Reklama

Reklama

Szpica NATO nie zrobi wrażenia na Rosji

Siły szpicy NATO mają być zdolne do reakcji w ciągu dwóch dni w razie wystąpienia sytuacji kryzysowej w Europie Wschodniej. Koncepcja tych wojsk ma jednak wady i nie zrobi wrażenia na Rosji - ocenia "Neue Zuercher Zeitung".

W ponad rok od wybuchu konfliktu na Ukrainie NATO nadal poszukuje adekwatnych odpowiedzi, jednak na spotkaniu w tym tygodniu ministrowie obrony państw Sojuszu  wykonali "kilka dobrych kroków we właściwym kierunku" - pisze szwajcarski dziennik w komentarzu, który ukazał się na stronie internetowej "NZZ" w czwartek wieczorem.

Liczebność Sił Odpowiedzi NATO (NRF), w skład których wchodzi tzw. szpica, została zwiększona do 40 tys. żołnierzy, usprawniono polityczny i wojskowy proces podejmowania decyzji o użyciu wojsk oraz postanowiono mocniej zasygnalizować obecność sił NATO na wschodniej flance za pomocą manewrów.

Reklama

Rosja oskarża NATO o dążenie do wojny, a nawet snucie sekretnych planów konfliktu atomowego, Stanom Zjednoczonym zarzuca chęć dominowania nad innymi państwami i nawet na Zachodzie nie brakuje głosów ostrzegających przed rozwijaniem planów militarnych - zauważa dziennik.

"Problemem nie jest to, że swoimi decyzjami NATO mogłoby doprowadzić do eskalacji. Bardziej niebezpieczne jest to, że swą zbyt ustępliwą polityką sygnalizuje brak zdecydowania" - ocenia "NZZ" i jako przykład takiego podejścia wskazuje fakt, iż mimo konfliktu zbrojnego na Ukrainie i napiętych relacji z Rosją większość państw członkowskich Sojuszu obniżyła wydatki na obronność.

Właściwa broń w rękach Sojuszu?

Szwajcarski dziennik słabości natowskiej strategii upatruje także w siłach tzw. szpicy. Ich utworzenie "oznacza rezygnację ze stałego stacjonowania sił NATO na wschodniej flance Sojuszu, czego domagały się kraje bałtyckie i co byłoby znacznie mocniejszym sygnałem odstraszającym" - ocenia "NZZ".

"W teorii siły szpicy mają być zdolne do reakcji w ciągu 48 godzin, ale w kryzysowej sytuacji polityczni decydenci utrudnią szybkie podejmowanie decyzji. Ponadto już teraz przewidzieć można słabości operacyjne, bo siły te będą co roku dowodzone przez inny kraj" - przewiduje.

"Podczas gdy Sojusz z ociąganiem pracuje nad swoją szpicą, jest coraz bardziej wątpliwe, czy w ogóle ma w ręku właściwą broń" - konkluduje "Neue Zuercher Zeitung".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy