Reklama

Używane ubrania, promocje, 19 stopni w domu. Tak oszczędzają posłowie

Interia postanowiła sprawdzić, jak z szalejącą drożyzną radzą sobie polscy posłowie. Większość naszych rozmówców robi, co może, aby budżet domowy jak najmniej ucierpiał. Jak usłyszeliśmy, politycy szukają okazji w sklepach, robią zakupy w second-handach czy obniżają temperaturę w swoich domach. Są też tacy, którzy jako lepiej sytuowani pomagają najbliższym.

Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w listopadzie ceny żywności i napojów wzrosły o 22,3 proc., nośników energii poszybowały o 36,8 proc., zaś ceny paliwa są droższe o 15,5 proc. Odkąd wybuchła wojna w Ukrainie politycy związani ze Zjednoczoną Prawicą wielokrotnie mówili o inflacji. Nawiązywał do niej choćby prezydent Andrzej Duda podczas wakacyjnego spotkania z mieszkańcami powiatu lipskiego: 

- Proszę, żebyście trochę zacisnęli zęby i byli optymistami. Nikt z nas się nie spodziewał, że to do nas przyjdzie. Nie wywołaliśmy wojny w Ukrainie, nie wywołaliśmy pandemii koronawirusa, nie przynieśliśmy jej tutaj do naszego kraju - stwierdził prezydent. - Ceny rosną i też nie mamy na to żadnego wpływu. Musimy to jakoś przetrzymać. Proszę państwa, żebyśmy byli razem i żebyśmy byli silni - podkreślał.

Reklama

W lipcu, kiedy Andrzej Duda wypowiadał te słowa, inflacja sięgała 15,6 proc., czyli blisko o 2 punkty procentowe mniej niż obecnie. Chociaż według GUS wskaźnik wreszcie zaczął hamować, skutki drożyzny odczuwają wszyscy. Również posłowie, którzy co miesiąc inkasują 12 826,64 zł brutto uposażenia poselskiego i 4 008,33 zł brutto diety parlamentarnej. Interia zwróciła się do polityków sejmowych różnych opcji, żeby dowiedzieć się, czy oszczędzają i jak radzą sobie z kryzysem.

"Dobrze zarabiamy"

Nasi rozmówcy nie kryją, że jako parlamentarzyści są w uprzywilejowanej pozycji. Marek Dyduch z Lewicy zdołał odłożyć 220 tys. zł, jest właścicielem Mazdy 6 z 2015 r. wycenianej na 65 tys. zł oraz szczęśliwym posiadaczem domu o powierzchni 220 mkw. Polityk zasiadający w Sejmie cztery kadencje wyznał nam, że w czasach drożyzny pomaga najbliższym, którzy najbardziej tego potrzebują.   

- Posłowie dobrze zarabiają, od tego trzeba zacząć. Jeżeli ktoś chce komuś pomóc, robi to. Sobie nie muszę. Ja pomagam rodzinie, która tego potrzebuje - przekazał Interii Dyduch. - Dawanie innym rad uważam za niepotrzebne. Każdy chciałby zarobić na życie, ale kiedy to nie wychodzi, powstają krępujące sytuacje - dodaje.

W podobnym tonie wypowiada się Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski. - Inflacja nie uderza we mnie, tak jak w tych zarabiających najskromniej. Mam nadzieję, że będzie powoli gasła. Większość obywateli ogranicza wydatki, mam tego świadomość - podkreśla polityk Zjednoczonej Prawicy. Jak mówi, rezygnuje obecnie z różnych przyjemności, ale nie ze względu na finanse.

- Jestem w szczęśliwej sytuacji, bo mam odchowane dzieci, z żoną mamy wspólne gospodarstwo i niezłe dochody - przekazał Interii ziobrysta. - Oszczędnie i skromnie żyję z uwagi na adwent. W tym okresie ograniczam przyjemności, słodycze. Jestem tak wychowany, że Wielki Post i adwent są do siebie podobne - dodaje.

Arkadiusz Myrcha z PO, prywatnie tata trójki dzieci, nie ukrywa: dzięki poselskim zarobkom jego rodzina nie jest zmuszona do oszczędzania. Jednak nawet przy pensjach jego i małżonki (chodzi o Kingę Gajewską, również posłankę Platformy - red.) da się zauważyć wzrost cen.

- Nauczyliśmy się rozsądniej podchodzić do codziennych wydatków, żeby funkcjonować bardziej ekonomicznie, racjonalnie. Każdego dnia sprawdzamy ceny, ale z niczego nie musieliśmy rezygnować czy sobie odmawiać - mówi nam Myrcha. - Na pewno najbardziej podrożały artykuły dziecięce takie jak pieluchy. Kupujemy też dużo nabiału dla dzieci, przetwory mleczne. Widać tu wzrost cen: zamiast 2 czy 7 zł za artykuł trzeba płacić prawie 4 zł albo 10 zł. To czuć przy dużej rodzinie, która ma swoje potrzeby - podkreśla.

