- To, co dzieje się od jakiegoś czasu w PiS-ie, to jest gowinada bis. Spory, przerzucanie się oskarżeniami, ambicje, granie na siebie - irytuje się jeden z parlamentarzystów PiS-u, zachowujący dystans do obu zwalczających się frakcji. - Niepotrzebnie nasze sprawy partyjne przykrywają zasadnicze sprawy ważne dzisiaj dla Polski. Musimy się skupić na odsunięciu Donalda Tuska od władzy i naprawieniu naszej ojczyzny po jego rządach - dodaje po chwili.
Inny z naszych rozmówców, prominentny polityk PiS-u, również neutralny wobec dwóch zwaśnionych grup uważa, że "ta decyzja dojrzewała od jakiegoś czasu". - Myślę, że Jarosław Kaczyński podjął tę decyzję, bo uznał, że jesteśmy w turbulencjach. Gdyby dalej pozwalał na te harce, jego przywództwo byłoby coraz bardziej podważane - analizuje. I dodaje: - Straty są duże, ale prezes mógł uznać, że za miesiąc lub kwartał byłyby jeszcze większe.
40 "szabel" odchodzi z Morawieckim. Kaczyński: Tak się po prostu ułożyło
Straty wynoszą w chwili pisania tego artykułu 40 posłów (niektórzy nie należą do PiS-u), trzech europosłów i jednego senatora. Klub poselski PiS-u skurczy się więc ze 186 do 146 osób, a tym samym straci miano największego w Sejmie na rzecz Koalicji Obywatelskiej. Nowa formacja Mateusza Morawieckiego, zakładając, że zasili ją wspomniane 40 "szabel", byłaby natomiast trzecią siłą w obecnym Sejmie, ustępując liczebnie wyłącznie KO i PiS-owi.
- Kaczyński jest zaskoczony, że nikogo nie udało mu się przejąć - mówi Interii jeden ze zwolenników Morawieckiego. Relacjonuje, że "były spotkania, rozmowy, wzywanie na Nowogrodzką", ale "posłowie przychodzili i mówili: 'Proszę pana, to jest nasze pierwsze spotkanie od pięciu, ośmiu lat. Nigdy pan nie miał dla mnie czasu, a dzisiaj takie rzeczy'". - W ludziach przeszła pewnego rodzaju przemiana. Chcą być podmiotowo traktowani, po przyjacielsku, po partnersku, bez krzyków, bez gróźb. Chcą być wysłuchani - punktuje nasz rozmówca.
Prezes PiS-u ustępować jednak nie zamierzał, o czym poinformował w piątek w południe, przekazując swoją decyzję zgromadzonym na Nowogrodzkiej dziennikarzom. - Fakt jest oczywisty. Wszyscy wiedzieli, co mają podpisać i wszyscy wiedzieli, jakie są skutki niepodpisania. Podjęli taką decyzję, jaką podjęli - ocenił Kaczyński. Zaznaczył jednak, że "nie chcemy się rozstawać w jakiejś niechęci czy jeszcze jakichś silniejszych uczuciach negatywnych". - Tak to się po prostu ułożyło - stwierdził z zauważalnym smutkiem.

W ocenie clou całej sytuacji były premier był, mimo wszystko, nieprzejednany. Podkreślił, że rozłam jest efektem działalności stowarzyszenia Rozwój Plus, a zwłaszcza "propozycji, która padła już wiele tygodni temu, żeby podzielić naszą partię". - W tej sytuacji nie mogliśmy patrzeć na stowarzyszenie inaczej, niż na element właśnie tego planu podziału partii - zaznaczył.
- Na to zgody być nie mogło. Podpisanie tej bardzo prostej deklaracji miało być niczym innym, jak zadeklarowaniem, że w tego rodzaju przedsięwzięciu się nie będzie uczestniczyło - dodał.
Mateusz Morawiecki: To nasz krzyk jedności
Dwie godziny po prezesie PiS-u swoje stanowisko w Sejmie przedstawił Morawiecki. Przypomniał, że w kwietniu udało się dojść do porozumienia, wedle którego partia miała funkcjonować w oparciu o "strategię dwóch płuc". Strategia ta miała umożliwić PiS-owi poszerzenie grona wyborców przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. - Nie możemy jednak zgodzić się na to, aby poprzez ultimata czy szantaż tak naprawdę strategia jeszcze niedawno uzgodniona wylądowała w koszu - podkreślił były premier.
Zapewnił też, że wspomniana strategia "jest strategią zwycięską. Strategią, która pomoże, pozwoli pokonać ten bardzo zły rząd Donalda Tuska". Wielokrotnie zapewniał też, że on i jego środowisko "proponowali jedność". - Ta nasza konferencja jest takim krzykiem jedności. Może nastąpi opamiętanie - zastanawiał się Morawiecki. Zaznaczył, że cały czas jest otwarty na porozumienie, bo "zawsze można się cofnąć".
Wielu zakładało własne ugrupowania, startowało samodzielnie w wyborach, ale nie osiągało sukcesu poza PiS-em. Na prawicy nie ma życia poza PiS-em, nie ma miejsca na coś nowego
Czas jest do wtorku 28 lipca. Wówczas - zgodnie z zapowiedzią prezesa Kaczyńskiego - Komitet Polityczny PiS-u ma formalnie zatwierdzić dzisiejsze decyzje i wykluczyć z partii stronników Morawieckiego.
31 lipca, czyli chwila prawdy dla "harcerzy"
- Po wypchnięciu Morawieckiego intryganci ustalą swoje pozycje, obudują te pozycje w PiS-ie, będą mieli pewność, że mają pełną kontrolę nad partią i nad tym, co się dzieje - przewiduje jeden z zaufanych ludzi Mateusza Morawieckiego. Podkreśla, że tą decyzją "Kaczyński traci w tym momencie ostatniego z zaufanych przybocznych".
- Morawiecki był do tej pory strażnikiem Kaczyńskiego w tej sytuacji, bo prezes ma za dużo złych podszeptów. Dziś nie jest im potrzebny Morawiecki, z czasem będzie to Kaczyński - przestrzega rozmówca Interii.
"Maślarze" nie szczędzą swoim przeciwnikom podobnych "czułości". - To, co robi Morawiecki, to czysta zdrada - wypala jeden z zaufanych ludzi Jarosława Kaczyńskiego, partyjny przeciwnik byłego premiera. I dodaje: - Morawiecki to człowiek, który zawdzięcza nam w polityce absolutnie wszystko. Ale on zawsze traktował PiS jako narzędzie, jako wehikuł do władzy, a nie jako instytucję, która ma jakąś wartość i którą należy szanować. I to nas właśnie bardzo różni.
Partyjni przeciwnicy Morawieckiego dodają, że ten przeszacował swoje siły i swój wpływ na prezesa. - Jarosław jest człowiekiem niezwykle ostrym i niezwykle dobrze znającym politykę. Te wszystkie dzieciaki - Morawiecki, Czarnek, Bocheński, Jaki czy nawet Sasin - mogą się od niego uczyć. A każdy, kto w pewnym momencie uznaje, że już wie wszystko, że już nie musi się uczyć i nie potrzebuje prezesa, nagle dostaje w łeb i kończy jak teraz Morawiecki - mówi nam jeden z bliskich współpracowników prezesa PiS-u.
Morawiecki wcale nie zamierza jednak kończyć. Już 31 lipca odbędzie się "grill" organizowany przez stowarzyszenie Rozwój Plus, który w zgodnej opinii naszych rozmówców ma być połączeniem konwencji programowej i kongresu założycielskiego nowej formacji. Następnymi krokami będą najpewniej założenie klubu sejmowego, rejestracja partii i dalsza budowa struktur, co zresztą Morawiecki czyni konsekwentnie od wielu miesięcy.
Wśród polityków PiS-u, którzy walce "maślarzy" i "harcerzy" przyglądają się z boku, panuje jednak przekonanie, że nowy byt polityczny łatwo mieć nie będzie. - Wchodząc do różnych sklepów widzimy, że mamy produkt ten sam, tylko inaczej opakowany. Z reguły wybieramy ten, który jest oryginalny. Oryginalnym produktem było, jest i zawsze będzie PiS. Oryginalnym i posiadającym już swoją ugruntowaną markę - mówi nam jeden z posłów.

O premierze Morawieckim mówi natomiast: - Czy jest produktem politycznym, który jest w stanie wypracować jakąś swoją dodatkową markę poza samym Mateuszem Morawieckim? Śmiem wątpić, ale różne rzeczy w polityce się w polityce się zdarzają, może mnie zaskoczy.
W PiS-ie wskazują sojusznika Morawieckiego. "To pewne"
Źródła Interii w PiS-ie wskazują też, na kogo środowisko Mateusza Morawieckiego liczy i na kogo zamierza się orientować. W pierwszej kolejności pada tutaj nazwisko minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. - Ten sojusz jest pewny - mówi nasz rozmówca z Nowogrodzkiej. - Rozmowy były bardzo zaawansowane. I mówię to nie z przekonania, tylko z wiedzy - zapewnia.
Oprócz Pełczyńskiej-Nałęcz i niedobitków Polski 2050 drugim ważnym ogniwem dla środowiska Morawieckiego ma być PSL. Ludowcy również nie mogą narzekać na zbyt wysokie sondaże i z pewnością nie są spokojni o swoją obecność w przyszłym Sejmie. Tutaj kontakt między oboma środowiskami miał już miejsce, choć nie wiadomo, czy przyniesie jakiekolwiek efekty. PSL wciąż ma bowiem poważną alternatywę w postaci wyborczej współpracy z Koalicją Obywatelską.
Ta decyzja dojrzewała od jakiegoś czasu. Myślę, że Jarosław Kaczyński podjął tę decyzję, bo uznał, że jesteśmy w turbulencjach. Gdyby dalej pozwalał na te harce, jego przywództwo byłoby coraz bardziej podważane
Partyjni przeciwnicy Morawieckiego zwracają uwagę na jeszcze jedną rzecz. Chodzi o timing rozwodu z PiS-em. Wszystko wydarzyło się znacznie szybciej, niż mieli planować "harcerze". - Oni teraz utoną. Cała ich gra była obliczona na zupełnie inny kalendarz - słyszymy na Nowogrodzkiej. - Plan był taki, że wyjdą od nas w grudniu, ludzie będą mieli o czym rozmawiać w święta, a w styczniu pojawi się partia Morawieckiego i Pełczyńskiej-Nałęcz. Z efektem świeżości, w roku wyborczym, z sondażami na poziomie +/- 8 proc. - kontynuuje nasze źródło.
Centrala PiS-u na razie jest jednak spokojna. Z badań, które PiS już zamówiło i których wyniki otrzymało, wynika bowiem, że nowa formacja pod wodzą Morawieckiego może liczyć na 1,5-2 proc. poparcia. To znacznie mniej niż w pierwszych publikowanych w mediach sondażach, gdzie ten wynik oscyluje między 6 a 7 proc.
Co więcej, w PiS-ie są też przekonani, że Morawiecki "przejedzie się" na strukturze swojego elektoratu. - Tam jest 80 proc. wyborców PiS-u i 20 proc. wyborców Konfederacji. Te 80 proc. wierzy, że on jest od nas, że to człowiek PiS-u. Teraz przestaną w to wierzyć - nie ma wątpliwości bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego. Podkreśla też, że to właśnie ze względu na strukturę elektoratu Morawiecki nie krytykuje ani partii, ani prezesa PiS-u. - "Harcerze" weszli na ścieżkę samobójczą, tyle - kończy.
Morawiecki jak Ziobro i Gowin? "Na prawicy nie ma życia poza PiS-em"
Chociaż gorzkich słów z obu stron nie brakuje, to - co ciekawe - ani PiS, ani otoczenie Mateusza Morawieckiego nie zamyka drzwi do ewentualnej przyszłej współpracy.
Mówi doświadczony polityk PiS-u, neutralny wobec obu frakcji: - Morawiecki ma wielu sprawnych medialnie ludzi. Nawet jeśli w sondażach będą mieli kilka procent, to będą aktywni w mediach i w Sejmie, więc mają szansę na przekroczenie progu. To duże wyzwanie dla PiS-u. Niektórzy wierni Kaczyńskiemu ludzie boją się "mijanki", czyli wyprzedzenia PiS-u przez Konfederację.

W kontekście Morawieckiego padają też porównania do Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry. Obaj wraz ze swoimi środowiskami opuszczali PiS lub byli z partii wyrzucani, a po latach dogadywali się z Jarosławem Kaczyńskim i wspólnie startowali, a nawet wygrywali wybory.
Różnica między nimi była jednak taka, że Morawiecki chciał przejąć PiS, ale mu nie wyszło, Ziobro chciał stworzyć alternatywę dla PiS-u i PiS pokonać, natomiast Gowin wyszedł z PiS-u z nadzieją dogadania się z ówczesną opozycją i obalenia rządu Zjednoczonej Prawicy.
Drogi różne, ale ich finał może być ten sam, a więc "małżeństwo z rozsądku" z PiS-em w strachu przed słonym, wyborczym rachunkiem. - Jeśli dojdziemy do wniosku, jak w przeszłości, że trzeba podpisać porozumienie czy to z Jarosławem Gowinem, czy Zbigniewem Ziobrą, żeby zwiększyć szanse na zwycięstwo, to zrobimy to i z Mateuszem Morawieckim - mówi wprost poseł PiS-u, nienależący do żadnej z walczących frakcji.
- W idealnym świecie chcielibyśmy patrzeć tylko na siebie i na nikogo się nie oglądać, ale jeśli wyborem będzie albo Zjednoczona Prawica, albo dalsze rządy Donalda Tuska, to myślę, że ani jeden, ani drugi lider nie będą się długo zastanawiać - dodaje.
Inny z neutralnych posłów PiS-u: - Wielu zakładało własne ugrupowania, startowało samodzielnie w wyborach, ale nie osiągało sukcesu poza PiS-em. Na prawicy nie ma życia poza PiS-em, nie ma miejsca na coś nowego. Nawet jeśli teraz powstanie odrębny klub w Sejmie, to i tak będzie współpraca, a ostatecznie także wspólna lista w 2027 roku.
Scenariusza współpracy i wspólnej listy w 2027 roku nie wykluczają nawet "maślarze", którzy poza kamerami i mikrofonami świętują właśnie pozbycie się "harcerzy" z PiS-u. - Jeśli generowaliby jakąś wartość dodaną, to zawsze jest pole do rozmów. Tylko na dzień dzisiejszy tej wartości nie generują - uśmiecha się polityk z frakcji "maślarzy".
















