Reklama

Sprawa prof. Królikowskiego. Prokurator krajowy zabiera głos

W Warszawie odbył się briefing prasowy I Zastępcy Prokuratora Generalnego - Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego. Powodem zwołania konferencji była szeroko komentowana w mediach sprawa prof. Michała Królikowskiego. "W toku działań śledczych ustaliliśmy, że mec. Michał Królikowski część środków, które miały być depozytem adwokackim, mógł przekazać na swoje cele prywatne. To będzie sprawdzane" - zarzucił podczas briefingu Prokurator Krajowy.

Piątkowy briefing jest poświęcony postępowaniu prowadzonemu przez Prokuraturę Regionalną w Białymstoku, które dotyczy podejrzenia uszczupleń na rzecz Skarbu Państwa w kwocie prawie 700 milionów złotych z tytułu niezapłaconych należności publicznoprawnych - poinformowano. 

Jak wskazał na początku konferencji prokurator krajowy, śledztwo jakie prowadzi prokuratura, "nie jest związane z Pałacem Prezydenckim" i zostało wszczęte w 2015 roku, czyli za rządów prokuratora Andrzeja Seremeta. Dodał, że daty tych czynności wskazują, że były podejmowane "przed informacjami o podjęciu współpracy mecenasa z Kancelarią Prezydenta".

Reklama

"Od marca 2016 r. nowa polska prokuratura koncentruje się na ściganiu przestępczości gospodarczo-finansowej i księgowej" - zaznaczył. Święczkowski powiedział, że dotyczy ono działania zorganizowanej grupy przestępczej, która miała doprowadzić do wyłudzenia co najmniej 700 mln zł na szkodę Skarbu Państwa poprzez niezapłacenie podatków.

"W toku prac ustalono, że wykorzystywano rachunki bankowe kilku adwokatów" - wskazał Święczkowski. Dodał, że w czerwcu 2017 roku zablokowano pieniądze na kontach dwóch z nich. "6 lipca 2017 roku do CBŚ zadzwonił prof. Królikowski i poinformował, że na jego koncie znajduje się milion złotych od jednego z jego klientów pojawiających się w tej sprawie" - tłumaczył prokurator. Następnie, prof. Królikowski odmówił dostępu do wspomnianego konta - doprecyzował Święczkowski.

"Prokuratura dowiedziała się o tym 11 września" - powiedział prokurator krajowy. "Stało się to po tym, gdy 8 września prasa podała, że ma być on obrońcą w jednej ze spraw mafii paliwowych. Jak powiedział, wtedy PK dostała informację od Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, że Królikowski pojawia się w jej śledztwie" - dodał. 

Szef PK wskazał, że według ustaleń, już po zatrzymaniu 8 lutego osób kierujących tą grupą, oprócz tego przelewu na milion zł, w marcu i kwietniu "pan mecenas przyjął na swoje konto kwotę 150 tys. dolarów oraz kilkuset tysięcy zł - część z nich także w ramach tzw. depozytu adwokackiego, instytucji nieznanej polskiemu porządkowi prawnemu, ale częstokroć wykorzystywanej przez mecenasów".

"W toku działań śledczych ustaliliśmy, że mec. Michał Królikowski część środków, które miały być depozytem adwokackim, mógł przekazać na swoje cele prywatne. To będzie sprawdzane" - dodał. Szef PK poinformował także, że obecnie nie jest "przewidywana zmiana roli procesowej" mecenasa w sprawie.

"Pan mecenas wykorzystuje fakt, iż wspomagał prace pana prezydenta dla wypracowania własnej linii obrony" - zarzucił Królikowskiemu prokurator krajowy i zapewnił, że prokuratura będzie intensywnie prowadzić omawiane śledztwo. 

Kilka razy powtórzył również, że działania PK nie są wymierzone w prezydenta Dudę. 

Stanowisko prof. Królikowskiego

Przypomnijmy, że w czwartek RMF donosiło, że prof. Królikowski - współpracownik prezydenta Andrzeja Dudy, który doradza mu przy przygotowaniu projektów ustaw o KRS i SN - znalazł się na celowniku prokuratury. Według radia, białostocka prokuratura rozpoczęła szczegółowe badanie powiązań prof. Królikowskiego ze spółką paliwową, która pojawiła się w śledztwie dotyczącym wyłudzeń podatku VAT. Działania te - jak podaje RMF FM - rozpoczęły się, gdy w mediach pojawiała się informacja, że to prof. Królikowski pomaga prezydentowi w przygotowaniu jego propozycji dot. reformy sądownictwa.

Pytany o te doniesienia mec. Królikowski wyraził w piątek, na antenie RMF FM, przekonanie, że to nie on jest "celem tej całej sprawy". Według niego, "cały ten zabieg" służy temu, by "zdyskredytować" Andrzeja Dudę - jako osobę, która przedstawi wiarygodną reformę sądownictwa.

