wśród posłów PiS trwa wnikliwa analiza zdjęć z wigilii na Lwowskiej: kto było, kogo nie było, a kto się chował w tylnym rzędzie.
Zwolennik Morawieckiego: - Sasin i spółka przekonywali prezesa, że za Mateuszem stoi maksymalnie 15 posłów. Wczoraj wszyscy musieli się trochę zdziwić.
Poseł PiS, stojący z boku frakcyjnych sporów: - Od jakichś trzech lat widać było, że Morawiecki buduje sobie szersze poparcie w partii, jeździł po okręgach, spotykał się z posłami, szefami okręgów itd. Dziwię się, że niektórzy są zdziwieni tą frekwencją u niego na wigilii.
Co ciekawe, na wigilii u Morawieckiego pojawiło się także dwóch współpracowników prezydenta Karola Nawrockiego: szef Kancelarii Zbigniew Bogucki i minister Adam Andruszkiewicz.
Będzie rozłam czy nie będzie? Zdania w PiS podzielone
Na pytanie, czy PiS grozi dziś rozłam, zwolennicy Morawieckiego odpowiadają, że "nigdzie się nie wybierają". Choć i tam znaleźć można pojedyncze głosy, że może byłoby to najlepsze rozwiązanie. Sam Morawiecki jednak tego nie chce.
- Chcemy być podmiotowi w środku i o to chodzi - wyłuszcza stanowisko byłego premiera jego współpracownik. - A nie, że grupka czterech osób rządzi partią za pośrednictwem prezesa, któremu sprzedaje własną, zmanipulowaną wersję rzeczywistości - dodaje.
Mateusz Morawiecki zapewniał we wtorek w "Gościu Wydarzeń", że nie zamierza opuszczać szeregów PiS. - Nie ma takiej mowy, że się podzielimy, jesteśmy jednością - stwierdził. - Prawo i Sprawiedliwość to jest moja partia - zadeklarował.
Poseł PiS: - Im bardziej zaprzeczają, że nie chcą rozłamu, tym bardziej jest to podejrzane. Zwłaszcza, że własna partia to dodatkowe 41 jedynek na listach, a część posłów PiS wie, że na biorące miejsca się już nie załapie. To jest potężny argument.
Nasz rozmówca zdradza, że według analiz PiS nowa partia mogłaby liczyć na 8-9 procent poparcia. - Dla PiS to fatalna informacja, bo oznacza zjazd do 20 procent.
W optyce przeciwników Morawieckiego rzeczywistość wygląda tak, że były premier gra na siebie, bo bardzo chce zostać premierem, a wie, że dziś jego szanse na to są mniejsze niż większe.
- Dlatego chce się wybić na niepodległość, czy to w PiS, czy poza nim. Popełnił jednak szereg błędów i wydaje mi się, że stracił zaufanie prezesa. Oni mieli specyficzną relację, prezes Mateusza politycznie usynowił, teraz to się chyba na naszych oczach skończyło. Ze wszystkimi tego konsekwencjami - ocenia przeciwnik Morawieckiego.
- Nawet jeśli prezes nie usunie dziś Morawieckiego, bo nie chce, to pewnych rzeczy się nie cofnie i nie wykluczam, że to się może ostatecznie skończy jakimś rozłamem - spekuluje nasz rozmówca.
Inni przyznają, że prezes Jarosław Kaczyński, choć nawołuje do jedności, to ma dziś mało instrumentów, by tę jedność zachować. - Nie ma na horyzoncie wyborów, nie ma etapu układania list, który trzyma partię w ryzach, sondaże są słabsze, więc każdy poseł kalkuluje, że może nie załapać się do Sejmu - wylicza jeden z posłów.
- Dwa lata do wyborów to optymalny termin na zakładanie nowego ugrupowania, więc jak coś się ma wydarzyć, to teraz lub za chwilę. Mamy więc w PiS radosny czas oczekiwania - mówi z przekąsem nasz rozmówca.
Kamila Baranowska