Oszczędzanie we krwi

Jak mówi nam Paulina Hennig-Kloska z Polski 2050, "oszczędzać trzeba zawsze". - Jestem z Wielkopolski, oszczędzanie mamy we krwi: zakręcanie wody w trakcie szczotkowania zębów, mydlenia się pod prysznicem. Nauczyłam dzieci gasić światło. W domu mam 19 do 20 stopni Celsjusza. Moja rodzina jest chłodnolubna, więc nie ma problemu - zdradza Interii parlamentarzystka wybrana w Koninie.

Posłanka z drużyny Szymona Hołowni zwraca też uwagę na ekologię. Ogrzewa mieszkanie piecem gazowym, a niższe temperatury w domu, jak mówi, pozwalają zaoszczędzić surowca również dla innych odbiorców. Są jednak wydatki, których nie da się uniknąć.

- Córka nam ostatnio wyrosła, więc musieliśmy zmienić wszystkie ubrania w szafie. Trzeba było zrobić zakupy, bardzo mocno czuć zmiany cen. Zarówno pod kątem obuwia jak i odzieży. Wszystko jest droższe, więc mam pełną świadomość, jakie to wszystko trudne dla osób niżej uposażonych - powiedziała nam Hennig-Kloska.

Równie oszczędna jest Urszula Pasławska, wiceprezes PSL, chociaż z Wielkopolską ma niewiele wspólnego. Posłanka z województwa warmińsko-mazurskiego przyznaje, że w jej rodzinnym domu "pieniędzy nie było za wiele".

- To przełożyło się na nawyki, które mam do dzisiaj. Robię przetwory, weki, hoduję ogród, mamy sad. Jestem również myśliwą, więc staram się karmić rodzinę zdrowo. To wszystko się spina - mówi nam wiceszefowa ludowców, która w polityce reklamuje się hasłem "dobra gospodyni". - Często kupuję też ubrania z drugiej ręki. To rozwiązanie dobre dla środowiska. Od zawsze się tego trzymam - dodaje.

Pasławska podkreśla, że galopująca inflacja daje się we znaki wszystkim. - Koszty życia są zdecydowanie wyższe. One bezwzględnie warunkują status wielu rodzin - usłyszeliśmy. - Zapewniam jednak, że ludzie niewiele zarabiający oszczędzali zawsze. Sama zawsze odkładałam pieniądze, niezależnie od tego, ile zarabiałam. Myślę, że właśnie tak trzeba robić - uważa wiceszefowa ludowców.

Dziambor: Kiedy ogląda się rachunki, to trochę mrozi

Artur Dziambor, gdyński poseł Konfederacji i tata bliźniaków powiedział nam, że nawet polityk odczuwa wzrost zobowiązań. Zwłaszcza kiedy widzi się go na papierze. - Kiedy ogląda się rachunki za gaz, dwa razy wyższe niż w ubiegłym roku, to oczywiście, trochę to mrozi. Natomiast my, rodzinnie, żyjemy tak, że nie mamy zbyt wielkich potrzeb - usłyszeliśmy. - Nie musimy się ograniczać dzięki skromnemu życiu. Oszczędzamy tyle, ile można i trzeba. Robimy wszystko, żeby było jak najweselej i najwygodniej dzieciom - dodaje.  

Posłowie dbają, żeby ich pociechy uczyły się oszczędzać od najmłodszych lat. - Ostatnio nawet zauważyłem, że zacząłem po dzieciach światło gasić i przykręcać wodę - powiedział Interii Paweł Lisiecki, poseł PiS ze stolicy. - Najmłodszym trzeba wyjaśniać, że pewne zasoby są ograniczone albo trudno odtwarzalne. Oszczędnością i pracą ludzie się bogacą, więc warto tego uczyć dzieci - dodaje.

Jak przyznał Interii polityk, ze względu na wzrost cen, jego rodzina szuka przecen i obniżek. - Z małżonką tak dzielimy się obowiązkami, że większość rachunków płacę ja - zdradza parlamentarzysta związany z Pragą-Północ. - Jednak jeśli chodzi o zakupy dla domu, robi je żona. Jest oszczędna, szuka różnego rodzaju okazji, żeby kupić coś taniej - wyznał nam poseł.

Czy w przyszłym roku można się spodziewać spadku cen? Cezary Kochalski, członek Rady Polityki Pieniężnejpowiedział Interii Biznes, że "dwa najbliższe kwartały będą okresem wysokiej inflacji": - Inflacja jednocyfrowa powinna do nas zawitać za rok. W czwartym kwartale 2023 r. Wszystkie banki centralne wyraźnie wskazują, również EBC, że schodzenie z inflacją do celu musi się odbywać stopniowo. Nie można gwałtownie tego robić - uważa ekonomista. Jak stwierdził, "inflacja jest pod kontrolą".

Jakub Szczepański

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama