Reklama

Reklama

​Stolica chce 7,8 mln zł za użytkowanie budynku przez Rosjan

9 listopada sąd ma ogłosić wyrok w sprawie o bezumowne korzystanie przez Federację Rosyjską z nieruchomości przy ulicy Sobieskiego w Warszawie. Prokuratoria Generalna, która przed sądem reprezentuje prezydenta m.st. Warszawy, domaga się ponad 7,8 mln zł.

Chodzi o bezumowne korzystanie - w latach 2012-2015 - z nieruchomości przy ulicy Sobieskiego 100. Znajduje się na niej apartamentowiec, który w PRL-u był hotelem i rezydencją dla radzieckich dyplomatów. Na jego teren miały wstęp tylko upoważnione osoby ze Związku Radzieckiego a potem Federacji Rosyjskiej.

W środę na rozprawie stawiła się tylko przedstawicielka Prokuratorii Generalnej Sylwia Hajnrych, która przed sądami reprezentuje miasto w tych sprawach. W przedstawionych przez mecenas informacji wynika, że strona rosyjska jest poinformowana o toczącym się postępowaniu i że "rezygnuje z prawa do czynnego uczestnictwa w sprawie".

Reklama

Sąd uznał, że można dalej prowadzić postępowanie w tej sprawie. "Może dojść do rozstrzygnięcia zaocznego" - powiedział sędzia Jacek Tyszka, wyznaczając termin ogłoszenia wyroku na 9 listopada.

W czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie - w odrębnym postępowaniu - ma ogłosić wyrok w sprawie wydania nieruchomości przy ul. Sobieskiego 100 stronie polskiej.

Przed sądem toczy się także sprawa dotycząca bezumownego korzystania przez Rosję z dwóch innych stołecznych nieruchomości: przy ulicy Bobrowieckiej 2b w latach 2009-2015 oraz przy ulicy Kieleckiej 45 w latach 2012-2015. W pierwszym przypadku pozew opiewa na 8,9 mln zł, w drugim na 7,6 mln zł, wraz z ustawowymi odsetkami. Trwają także - w odrębnych postępowaniach - spory sądowe o wydanie tych nieruchomości, czego domagają się władze Warszawy.

Federacja Rosyjska użytkuje w Polsce kilkanaście nieruchomości, m.in. w Warszawie. Część obiektów ma uregulowany stan prawny - są albo własnością Federacji Rosyjskiej, albo Rosja korzysta z nich na podstawie ważnych umów. Część nieruchomości strona rosyjska użytkuje bez ważnych - według polskiej strony - umów. Za nieruchomości te od jakiegoś czasu magistraty w Warszawie, a także w Gdańsku, naliczają opłaty i wzywają stronę rosyjską do ich uregulowania. Wobec braku odzewu, występują na drogę sądową.

We wszystkich procesach występuje ten sam problem, związany z doręczaniem pozwów stronie pozwanej, czyli Federacji Rosyjskiej. Z dwustronnej umowy polsko-rosyjskiej o pomocy prawnej z 1996 roku - którą stosuje sąd okręgowy - wynika, że tryb doręczenia polega na tym, iż sąd kieruje pozew do tłumacza przysięgłego, potem przesyła do rosyjskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, które przekazuje go rosyjskiemu organowi właściwemu ds. nieruchomości zagranicznych Federacji Rosyjskiej.

Sprawa własności i opłat za placówki dyplomatyczne od długiego czasu jest kwestą sporną pomiędzy Polską a Rosją.

W 2015 roku Sąd Arbitrażowy Petersburga i Obwodu Leningradzkiego nakazał Konsulatowi Generalnemu RP zwolnienie nieruchomości i uregulowanie zadłużenia w wysokości 74,3 mln rubli z tytułu wynajmu. Sąd wydał też list egzekucyjny pozwalający na zaangażowanie komorników do eksmisji. Polska nie uznaje wyroku sądu arbitrażowego w Petersburgu ani kolejnych decyzji wydanych przez sąd i traktuje je jako decyzje niezgodne z prawem międzynarodowym.

Grzegorz Dyjak 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy