Reklama

Szef dzwoni po godzinach. Czy musisz odebrać? Resort o "prawie do rozłączenia"

Odbierasz służbowe telefony po godzinach? Odpisujesz na maile przy kolacji z rodziną? Jeśli tak, wcale nie musisz tego robić. Jak zapewnia Interię Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, "nie ma obowiązku" kontaktowania się z szefem po pracy. Eksperci zajmujący się prawem pracy zwracają jednak uwagę, że brakuje obecnie w Polsce przepisów, które faktycznie pozwalałyby przejść pracownikom w tryb offline.

"Prawo do rozłączenia się", czyli z ang. "the right to disconnect", nazywane też "prawem do bycia offline", budzi spore emocje. W 2021 roku Parlament Europejski wezwał Komisję Europejską do uregulowania tej kwestii. Rezolucję poparła wówczas zdecydowana większość eurodeputowanych. "Za" było 472 z 681 europosłów. Na razie sprawa procedowana jest na szczeblu europejskim. 

Jak jeszcze rok temu zapewniał Interię rzecznik Komisji Europejskiej, część z kwestii związanych z "prawem do rozłączenia" rozwiązuje dyrektywa "w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej". W kontekście "prawa do rozłączenia" kluczowy ma być zapis dotyczący możliwości odmowy wykonania przydzielonej pracy "po godzinach". Nie można skorzystać z takiej możliwości, jeśli pracodawca, z odpowiednim wyprzedzeniem, powiadomi swoich podwładnych o zaplanowanych zadaniach.  

Reklama

Jak wygląda sytuacja, jeśli chodzi o polskie przepisy?

"Prawo do rozłączenia". Jak jest w Polsce?

Temat "prawa do bycia offline" wraca po styczniowej nowelizacji Kodeksu pracy, która na stałe wprowadza pracę zdalną. Przepisy przewidują możliwość świadczenia pracy wyłącznie w formie pracy zdalnej całkowitej, bądź hybrydowej pracy w domu - częściowo poza biurem, ale i w siedzibie pracodawcy. Ustawa czeka na podpis prezydenta.

W nowelizacji, która przeszła przez obie izby parlamentu, nie ma jednak ani słowa o "prawie do rozłączenia się". Dlatego Interia zwróciła się do Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej. Czy polski rząd rozważał wprowadzenie przepisów postulowanych przez europosłów?

Resort zapewnia nas, że już na mocy obowiązujących obecnie rozwiązań prawnych pracownik pozostaje do dyspozycji pracodawcy jedynie podczas świadczenia pracy. Poza takimi godzinami pracodawca może polecić pracę nadliczbową albo zobowiązać do pełnienia dyżuru. W obydwu przypadkach musi się liczyć z uwzględnieniem minimalnego okresu odpoczynku dobowego i tygodniowego pracownika.

Szef dzwoni po godzinach. Czy musisz odebrać?

Tylko co z telefonami albo mailami odbieranymi po standardowym czasie pracy, kiedy teoretycznie nie mamy żadnych zobowiązań w stosunku do szefa?

- Pracownik, nie pozostając w dyspozycji pracodawcy w ramach godzin pracy wynikających z jego rozkładu czasu pracy, pracy nadliczbowej bądź dyżuru, nie ma obowiązku pozostawania w kontakcie z pracodawcą w celu wykonywania pracy - odpowiada ministerstwo.

"Prawo do rozłączenia". Prawnicy: Brakuje konkretnych przepisów

Eksperci zajmujący się prawem pracy, z którymi rozmawiamy, zwracają jednak uwagę, że nie ma obecnie w Polsce przepisów, które faktycznie pozwalałyby przejść pracownikom w tryb offline

Tymczasem podobne rozwiązania pojawiły się we Francji ponad dwie dekady temu. Istotne okazało się orzeczenie Sądu Najwyższego z 2001 r.: "fakt, iż pracownik nie był osiągalny poprzez telefon komórkowy poza godzinami pracy, nie może być traktowany jako przewinienie wobec pracodawcy". Francuski ustawodawca wprowadził u siebie zmiany w 2016 r.

Ogólnoeuropejska dyskusja na temat "prawa do rozłączenia się" wróciła wraz z nadejściem pandemii COVID-19. - Praca odbywała się wyłącznie zdalnie, odnotowywano skargi pracowników, którzy cały czas pozostawali w gotowości. Firmy działały wówczas zupełnie wirtualnie, więc zdarzały się nadzwyczajne okoliczności: pracodawca odzywał się po czasie, a pracownik czuł się wykorzystywany - tłumaczy prof. Jacek Męcina z Rady Ochrony Pracy.

Co oznacza "prawo do rozłączenia"?

Potrzeba świadczenia pracy z miejsca zamieszkania okazała się wodą na młyn w dyskusji dotyczącej odcięcia się od firmy. Co oznaczałoby wprowadzenie przepisu "the right to disconnect", czyli "prawa do rozłączenia się"?

- Prawo to oznaczałoby "ciszę w eterze". W tej chwili, ze względu na brak regulacji, pojawiają się maile lub telefony, żeby coś szybko zrobić - tłumaczy prof. Męcina. - Żeby przeciąć kontrowersje wokół tego, czy pracownik jest zobowiązany do dyspozycyjności, czy nie, wdrożono inicjatywę związaną z "prawem do rozłączenia się" - dodaje prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego.      

Resort Marleny Maląg przekazał nam, że "podjęcie ewentualnych prac" dotyczących tzw. prawa do rozłączenia się będzie uzależnione od przebiegu negocjacji na szczeblu europejskim.

Jakub Szczepański
Współpraca: Łukasz Szpyrka

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy