W skrócie
- W Sejmie doszło do sporu między szefem Kancelarii Prezydenta a ministrem obrony narodowej podczas dyskusji o kandydaturze Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
- Zbigniew Bogucki krytykował kandydaturę Berka i sugerował, że nie spełnia on formalnych wymagań, a jego nominacja służy celom politycznym.
- Sejm, otwiera się w nowym oknie powołał Macieja Berka na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego po pozytywnej opinii komisji dla jego kandydatury i negatywnej dla konkurenta.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
- Nie znacie, czym jest wstyd. Bo gdybyście wiedzieli, czym jest wstyd, to nie forsowalibyście kandydatury pana ministra Berka. Przypomnę, polityka odpowiedzialnego, członka Rady Ministrów, uwaga, do spraw wdrażania polityki rządu - grzmiał Zbigniew Bogucki z mównicy sejmowej.
Zbigniew Bogucki o Macieju Berku w TK: Będzie takim hersztem
Zdaniem szefa Kancelarii Prezydenta Maciej Berek, "jako prawa ręka premiera Tuska i realny wicepremier", miałby "wdrażać politykę rządu" w Trybunale Konstytucyjnym. W ocenie Boguckiego "jest wielkie prawdopodobieństwo, że pan minister Berek (...) w ogóle nie spełnia wymagań formalnych" na kandydata do TK. Jak stwierdził, "nie ma właściwie żadnych dokumentów", które by to poświadczały.
Bogucki przywołał również wspólne oświadczenie dziewięciu organizacji, zajmujących się między innymi praworządnością, które w sierpniu apelowały o wycofanie kandydatury Berka. Przedstawiciel prezydenta ocenił, że "fundacje i stowarzyszenia wierzyły, a zostały oszukane przez premiera, że chcecie praworządności, odpolitycznienia Trybunału".
Wskazał następnie powody, dla których jego zdaniem wysunięto kandydaturę Berka. - Po pierwsze, żeby mieć swojego pretorianina, swoją prawą rękę w Trybunale Konstytucyjnym. Człowieka, który ogarnie tych, którzy nie poradzili sobie i nie sprostali pana (Donalda Tuska - red.) politycznym oczekiwaniom w Trybunale Konstytucyjnym i będzie takim hersztem, przywódcą, który będzie próbował przejąć trybunał albo stworzy trybunał równoległy - przekonywał.
- Polska jest własnością suwerena. A tym suwerenem jest naród. I ten naród od was oczekuje decyzji, która będzie w interesie narodu, a nie w interesie politycznym - zakończył Bogucki.
Posiedzenie Sejmu. Spięcie Zbigniewa Boguckiego z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem
Do słów Boguckiego odniósł się następnie Władysław Kosiniak-Kamysz. Zanim jednak marszałek Sejmu udzielił mu głosu, sam zdecydował się wtrącić jedno zdanie. - Im bardziej pan straszy, tym mniej się boję - skwitował Włodzimierz Czarzasty, po czym na mównicę wszedł minister obrony narodowej.
- Zacznę od oceny sytuacji, która miała miejsce przed chwilą, bo ona jest bez precedensu w tej izbie, że przedstawiciel prezydenta w momencie, kiedy to nie prezydent wybiera sędziów Trybunału Konstytucyjnego, próbuje wpłynąć na suwerena, przedstawicieli narodu i zabiera głos w tej izbie, żeby zablokować demokratyczny wybór sędziego Trybunału Konstytucyjnego - powiedział szef MON.
- To jest niebywały skandal. Żaden przedstawiciel prezydenta Rzeczpospolitej w historii nie posuwał się do takich zachowań, żeby wpływać na tego suwerena, na którego się pan przed chwilą powoływał. I to mnie sprowokowało, to ostatnie zdanie - wskazał minister.
Zdaniem Kosiniaka-Kamysza wypowiedź Boguckiego ma służyć wyłącznie "ochronie politycznych interesów" jego środowiska. - Pański głos wynika z potwornego strachu. Bo waszą działalność przez osiem lat, szczególnie w obszarze wymiaru sprawiedliwości i praworządności, można opisać w ten sposób. Wszystko, co robiliście, było, żeby zawłaszczyć państwo, zniszczyć demokratyczne podstawy, stworzyć ustrój autorytarny - ocenił szef MON.
Argumentował, że działania podejmowane w czasie rządów PiS były wycelowane w "zabezpieczenie się" na wypadek utraty władzy i doprowadziły do "rozgardiaszu" na każdej płaszczyźnie wymiaru sprawiedliwości. - Ale co najgorsze w świętości, jakim powinien być Trybunał Konstytucyjny - wskazał wicepremier.
Posiedzenie Sejmu. Dyskusja nad kandydaturami do TK
Dzisiaj, w trzecim i ostatnim dniu obrad, Sejm powołał Macieja Berka na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
Kandydatów było dwóch: grupa posłów KO zgłosiła Macieja Berka, doktora nauk prawnych i radcę prawnego, a do niedawna ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu.
Drugim kandydatem był zgłoszony - po raz siódmy - przez grupę posłów PiS Artur Kotowski, profesor nauk prawnych związany z Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W czwartek sejmowa komisja sprawiedliwości pozytywnie zaopiniowała kandydaturę Berka, a negatywnie kandydaturę Kotowskiego.
Sejm wybiera sędziów TK indywidualnie, na dziewięcioletnie kadencje, bezwzględną większością głosów. Konieczność wyboru nowego sędziego Trybunału jest związana z upływającą 18 września kadencją sędziego Justyna Piskorskiego.

















