"Symboliczny koniec Polski 2050". Kto może odejść z partii?
Kilkunastu parlamentarzystów Polski 2050 może pójść śladem Żanety Cwaliny-Śliwowskiej i opuścić partię. Wiadomo, że nad utrzymaniem członkostwa zastanawia się posłanka Aleksandra Leo. - W ciągu kilku dni podejmę decyzję - ogłosiła na antenie Polsat News. Zgodnie z jej deklaracją nad przyszłością w formacji zastanawiają się m.in. Paulina Hennig-Kloska, Ryszard Petru i Mirosław Suchoń.

W skrócie
- Żaneta Cwalina-Śliwowska opuszcza partię Polska 2050, pozostając jednak w klubie parlamentarnym.
- Aleksandra Leo zapowiedziała, że w najbliższych dniach zdecyduje o swojej przyszłości w partii Polska 2050.
- Po przyjęciu uchwały zakazującej zmian personalnych oraz opuszczania klubu parlamentarnego Aleksandra Leo określiła to jako "symboliczny koniec partii”.
- Spór o władzę w partii zaostrzył się po wyborze Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na przewodniczącą, a wewnętrzne posiedzenie klubu zostało nagle przerwane przez przewodniczącego.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Polska 2050 może stracić kolejnych członków. Partię opuszcza posłanka Żaneta Cwalina-Śliwowska. Polityk poinformowała, że do marcowego zjazdu partii pozostanie jednak w klubie parlamentarnym Polski 2050.
Ugrupowanie może opuścić również Aleksandra Leo. - W ciągu kilku dni podejmę decyzję w sprawie przyszłości w partii - mówiła na antenie Polsat News. Stacja wskazywała, że w kolejnych dniach dojdzie do kolejnych rozstań z formacją.
Głośna uchwała Polski 2050. Aleksandra Leo: Symboliczny koniec partii
"Czerwona linia" miała zostać przekroczona po przyjęciu przez Radę Krajową Polski 2050 uchwały. Zakazuje ona dokonywania zmian personalnych w partii do 21 marca. Na jej podstawie niemożliwe jest również opuszczenie klubu parlamentarnego. Dokument miała przygotować nowa przewodnicząca Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
- Dzisiejsza uchwała kagańcowa, która odbiera nam głos, to symboliczny koniec Polski 2050, do której ja przystępowałam - przekazała posłanka Leo.
Polityk nie kryła oburzenia po przyjęciu uchwały. - To rozwiązanie, którego nie powstydziłaby się Solidarna Polska, a nie Polska 2050. Zamiatanie pod dywan nie jest rozwiązaniem - tłumaczyła.
Aleksandra Leo przyznała, że dyskutuje z grupą posłów i senatorów o podejmowaniu kroków w najbliższych dniach. - To grupa, która podpisała się pod oświadczeniem, które napisaliśmy kilka dni temu (...) - mówiła.
Pod listem, o którym mówiła posłanka, podpisanych jest 18 osób: Elżbieta Burkiewicz, Żaneta Cwalina-Śliwowska, Sławomir Ćwik, Grzegorz Fedorowicz, Paulina Hennig-Kloska, Rafał Kasprzyk, Rafał Komarewicz, Aleksandra Leo, Piotr Masłowski, Barbara Okuła, Barbara Oliwiecka, Ryszard Petru, Mirosław Różański, Marcin Skonieczka, Mirosław Suchoń, Ewa Szymanowska, Jacek Trela i Paweł Zalewski.
Paulina Hennig-Kloska: Sytuacja nie do przyjęcia
Do sprawy sobotniego głosowania w rozmowie z PAP odniosła się Paulina Hennig-Kloska. W jej ocenie przyjęta uchwała mówi, że "posłowie i senatorowie nie mają prawa podejmować w swojej sprawie żadnych decyzji i to przewodnicząca, a nie członkowie klubu będzie decydowała, kto stoi na czele klubu".
- My nie zapisywaliśmy się do partii, w której zabiera się ludziom głos i stanowi za nich - zaznaczyła Hennig-Kloska.
W jej ocenie sobotnie wydarzenia na Radzie Krajowej nie mają nic wspólnego ani z demokracją, ani z solidarnością. - Tym bardziej, jeżeli spojrzymy na to, że przed Radą Krajową pani przewodnicząca rękami sekretarza generalnego zablokowała wybory uzupełniające niektórych delegatów, by utrzymać większość w Radzie - powiedziała.
Podkreśliła, że w najbliższych dniach grupa posłów będzie dyskutowała "co dalej z tym zamierzają zrobić".
- Oczywiście mamy pełną świadomość tego, że ta uchwała nie ma mocy prawnej, bo wątpliwe są podstawy do jej podjęcia przez Radę Krajową - zauważyła. Dodała, że uchwała jest również niezgodna z regulaminem Sejmu i z ustawą o mandacie posła i senatora.
- Ja to porównuję trochę do ustawy Zbigniewa Ziobro, która cementowała władzę w Prokuraturze Krajowej - oceniła.
Hennig-Kloska zapytana czy widzi jeszcze szansę dla Polski 2050 powiedziała, że "dzisiaj partia boryka się z ogromnym problemem, jeżeli chodzi o zaufanie społeczne". - Tego typu działania zabierają jej tlen, bo jeżeli nie ma zaufania wewnątrz klubu parlamentarnego i torpeduje się szansę na jego odbudowę, to w naturalny sposób to będzie rozszerzać się o sympatyków i wyborców - dodała.
Posłowie bronią przewodniczącej. "Duży niesmak"
Poseł Polski 2050 Łukasz Osmalak, odnosząc się do odejścia Żanety Cwaliny-Śliwowskiej z partii wskazał, że "nie jest żadną tajemnicą"" że od pewnego czasu w ugrupowaniu panuje różnica zdań. - Ja oczywiście odbieram to tak, że chyba nie wszyscy są w stanie unieść ciężar tego, że to wszystko nie potoczyło się po ich myśli. Niestety niektórzy nie trzymają ciśnienia, reagują nerwowo i stąd pojawiają się tego typu sytuacje - powiedział Osmalak w Polsat News.
Także wiceminister cyfryzacji, poseł Polski 2050 Michał Gramatyka ocenił, że odejście Cwaliny-Śliwowskiej to efekt niemożliwości pogodzenia się z decyzją Rady Krajowej Polski 2050, która przyjęła tak zwaną uchwałę pokojową.
Gramatyka zaznaczył, że sobotnie zachowania kolegów z partii "budzą w nim duży niesmak". Jak powiedział, działania niektórych członków Polski 2050 są odpowiedzią na zmiany wprowadzane przez nową przewodniczącą partii - Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz.
Spór o władzę w Polsce 2050. Na klubie złożono niespodziewany wniosek
Spór w Polsce 2050 rozgorzał na nowo po ogłoszeniu wyników wyborów na przewodniczącego. Drugą turę głosowania nieznacznie wygrała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, pozostawiając w pokonanym polu Paulinę Hennig-Kloskę.
Stronnicy Hennig-Kloski kilka dni temu chcieli dokonać zmian podczas posiedzenia klubu parlamentarnego Polski 2050. Został zgłoszony wniosek o wprowadzenie do porządku obrad zmian w regulaminie klubu. Partia, która przeprowadziła wybory i zapowiedziała "nowe otwarcie", chciała też zmienić kilka spraw w obrębie funkcjonowania klubu - relacjonował dziennikarz Interii Łukasz Szpyrka.
Przewodniczący klubu Paweł Śliz nie zdecydował się poddać tego wniosku pod głosowanie. W związku z tym jedna z posłanek - Elżbieta Burkiewicz - złożyła wniosek o odwołanie przewodniczącego klubu.
Co wydarzyło się później? Przewodniczący niespodziewanie zamknął posiedzenie klubu i na tym wewnętrzna dyskusja się zakończyła.
















