W skrócie
- Według relacji medialnych, w szkołach brakuje nauczycieli, a liczba wolnych miejsc pracy przekracza 20 tys. w połowie lipca.
- Jednym ze sposobów radzenia sobie z brakami kadrowymi jest zatrudnianie emerytowanych nauczycieli i zwiększanie liczby nadgodzin.
- W szkołach rośnie liczba nauczycieli bez wymaganych kwalifikacji, o czym świadczy ponad 50 tys. wniosków do kuratoriów o zgodę na takie zatrudnienie.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W połowie lipca w banku ofert pracy dla nauczycieli było ponad 20 tys. ogłoszeń. Jak wynika z danych opublikowanych przez "Dziennik Gazetę Prawną", tylko od początku lipca dyrektorzy szkół opublikowali blisko 11 tys. nowych ofert. Oznacza to, że nowe ogłoszenie pojawiało się średnio co dwie minuty.
Problemem pozostają również wynagrodzenia nauczycieli. Minimalne wynagrodzenie nauczyciela początkującego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym wynosi 5308 zł brutto. Nauczyciel mianowany otrzymuje co najmniej 5469 zł brutto, a nauczyciel dyplomowany - 6397 zł brutto. Zdaniem przedstawicieli środowiska płace wciąż nie zachęcają młodych do wyboru zawodu.
Braki kadrowe w szkołach. Pleśniar: Musimy walczyć z własnym resortem i rządem
Pytany o wynagrodzenia nauczycieli Marek Pleśniar przyznał, że środowisko od lat bezskutecznie zabiega o zmiany. Jak zaznaczył, problemem są nie tylko same zarobki, ale także brak długofalowej polityki wobec zawodu nauczyciela.
- Bardzo ciężko się walczy i w zasadzie od lat jest to nużące, że musimy walczyć z własnym resortem i własnym rządem, żeby to jakoś godziwie uporządkować, nauczycielom zapłacić i dać im szansę przyjęcia, że ten zawód jest moim zawodem do końca życia - powiedział szef Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, przyznając, że "to zawód specyficzny".
- Nauczyciele doskonalą się w trakcie jego wykonywania. Nie da się tego nauczyć na studiach. Nie da się nauczyć bycia wychowawcą, kimś ważnym dla dziecka. To nabywa się przez wiele lat pracy. Taki gotowy nauczyciel ma przynajmniej 10 lat pracy zawodowej. Wtedy można go uznać za przygotowanego. Musimy o nich dbać, a dziś tego nie robimy - powiedział.
Alarm w oświacie. "Młodzi nie mają ochoty wybierać takiego zawodu"
Zdaniem Pleśniara na trudną sytuację kadrową wpływa nie tylko poziom wynagrodzeń.
- Jak w każdym zawodzie jest to podstawowy współczynnik, który bierze się pod uwagę, gdy wybiera się pracę. Jednak nauczyciele to specjaliści misyjni. Chcieliby mieć w swojej pracy szacunek i dobre warunki, żeby była to praca ciekawa, a tego również brakuje. Mamy do czynienia z wypadkową kilku czynników. To wpływa na to, że dyrektorom tak trudno dopiąć arkusze organizacyjne do końca wakacji - powiedział.
Jak dodał przedstawiciel oświaty, przez lata nauczyciele godzili się z trudnymi warunkami pracy, jednak dziś problemów jest znacznie więcej.
- Cały klimat wokół zawodu, obciążenie biurokracją, brak perspektyw na przyszłość i zupełnie mętne obietnice poprawy powodują, że zwłaszcza młodzi ludzie nie mają ochoty wybierać zawodu z takimi perspektywami - podkreślił.
Szkoły ratują się nadgodzinami i emerytami
Pleśniar zwrócił uwagę, że największe problemy z obsadzeniem etatów od lat występują w dużych miastach. Jak zaznaczył, dyrektorzy próbują ratować sytuację przede wszystkim nadgodzinami.
- Większość nauczycieli je ma. Możemy dołożyć nauczycielom do półtora etatu godzin dydaktycznych i to się robi. Naszymi ratownikami sytuacji są też emeryci. Każdy dyrektor ma w notesie telefon do pracujących jeszcze emerytów, których prosi o pomoc, gdy pod koniec wakacji nie udało się znaleźć matematyka, fizyka czy innego specjalisty - mówił.
Sytuacja w polskich szkołach. Coraz więcej nauczycieli bez kwalifikacji
Z najnowszych danych wynika również, że dyrektorzy szkół złożyli do kuratoriów blisko 50 tys. wniosków o zgodę na zatrudnienie nauczycieli bez wymaganych kwalifikacji.
- To świadczy o jeszcze większych potrzebach niż te 20 tys. wakatów. Za zgodą kuratoriów zatrudnia się osoby bez pełnych kwalifikacji, najchętniej studentów ostatnich lat. To sytuacja, która trwa od dłuższego czasu i nic nie wskazuje na poprawę - ocenił Pleśniar.
Jak dodał dyrektor, szczególnie brakuje specjalistów pracujących z dziećmi ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.
- Potrzebujemy tysięcy nauczycieli wspomagających, pedagogów specjalnych i innych specjalistów. Takich osób po prostu nie ma. Albo mają niewystarczające kwalifikacje, albo okazuje się, że ukończone przez nich kierunki nie odpowiadają wymaganiom szkół - zaznaczył.
Bez zmian w oświacie kryzys będzie się pogłębiał
Zdaniem Pleśniara problemy kadrowe nie zakończą się wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Jak ocenił, potrzebne są systemowe zmiany, bo dziś szkoły funkcjonują przede wszystkim dzięki zaangażowaniu nauczycieli i dyrektorów.
- W oświatę można, mówiąc kolokwialnie, bić jak w bęben, a ona cały czas to wytrzymuje. Oświata jest niezwykle elastyczna i znosi wiele. Przed nami jednak ogromne wyzwania i wreszcie trzeba zająć się edukacją, bo wymaga głębokiej przebudowy - ocenił.
Przedstawiciel oświaty zauważył, że nawet samorządowcy zgodzili się z nami, dyrektorami, że warto zmniejszyć liczebność klas, aby nauczyciele mieli lepszy kontakt z uczniami.
- Potrzebne są też zmiany w kształceniu nauczycieli, bo system nie dostarcza specjalistów, których dziś potrzebują szkoły. To są zmiany, które trzeba wprowadzić - podsumował.


















