Reklama

Reklama

Tajemnicze zbrodnie w Bieszczadach. Nieoficjalnie: Zatrzymano Tadeusza P.

Tadeusz P. podejrzewany o udział w kilku zbrodniach sprzed lat został zatrzymany przez śledczych - wynika z nieoficjalnych informacji, do których dotarła Interia. Do zbrodni dochodziło w Bieszczadach. Tadeusz P. usłyszał zarzut podwójnego zabójstwa i usiłowania zabójstwa. Nie przyznał się do winy. P. trafił do aresztu tymczasowego. Sprawą od ponad roku zajmowało się Krakowskie Archiwum X.

Sprawa dotyczy tak naprawdę trzech tajemniczych zdarzeń:

  • śmiertelne potrącenie Edwarda Krajnika w 1985 r. w Łączkach
  • zaginięcie w 1986 r. milicjanta Krzysztofa Pyki, którego ciało wyłowiono z Jeziora Solińskiego
  • zaginięcie w 1997 r. dziennikarza Marka Pomykały, który zajmował się dwiema powyższymi sprawami

Kluczem do rozwikłania tych zbrodni jest były milicjant Tadeusz P.

Śmierć Edwarda Krajnika sprzed 37 lat

37 lat temu w Łączkach zginął Edward Krajnik. W stojącego na poboczu jezdni mężczyznę uderzył samochód, który zjechał z przeciwległego pasu ruchu.

Reklama

Za kierownicą siedział Tadeusz P., wówczas zastępca komendanta Milicji Obywatelskiej (MO) w Lesku. Pasażerem był Lucjan P., zastępca komendanta rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych, jak w PRL-u nazywały się urzędy nadzorujące pracę MO. Obaj, jak twierdzili świadkowie, mieli być pijani.

Tuż po zdarzeniu świadkowie sfałszowali zeznania, a według oficjalnej wersji za kierownicą siedział ojciec Tadeusza P. Tyle że ten mężczyzna został przywieziony na miejsce wypadku później. Wiemy to z dokumentów IPN znajdujących się w Rzeszowie oraz z rozmów ze świadkami tamtych wydarzeń.

Po latach, w 2015 r., Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie ustaliła, że to zastępca komendanta milicji był sprawcą wypadku. Śledczy uznali przy tym, że sprawa się przedawniła, więc mundurowy uniknął kary.

Żona Tadeusza P.: Mówił, że wrzucił pijanego do wody

- Powiedział, że wypłynął łódką na jezioro i pijanego wrzucił do wody. Na początku nie wierzyłam w jego słowa, ale wracał do tej historii wielokrotnie później. Mówił: "Co miałem zrobić? Mieliśmy córkę, ja poszedłbym do więzienia, a ty zostałabyś bez pieniędzy, nie dałabyś rady". Tu nigdy nie chodziło o nas, tylko o niego. Robił wszystko, aby uniknąć odpowiedzialności. Dbał tylko o siebie - wspomina Ewa, żona Tadeusza P., emerytowanego zastępcy komendanta milicji w Lesku w rozmowie z nami rok temu. 

Jej wypowiedź dotyczy tajemniczego utonięcia milicjanta Krzysztofa Pyki w 1986 r. Ta z kolei ma mieć związek z wypadkiem samochodowym z 1985 r.

Ciało milicjanta Krzysztofa Pyki wyłowiono z Jeziora Solińskiego 3 lutego 1986 r., kilka tygodni po wypadku w Łączkach. Młody funkcjonariusz był podwładnym Tadeusza P. 

Pyka widział wypadek w Łączkach i jak wynika z relacji świadków, do których dotarliśmy, był zastraszany, bo nie chciał podpisać fałszywych zeznań korzystnych dla sprawcy wypadku. Mężczyzna został pochowany na cmentarzu w Częstochowie, a jego ojciec na klepsydrach napisał: "Zamordowany przez kolegów w Bieszczadach".

Śmierć dziennikarza Marka Pomykały. Ciała do dziś nieodnaleziono 

W kwietniu 1997 r. zaginął z kolei sanocki dziennikarz Marek Pomykała. Kilkanaście tygodni przed zniknięciem jechał samochodem razem ze swoim przyjacielem przez Łączki. W pewnej chwili dziennikarz opowiedział, że wiele lat temu w tym miejscu "jakaś gruba ryba miała spowodować wypadek po alkoholu. Sprawa jednak została zatuszowana". 

Samochód dziennikarza znaleziono na zaporze w Solinie na początku maja 1997 r. Po Pomykale nie ma śladu do dziś.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama