Reklama

Reklama

Szczyt COP26. Minister klimatu Anna Moskwa: Tak dla transformacji, ale bardzo szczegółowo policzonej i realnej

- Transformacja energetyczna, klimatyczna jest atrakcyjna w wymiarze dużych haseł. Wydaje się prosta, łatwa, że każde z państw zadeklaruje określone procenty (ograniczenie emisji szkodliwych gazów - red.). Natomiast chwilę później te procenty przekładają się na poszczególne przedsiębiorstwa i obywateli. I tu wydaje się, że w wielu państwach tej analizy brakuje - powiedziała minister klimatu i środowiska Anna Moskwa w internetowej części "Gościa Wydarzeń" w Interii.

Minister przyznała, że wybiera się do Glasgow na 26. Szczyt Klimatyczny ONZ (COP26). - Będę tam w poniedziałek, wtorek i środę, na części ministerialnej. Był już premier, ja uzupełnię tę polską delegację. Z perspektywy COP-u nie widzimy w tym roku jakichś spektakularnych odkryć czy deklaracji, które zamierzamy podjąć. Dla nas ważne były Katowice, COP, podczas którego wprowadziliśmy pojęcie sprawiedliwiej transformacji - stwierdziła. 

Minister Moskwa: Sukces tego COP-u, jest sukcesem poprzedniego

Wyraziła zadowolenie, że "w tym roku w Glasgow Wielka Brytania podjęła hasło i została przyjęta deklaracja na rzecz sprawiedliwiej transformacji". - My jesteśmy też jej częścią. Wydaje się, że jeden z głównych elementów, które przyjęliśmy jako założenie naszego COP-u, jest kontynuowany. Sukces tego COP-u, jest sukcesem poprzedniego - oceniła. 

Prowadzący program Bogdan Rymanowski pytał o słowa premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona, który przy okazji szczytu mówił, iż będzie starał się przekonać światowych liderów o podjęcie działań ws. węgla, samochodów, gotówki i drzew, aby utrzymać perspektywę ograniczenia wzrostu temperatury do 1,5 stopnia. - Czy to nie przesada? Przeciętny mieszkaniec Francji, Belgii i Polski zastanawia się, jak to odbije się na jego życiu, czy będziemy musieli zrezygnować z wielu przyzwyczajeń, z dotychczasowego trybu życia? - zapytał dziennikarz.  

Reklama



- Transformacja energetyczna, klimatyczna jest atrakcyjna w wymiarze dużych haseł. Wydaje się, prosta, łatwa, że każde z państw zadeklaruje określone procenty (ograniczenie emisji szkodliwych gazów - red.). Natomiast chwilę później te procenty przekładają się na poszczególne przedsiębiorstwa i obywateli. I tu wydaje się, że wielu państwach tej analizy brakuje - stwierdziła minister. 

"Tak dla transformacji, ale bardzo szczegółowo policzonej i realnej"

Zapewniła, że polskie podejście jest odpowiedzialne. - Tak dla transformacji, ale bardzo szczegółowo policzonej i realnej. W momencie, gdy będziemy gotowi z uniezależnieniem się energetycznym, kiedy będziemy gotowi w wymiarze gospodarczym i społecznym, jesteśmy w stanie odpowiedzialnie powiedzieć, że osiągniemy i cele klimatyczne i energetyczne".

Pytana, czy Polska powinna "nacisnąć na hamulec", jeśli chodzi o szybkość transformacji energetycznej, odparła: - Pytanie czy to jest hamulec, czy może kwestia sposobu przeprowadzenia transformacji. Może się okazać, że nasze podejście wcale nie będzie prowadziło do tej daty transformacji o wiele później. Może się nawet okazać, że to będzie ta sama data. To o czym mówimy, to żeby to wszystko liczyć w konsekwencjach nie tylko haseł, ale wpływu na konkretnego obywatela i możliwości poszczególnych państw i sektorów. 

Turów: KE chce pilnie dowodu zaprzestania wydobycia węgla

Odnosząc się do życia w Polsce za 10 lat, wskazała, że będzie ono się różnić od dzisiejszego, ale nie tylko ze względu na kierunki dużej polityki klimatycznej, ale i dlatego, że "coraz bardziej zmieniamy się jako obywatele". - Lubimy oddychać czystym powietrzem, coraz bardziej przekonujemy się do zielonych technologii. Kiedyś fotowoltaika była rodzajem marzenia, teraz w wielu wsiach staje się codziennością. Coraz częściej mówimy, że woda jest zasobem ograniczonym i coraz bardziej społeczeństwo to rozumie - podsumowała.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy