Reklama

Ustawa Ziobry w koszu. Zagadkowe okoliczności przegranej PiS w Sejmie

Ustawa o notariacie, która wyszła z Ministerstwa Sprawiedliwości, wylądowała w koszu, bo obóz rządzący przegrał głosowanie w Sejmie. Nie głosowało 14 posłów PiS, w tym premier Mateusz Morawiecki. - Było dość głośno w tym momencie, po prostu się zagapiłem - tłumaczy Interii poseł PiS Marek Matuszewski.

Poznaliśmy kulisy jednego z ciekawszych głosowań czwartkowego posiedzenia Sejmu. Tego dnia posłowie wzięli na tapet kilka rozwiązań, które wyszły z Ministerstwa Sprawiedliwości. I w zdecydowanej większości głosowania przebiegały zgodnie z linią obozu rządzącego. Problem pojawił się przy ustawie o notariacie. Kiedy marszałek Sejmu Elżbieta Witek podała wyniki głosowania (ustawa została odrzucona, bo 14 posłów PiS nie głosowało, w tym premier - red.), w ławach posłów PiS zapanowała konsternacja, a ręce w geście triumfu unosili politycy PSL.

Reklama

Jak podała Wirtualna Polska, to poseł Jacek Tomczak z PSL-Koalicji Polskiej, z zawodu notariusz, miał przekonywać niektórych posłów Prawa i Sprawiedliwości, by nie głosowali za tym projektem. Reakcja polityków z jego otoczenia mogłaby wskazywać, że mu się to udało. 

Zupełnie inaczej widzieli to w obozie władzy, bo natychmiast po głosowaniu wokół Jarosława Kaczyńskiego i Ryszarda Terleckiego pojawili się posłowie PiS: Łukasz Schreiber, Marek Ast i Waldemar Andzel. W efekcie pół godziny później w Sejmie zjawił się premier Mateusz Morawiecki.

Polityczna demonstracja premiera?

Czy premier celowo nie wziął udziału w głosowaniu nad tą ustawą? Czy była to polityczna demonstracja wobec Zbigniewa Ziobry, który od dłuższego czasu ma nie po drodze z szefem rządu? A może to odpowiedź na zaczepne wypowiedzi polityków Solidarnej Polski zrzucające na premiera odpowiedzialność w sprawie unijnych środków?

- Gdybyśmy chcieli zrobić polityczną demonstrację, to zrobilibyśmy ją wokół ustawy o prokuraturze, która też tego dnia była głosowana w Sejmie. Ustawa o notariacie niczego nie zmienia - mówi nam zaufany współpracownik premiera.

Otoczenie Morawieckiego przekonuje, że tego dnia szef rządu miał inne obowiązki, ale zjawił się w Sejmie w momencie, gdy obóz rządzący zaczynał mieć problemy z większością podczas głosowań.

Bielan odpowiada na zarzuty wobec głosowania

Tymczasem w głosowaniu nie wzięło udziału 14 osób. To: Jan Krzysztof Ardanowski, Kamil Bortniczuk, Krzysztof Głuchowski, Zbigniew Rau, Marek Zagórski, Mateusz Morawiecki, Elżbieta Duda, Małgorzata Janowska, Marek Matuszewski, Andrzej Szlachta, Szymon Szynkowski vel Sęk, Janusz Śniadek, Piotr Uściński i Jacek Żalek.

Połowa z tych osób, licząc premiera, to członkowie rządu. A co ciekawe, troje z 14 polityków reprezentuje Republikanów. Dlatego też niektórzy zaczęli doszukiwać się nieformalnej interwencji Adama Bielana w to głosowanie.

- To jest kompletna bzdura. Nic nie organizowaliśmy, nie rozmawialiśmy z premierem na ten temat. Premier przyjechał do Sejmu po godz. 22, a wcześniej w ogóle nie głosował. Nigdy w życiu nie rozmawiałem z nim na ten temat - mówi Interii Adam Bielan, który dodaje, że większość jego posłów głosowała za, a Kamil Bortniczuk wracał tego dnia z mistrzostw świata w Katarze i w ogóle nie było go na głosowaniach.

Mecz, biała plansza i późna pora

Co ciekawe, wątki piłkarskie też mają w tym przypadku znaczenie. - Wstyd się przyznać, ale niektórzy zapatrzyli się w tablety. Akurat w tym momencie padł gol dla Kostaryki w meczu z Niemcami. Spisku żadnego nie było - przekonuje jeden z posłów.

Jak się okazuje, okoliczności tego głosowania były wyjątkowo zagadkowe. Posłanka Elżbieta Duda z PiS akurat meczu nie oglądała, ale mówi nam, że w pewnym momencie jej panel do głosowania odmówił współpracy.

- Na ekranie zobaczyłam białą planszę. Chyba niektóre czytniki zostały wyłączone wcześniej. Podobna sytuacja miała miejsce u kolegi za mną, Piotra Uścińskiego. Dlatego nie zdążyliśmy zagłosować. Sprawę zgłosiłam posłowi Marcinowi Warchołowi. Nie miałam żadnych nieuczciwych zamiarów, a po prostu nie zdążyłam zagłosować - tłumaczy Interii Duda.

Marek Matuszewski, czyli inny poseł PiS, który nie oddał głosu, przez cały dzień miał tylko tę jedną chwilę słabości. Tłumaczy to nocną porą.

- Tego dnia było wiele głosowań, a akurat w tym się zagapiłem. Było dość głośno w tym momencie, po prostu się zagapiłem. We wszystkich innych głosowaniach głosowałem odpowiednio, również w tych z zakresu sądownictwa. Można się czasami, w godzinach nocnych, zagapić. Zjednoczona Prawica jest jednością i nie doszukiwałbym się wątpliwości - przekonuje w rozmowie z Interią Matuszewski.

Cichy sojusz premiera z PSL

Podsumowując: w głosowaniu nad ustawą, którą przygotował resort Ziobry, kogoś - w tym premiera - nie było, ktoś inny zobaczył biały ekran, ktoś inny oglądał mecz na tablecie, a jeszcze ktoś inny się zagapił. A ustawa wylądowała w koszu.

Tego samego dnia, kilka godzin wcześniej, premier dość nieoczekiwanie pojawił się w Sejmie i wspólnie z szefem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem wziął udział w zespole debatującym nad odnawialnymi źródłami energii. Dyskusja dotyczyła ustawy 10H, a liberalizacja ustawy wiatrakowej jest jednym z kamieni milowych w KPO. Kilka godzin później to posłowie PSL-Koalicji Polskiej najbardziej cieszyli się z odrzucenia ustawy o notariacie. Czy premier znalazł więc w PSL nowego sojusznika?

- Nie w sprawie ustawy o notariacie, nie było tu żadnych rozmów. W zakresie wiatraków już tak, bo chcemy przegłosować tę ustawę. Nie rozumiemy, dlaczego nagle Solidarnej Polsce przeszkadzają akurat wiatraki - słyszymy w PiS.

Tymczasem prawdziwy test dla większości rządowej będzie miał miejsce za dwa tygodnie. To wówczas powinno dojść do głosowania nad wnioskiem opozycji o wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry. Czwartkowe głosowanie pokazuje, że może być ciekawie, choć do odwołania ministra potrzeba 231 głosów.

Łukasz Szpyrka

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Ziobro | Adam Bielan | Mateusz Morawiecki

Reklama

Reklama

Reklama