Prof. Królikowski wyjaśnił, że sprawa toczy się od dwóch lat, a on w niej jest pełnomocnikiem od lutego 2017 r. "Klient jest przestraszony, że może być aresztowany, z aresztu można wyjść za poręczeniem majątkowym, w związku z tym deponuje u mnie środki - to jest legalny depozyt adwokacki, normalna procedura przewidziana w regulaminie wykonywania zawodu adwokata - deponuje środki na cele postępowania przygotowawczego, ja je przechowuję ale jestem, jak bank - muszę te pieniądze wydać na każde jego żądanie" - mówił prof. Królikowski. Wyjaśnił, że nie może ich przelać na dowolne konto. "Muszę je ulokować na specjalnym koncie, na którym nie ma moich pieniędzy" - dodał.

Zaznaczył, że kiedy dowiedział się od swojego klienta, że zdeponowane przez niego pieniądze mogą pochodzić z przestępstwa, jedyne, co mógł mu "zaproponować - chcąc polepszyć jego sytuację - to ujawnienie prokuraturze, że te pieniądze są". "Nie mogę obciążyć mojego klienta, nie mogę na niego donosić, nie mogę go zdradzić" - przekonywał mecenas.

Podkreślił, że prokuratora została poinformowana o pieniądzach, w momencie, w którym dowiedział się, że mogą one pochodzić z przestępstwa. "Informujemy CBŚ o tym - jeśli dobrze pamiętam - 5 lipca (...). Dzień później prokurator żąda ode mnie przekazania dowodów, które będą obciążać mojego klienta" - dodał.

Jak ocenił, prokurator ma do niego pretensje o to, że nie podał mu numeru rachunku, na którym te pieniądze są. "Powiedziałem, że posiadam profesjonalny depozyt" - powiedział mecenas. Zaznaczył również, że "z tajemnicy adwokackiej może go zwolnić tylko sąd, z tajemnicy obrończej - nikt".

Zapytany, dlaczego uważa, że ta sprawa jest polityczna, prof. Królikowski stwierdził, że wtedy, kiedy w mediach pojawiły się pierwsze informacje o tym, że bierze udział w pracach nad prezydenckimi projektami, skontaktowało się z nim CBŚ, że chce ponownie przesłuchać jego klienta ws. depozytu. Jak dodał, poinformowano go, że prokurator wydał dyspozycje, by jego również przesłuchać w zakresie, w którym - wyjaśnił - jest związany tajemnicą zawodową. "Co ważne, (prokurator generalny) nie występuje do sądu o to, żeby mnie z niej zwolnić" - podkreślił.

"Dalej jest przesłuchany mój klient - w środę w zeszłym tygodniu. Potem musi być sporządzona jakaś specjalna notatka na potrzeby Prokuratury Krajowej i dwa dni później pojawia się u mnie dziennikarz Newsweeka, który dysponuje dokumentem, czy kopią dokumentu, wyglądającego, jak część dokumentów z akt postępowania przygotowawczego" - mówił prof. Królikowski. Były to informacje - jak ocenił - wyglądające na "wiedzę z wewnątrz śledztwa", z prokuratury.

Dodał, że dziennikarz poinformował go również, że artykuł - razem z informacjami, w których był posiadaniu - ma ukazać się w poniedziałek, 25 września - tego samego dnia, kiedy prezydent planuje przedstawić swoje projekty ws. KRS i SN. Według prof. Królikowskiego miało to służyć temu, żeby go "zniszczyć" oraz - jak ponownie zaznaczył - "zdyskredytować" Andrzeja Dudę.

"Wyobrażam, sobie, że w poniedziałek, kiedy prezydent przedstawi na konferencji przygotowane przez siebie ustawy (o KRS i SN - PAP), podstawowe pytania będą takie: dlaczego zatrudnił - chociaż nie zatrudnił, bo robię wszystko społecznie i pro bono - ale dlaczego korzystał z usług przestępcy, żeby napisać ustawy o sądach" - stwierdził.

Według prof. Królikowskiego "bardzo prawdopodobne, że prokurator generalny (Zbigniew Ziobro) idzie na wojnę z prezydentem". Jak mówił, jeśli tak jest faktycznie, to może to wynikać "tylko z jednego powodu: chciał mieć przemożny wpływ na Sąd Najwyższy, na te ustawy, które pozwalałyby mu palcem stworzyć skład kadrowy SN". "Prezydent na to się nie zgodził" - zauważył.

Zapytany, czy Ziobro może działać w ramach "zemsty", odparł: "Emocje są rzeczą ludzką".

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy