W skrócie
- Podczas rozmowy w Polskim Radiu 24 doszło do wymiany zdań między dziennikarzem a wiceministrem cyfryzacji na temat reakcji służb po upadku rosyjskiej rakiety w Polsce.
- Wiceminister cyfryzacji argumentował, że służby zareagowały właściwie, nie było potrzeby ogłaszania alertu RCB ani zestrzelenia rakiety, a ostrzeżenia mogłyby wywołać panikę.
- Dziennikarz kwestionował tezę o możliwości zestrzelenia rakiety oraz wskazywał na opóźnione komunikaty i brak przygotowania rozmówcy do tematu.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Wiceminister cyfryzacji Rafał Rosiński w poniedziałek podczas wywiadu na antenie Polskiego Radia 24 był pytany o wtargnięcie rosyjskiej rakiety Ch-101 do polskiej przestrzeni powietrznej. Pocisk ten w czwartek spadł w miejscowości Tarnawa-Kolonia, powodując powstanie leja o szerokości ok. 10 metrów.
W związku z tym incydentem pojawiło się dużo kontrowersji - dziennikarze i eksperci zwracali uwagę na brak komunikacji, późną reakcję służb i brak zestrzelenia obiektu. Polityk przekonywał jednak, że reakcja polskich służb była "bardzo dobra".
Rosiński o upadku rosyjskiej rakiety. "Sianie paniki jest niepotrzebne"
Prowadzący rozmowę Roch Kowalski dopytywał wiceministra o brak alertu RCB, który poinformowałby mieszkańców o zagrożeniu. Przypomnijmy, że nad ranem w zasadniczej większości powiatów województwa lubelskiego rozległy się syreny alarmowe. Podsekretarz stanu przekonywał, że służby miały bardzo mało czasu na wysłanie takiego ostrzeżenia.
- No to wcale nie było tak szybko, panie ministrze. Myśliwce zostały poderwane o 1.59, rakieta spadła ok. 3.40, a dopiero o 3.50 zostały uruchomione sygnały, już po upadku pocisku. Więc to były co najmniej dwie i pół godziny obserwowania przez wojsko nieba - sprostował dziennikarz.
- Są odpowiednie służby, które mają określone procedury z tym związane (...). Sianie paniki jest niepotrzebne (...). Gdyby niebezpieczeństwo faktycznie zagrażało naszym obywatelom... - przekonywał polityk.
Jego wypowiedź została jednak przerwana przez Kowalskiego. - Ależ przecież zagrażało, leciała przez Polskę uzbrojona rakieta - zwrócił uwagę dziennikarz. Polityk przekonywał jednak, że pocisk "był w jakiś sposób kontrolowany".
Spięcie w programie na żywo. "To nie jest prawda"
- Polskie służby wiedziały o tym incydencie, kontrolowały lot tej rakiety. Decyzja na wysokim szczeblu została podjęta, że nie ma potrzeby siać paniki - mówił Rosiński.
- To nie jest do końca prawda, panie ministrze. (...) Przecież wojsko mówiło, że kilkanaście sekund dzieliło nas od decyzji o zestrzeleniu, ale ta rakieta wcześniej spadła. Dzięki Bogu, że spadła na pole rzepaku, a nie na czyjeś domostwo - sprostował w odpowiedzi dziennikarz.
Polityk stwierdził jednak, że "ma inne informacje niż pan redaktor". - Nie zestrzelono tej rakiety ze względu na to, że samo zestrzelenie mogłoby spowodować większe szkody niż upadek - powiedział.
- Mam wrażenie, że nie jest pan do końca przygotowany do rozmowy na ten temat - odpowiedział mu Kowalski. Dziennikarz zapytał następnie o kwestię alertu RCB, który, w związku z wydarzeniami z Tarnawy-Kolonii, został wysłany w piątek. Zawierał on link do Poradnika Bezpieczeństwa.
"Szukanie dziury w całym" vs. "nie ma pan podstawowej wiedzy"
- Można próbować szukać dziury w całym i winy po stronie służb naszego państwa (...). To nie o to chodzi. Państwo zadziałało - przekonywał Rosiński w odpowiedzi na słowa dziennikarza, przypominającego, że wiadomość tą obywatele otrzymywali w przeciągu kilku godzin.
Redaktor odpowiedział, stwierdzając, że nie chodzi tu o "szukanie dziury w całym", a o diagnozowanie problemów, które w przyszłości należy rozwiązać. - Ale trudno jest rozmawiać, jeżeli nie ma pan podstawowej wiedzy na ten temat - skwitował wprost.
- Ja bezpośrednio nie nadzoruję wysyłania alertów RCB - tłumaczył polityk, zarzucając dziennikarzom "obarczanie winą". - Proszę nie kierować rozmowy w tą stronę, że to wina rządu (...). To są sytuacje dla nas nowe - dodał.
- Jakie nowe, wojna trwa od czterech lat (...). Dobrze, panie ministrze, to nie ma sensu, dalsze słuchanie tych zaklęć - podsumował prowadzący. Podziękował następnie Rosińskiemu za udział w rozmowie.

















