Reklama

Reklama

Ustawa o in vitro będzie głosowana za dwa tygodnie

Głosowanie nad ustawą o in vitro, mimo zakończenia nad nią prac, odbędzie - na wniosek Platformy Obywatelskiej - dopiero na następnym posiedzeniu Sejmu. Krytykuje to Prawo i Sprawiedliwość.

Tomasz Latos z PiS-u uważa, że PO przeciąga prace nad ustawą z powodów politycznych. "Patrząc na to, ile razy ta sprawa była poruszana w czasie kampanii prezydenckiej, ile razy również dziennikarze o to pytali, to zakładam, że PO cynicznie posłużyła się in vitro do walki z Andrzejem Dudą. Teraz jak widać, już im mniej zależy i stąd te opóźnienia. Tak ja to widzę" - powiedział przewodniczący sejmowej komisji zdrowia.

Mariusz Witczak z PO wyjaśnił w rozmowie z IAR, że powodem odłożenia głosowania nad tak ważną ustawą jest to, iż komisja zdrowia zakończyła nad nią prace dopiero późnym wieczorem. Drugim powodem jest konieczność obecności na głosowaniu wszystkich posłów Platformy Obywatelskiej - powiedział Witczak. "Są wyjazdy zagraniczne, pani premier jest dzisiaj w Rzymie, nie ma w Warszawie ministra spraw zagranicznych, innym parlamentarzystom też wypadły różne sprawy, a my musimy być zmobilizowani, musimy być w komplecie" - powiedział Witczak. 

Reklama

Z nieoficjalnych informacji IAR wynika, że prawdziwym powodem odłożenia głosowania nad ustawą jest nieobecność premier Ewy Kopacz, która ma ogłosić sukces Platformy Obywatelskiej.

Ustawa o in vitro przeszła w Sejmie dwa czytania. Podczas czwartkowej debaty, posłowie PSL, PiS oraz Zjednoczonej Prawicy zgłosili do niej poprawki. Jeszcze tego samego dnia rozpatrzyła je sejmowa komisja zdrowia. Poprawka PSL-u ogranicza stosowanie metody zapłodnienia pozaustrojowego wyłącznie dla małżeństw. Podczas czwartkowej debaty poparcie dla ustawy zadeklarowały klubu PO, PSL i SLD. W przypadku ustaw światopoglądowych w koalicji nie ma dyscypliny głosowania.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy