Reklama

Striptiz i wielotysięczny rachunek. Skandal po wizycie żołnierzy USA w gdańskim klubie

Wielotysięczny rachunek i ryzyko wydalenia ze służby - tak dla jednego z amerykańskich żołnierzy zakończył się nocny wypad do klubu w centrum Gdańska. Według raportu armii major przez cały kolejny tydzień nie był w stanie pracować. Sprawa zakończy się albo karą, albo sądem wojskowym.

Do zdarzenia doszło we wrześniu ub. roku, jednak dopiero teraz sprawę opisał "Stars and Stripes" - serwis powiązanego z Pentagonem dziennika zajmującego się tematyką amerykańskiej armii. W zajściu brał udział I batalion "No Mercy" 101. Dywizji Powietrznodesantowej, która przebywał w Europie na dziewięciomiesięcznej zmianie w ramach misji zapewniającej powietrzne wsparcie wzdłuż wschodniej i południowej flanki NATO. 

Chcąc poprawić współpracę i morale jednostki, batalion został wysłany na dwudniową wycieczkę do Gdańska, gdzie w 1939 roku Niemcy zaatakowali składnicę wojskową na Westerplatte i Pocztę Polską. W wyjeździe wzięło udział 40 amerykańskich żołnierzy. Pod koniec pierwszego dnia ekipa udała się na kolację do restauracji, by świętować 40. urodziny jednego ze starszych sierżantów sztabowych. Jak zapisano w raporcie ze śledztwa wojskowego, który cytuje "Stars and Stripes", pod koniec wieczoru wielu z żołnierzy było "mocno odurzonych" i około północy wrócili do swoich hoteli.

Reklama

Pozostali - w tym oficer wykonawczy batalionu major Matthew Conner - bawili się dalej na mieście. Udali się następnie do jednego z klubów w centrum Gdańska. Trójmiejskie media informowały w przeszłości, że jego klienci skarżyli się tam na wysokie rachunki, które płacili za alkohol, twierdząc, że mogli być odurzani środkami podanymi w drinkach. 

Nie wiadomo, jak wydostał się z klubu

O tym, co zaszło w klubie, Conner opowiedział kilka dni później dowódcy batalionu. Jak informuje serwis, powołując się na raport ze wszczętego śledztwa, żołnierz wiele razy zamówił indywidualne tańce na kolanach, a striptizerki miały go odurzyć narkotykami dodanymi do szampana. W trakcie drogi powrotnej z Gdańska miał pokazywać kolegom rachunki na 50 tysięcy - raport nie precyzuje, czy chodzi o kwotę w dolarach czy w złotówkach.

Nie wiadomo, w jaki sposób major wydostał się z klubu. Nikt nie mógł nawiązać z nim kontaktu. Dowódca wraz z batalionem musieli zorganizować wyprawę poszukiwawczą. Oficera znaleziono w hotelu, ale nie tym, w którym był zameldowany. Conner był na tyle osłabiony, że odwołał wszystkie loty na następny tydzień.

Poważne konsekwencje

Wobec dowódcy batalionu i samego Connera wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Grozi im nawet wydalenie ze służby.

Pułkownik Joe Scrocca, rzecznik US Army Europe and Africa, powiedział, że niektóre z ostatnich problemów przywódczych, które pojawiły się podczas ostatnich rotacji jednostek, były "odosobnionymi przypadkami".

"W Europie obowiązują te same standardy postępowania i przywództwa, co w Stanach Zjednoczonych" - powiedział Scrocca w oświadczeniu. "Oczekuje się, że nasze stale stacjonujące i rotacyjne siły będą żyć zgodnie z tymi samymi wartościami armii" - dodał.

Na początku kwietnia 101. Brygada Lotnictwa Bojowego zakończyła swoją dziewięciomiesięczną misję w Europie.

Darmowy program - rozlicz PIT 2020


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy