Reklama

Reklama

Sprawa Frasyniuka. "Godzina nie jest najszczęśliwsza"

Gdyby to ode mnie zależało, nie uruchamiałbym procedury doprowadzenia Władysława Frasyniuka na przesłuchanie o 6 rano - przyznał wiceszef ministerstwa sprawiedliwości Michał Woś. Jednocześnie chcemy żyć w państwie praworządnym, w którym nie ma "świętych krów" - podkreślił.

"Podejrzewam, że to nie była łatwa decyzja dla śledczych, dla policji czy dla prokuratury. Ale też chcemy żyć w państwie praworządnym, w państwie, w którym nie ma świętych krów, w państwie, w którym wszyscy są równi wobec prawa" - powiedział w czwartek w PR24 Woś.

W środę rano do mieszkania byłego opozycjonisty we Wrocławiu weszła policja. Frasyniuk został zawieziony do Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy, gdzie prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie przedstawił mu zarzut naruszenia nietykalności cielesnej dwóch policjantów na służbie i przesłuchał go w charakterze podejrzanego; przesłuchanie trwało 10 minut, po czym Frasyniuk został zwolniony do domu.

Reklama

"Sprawa dotyczy dwóch czynów; jeden jest wykroczeniem, czyli łagodniejszy, a drugi jest przestępstwem, i to, można powiedzieć, poważnym przestępstwem, czyli naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji podczas służby" - mówił Woś. Podkreślił, że "wiemy o tym, że Władysław Frasyniuk był co najmniej dwa razy wzywany".

Jak mówił, każdy zapowiadał, że doprowadzenie Frasyniuka na przesłuchanie "koniec końców się wydarzy".

Pytany, czy trzeba było nachodzić Frasyniuka o szóstej rano, Woś zauważył, że "to jest pytanie do wykonujących postanowienie o doprowadzeniu, czyli do policji". "Rzeczywiście godzina nie jest najszczęśliwsza" - przyznał.

"To na pewno była trudna decyzja śledczych. Gdybym ja o tym decydował, to bym o szóstej rano nie uruchamiał tej procedury" - powiedział. Dodał jednak, że sama procedura była "dosyć standardowa". Podkreślił, że policja wykonywała nakaz doprowadzenia - nie chodziło o areszt ani o zatrzymanie.

Prokuratorskie zarzuty dla Frasyniuka mają związek z incydentem, do którego doszło podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej 10 czerwca 2017 r. Jak informowała policja, zakłóciło ją kilkadziesiąt osób, które na Krakowskim Przedmieściu usiadły na jezdni, próbując w ten sposób zatrzymać przemarsz uczestników obchodów przed Pałac Prezydencki. Wśród kontrmanifestantów - których usunęli policjanci - był m.in. Frasyniuk. Na początku lipca ub.r. w komisariacie policji w podwrocławskiej Długołęce usłyszał on zarzut "przeszkadzania w przebiegu niezakazanego zgromadzenia".

W związku z tym incydentem Prokuratura Okręgowa w Warszawie chciała przesłuchać Frasyniuka dwukrotnie, w dniu 12 stycznia i 1 lutego. Po tym gdy Frasyniuk po raz drugi się nie stawił, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński powiedział PAP, że "postanowienie o przedstawieniu zarzutów zostało wydane i podejrzany nie uniknie wykonania czynności procesowych".


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje