Reklama

Reklama

Sprawa oskarżonego o zabójstwo Piotra O. Adwokat: To jest fikcja literacka oskarżyciela

- Widzę te same nieprawidłowości co w sprawie Tomasza Komendy. Policjanci od razu przyjęli jedną wersję wydarzeń – mówi Interii adw. Bartosz Fieducik, obrońca oskarżonego o zabójstwo Piotra O. Mężczyzna przebywa w areszcie od 28 miesięcy. Jego obrońca zastanawia się nad ujawnieniem faktów nieznanych opinii publicznej, mimo że postępowanie prowadzone jest z wyłączeniem jawności.

- Wersja mojego klienta jest jedna jedyna: jest niewinny. Mogę powiedzieć, że pojawił się w złym miejscu o złej porze. Właściwie nie ma żadnych dowodów fizycznych związanych z miejscem zbrodni - mówi Interii adw. Bartosz Fieducik, który jest obrońcą oskarżonego o zabójstwo Piotra O. Proces w sprawie toczy się przed Sądem Okręgowym w Słupsku.

Do zabójstwa 45-letniego Jacka B. doszło w listopadzie 2018 roku w Hotelu Słupsk. Prokuratura twierdzi, że Piotr O. pobił mężczyznę, a potem przywiązał telewizor kineskopowy kablem do szyi pokrzywdzonego i wypchnął go z trzeciego piętra na dziedziniec budynku. Jak podkreśla obrońca Piotra O., na wspomnianym telewizorze nie znaleziono odcisków palców jego klienta.

Reklama

Co stanowi więc dowód w sprawie? - W tym momencie prokuratura oparła wszystko na zeznaniach jednej kobiety, które - w mojej opinii - zostały pozyskane w sposób całkowicie sprzeczny z prawem - twierdzi adwokat. Zapowiada też skargę w sprawie Piotra O. do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i ponowienie wniosku o pytanie prejudycjalne do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

"Związano mi ręce przez wyłączenie jawności"

Zdaniem prokuratury motywem zabójstwa, o które został oskarżony Piotr O. miała być rywalizacja o kobietę. Adwokat aresztowanego nie zgadza się z tą argumentacją. - Tam nie poszło o żadną kobietę. To jest fikcja literacka oskarżyciela. Cała ta sprawa to jeden wielki skandal. Związano mi ręce przez wyłączenie jawności i nie mogę podawać szczegółów - wyjaśnia Fieducik.

Obrońca Piotra O. chce poprosić sąd o reasumpcję postanowienia o wyłączeniu jawności. - Chcę zwrócić uwagę na problemy i zagrożenie, jakie generuje ta decyzja w zakresie zaufania do wymiaru sprawiedliwości. Liczę na to, że sąd zrozumie moje przesłanki - wskazuje prawnik. Tłumaczy też, że sąd miał dobre intencje, wyłączając jawność, ale to było na początku postępowania, które trwa już długo. Sam Piotr O. przebywa w areszcie od 28 miesięcy.

Obrońca oskarżonego krytykuje również sposób, w jaki prowadzono śledztwo. - Ja te nieścisłości nazwę po imieniu - to bezprawie. W tym momencie naliczyłem siedem potencjalnych zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstw przez funkcjonariuszy - wskazuje. 

- Ja zaryzykuję. Liczę się coraz mocniej z możliwością zarzutów, jakie mi się postawi za ujawnienie tego, co się w tej sprawie wydarzyło - mówi. I podkreśla, że to jego jedyna sprawa z urzędu, której prowadzenia się podjął.

- Widzę te same nieprawidłowości co w sprawie Tomasza Komendy. Policjanci od razu przyjęli jedną wersję wydarzeń. To się nazywa myśleniem tunelowym. Zamknęli się na inne warianty - mówi obrońca. Podkreśla przy tym, że jego klient Piotr O. nie jest osobą agresywną, ani nie był nigdy karany. Zanim oskarżono go o zabójstwo, pracował jako marynarz - był przeszkolonym ratownikiem morskim i latał w helikopterze ratunkowym.

Proces obserwuje Helsińska Fundacja Praw Człowieka

Obrońca komentuje również zarzut prowadzenia przez Piotra O. pojazdu pod wpływem alkoholu. - Mój klient pierwotnie się do tego przyznał, ale to najbardziej jaskrawy dowód na nielegalne działanie policji. Widzimy czarno na białym mechanizm działania i to jak wyrobiono człowieka w ten zarzut - tłumaczy Fieducik i odmawia podania dalszych szczegółów z uwagi na wyłączenie jawności postępowania.

Obserwatorem procesu jest teraz Helsińska Fundacja Praw Człowieka, do której zwrócił się adwokat oskarżonego. - Na pewno nie narażałabym autorytetu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, gdybym nie widział bardzo poważnych naruszeń - podkreśla Fieducik.

O komentarz na temat sprawy ze Słupska zapytaliśmy przedstawicieli Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Byliśmy na ostatniej rozprawie. Nie mamy możliwości oceny w całości, tego co dzieje się w procesie, bo to była nasza pierwsza rozprawa. Sąd zgodził się na naszą obserwację, co jest istotne zwłaszcza, że wyłączono jawność tego postępowania. Proces jest obserwowany w ramach programu "Niewinność" Helsińskiej Fundacji Praw Człowiek, w którym zajmujemy się sprawami, które są wątpliwe z punktu widzenia winy oskarżonego. Innymi słowy to takie sprawy - i ta do tych należy - że może być tak, że dowody, które są zgromadzone w sprawie, są niewystarczające, żeby skazać oskarżonego - wyjaśnia prawniczka Maria Ejchart-Dubois.

Kolejny termin rozprawy zaplanowano na koniec marca.

d.p.

Rozlicz pit online już teraz lub pobierz darmowy program

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje