Reklama

Reklama

Śmierć polskiej himalaistki. Oświadczenie lidera wyprawy

"Magdalena Gorzkowska z zupełnie z innej ekspedycji, żądna chyba zbyt dużej sławy, zamieszcza stek nieprawdziwych informacji, które to chcielibyśmy sprostować" - przekazał w oświadczeniu lider wyprawy na Manaslu, w której zginęła Rita Bladyko. Zbigniew Bąk odniósł się w nim do słów Gorzkowskiej na temat śmierci himalaistki - donosi serwis wspinanie.pl.

O śmierci 44-letniej Bladyko poinformowała Magdalena Gorzkowska. 

"Na grani szczytowej strasznie wiało, chciałam stamtąd jak najszybciej uciekać" - pisze na Facebooku Gorzkowska, która w piątek zdobyła Manaslu, ósmą pod względem wysokości górę na ziemi.

"Ok 500 m przed C4 spotkaliśmy Polkę, Ritę Bladyko, z jej szerpą... Jej stan był bardzo nieciekawy, nie wiedziała, kim jest i gdzie jest" - komentuje.


Była lekkoatletka poinformowała, że zadzwoniła do bazy i wezwała helikopter. Polskiej himalaistce podano tlen, herbatę i śpiwór. Chociaż jej stan chwilowo się poprawił, kobieta zmarła.

Reklama

"Dziś rano obudziła mnie informacja, że Polka nie żyje..." - pisze Gorzkowska. 

W związku ze śmiercią polskiej himalaistki specjalne oświadczenie wydał lider wyprawy na Manaslu, Zbigniew Bąk. Sportowiec w krytyczny sposób odniósł się do relacji Gorzkowskiej i do informacji, jakie przekazała. 

"W drodze na górę nasza koleżanka, którą dobrze znaliście z wielu naszych wspólnych wypraw, Rita Bladyko, osłabła z sił i ze swoim Szerpą zawróciła do campu 4 na 7400. I tu wchodzi osoba Magdaleny Gorzkowskiej z zupełnie z innej ekspedycji, żądna chyba zbyt dużej sławy, która zamieszcza stek nieprawdziwych informacji, które to chcielibyśmy sprostować" - czytamy w cytowanym przez wspinanie.pl oświadczeniu lidera wyprawy.

Według Bąka, Rita Bladyko na szczyt wchodziła z maską tlenową, którą założyła w trzecim obozie. Dla Szerpów był to jasny sygnał, że kobieta nie czuje się dobrze, w związku z czym poinformowali główny obóz o konieczności sprowadzenia himalaistki na dół.

"Miała na sobie maskę z tlenem"

"Po zejściu zespołu ze szczytu natychmiast spakowaliśmy plecaki i zaczęliśmy sprowadzać Ritę do niższych campów. Nie miała żadnych symptomów choroby wysokościowej oprócz tego, że było jej zimno i była bardzo wyczerpana. We dwóch z Szerpą sprowadziliśmy ją wzdłuż liny poręczowej. Z dołu z campu 3 wyszedł nam naprzeciw dodatkowo jeszcze jeden Szerpa, który zmienił nas, gdy teren się wypłaszczył. Z każdym metrem stan Rity się poprawiał, miała więcej siły, na końcówce wyprzedziła cały zespół i była pierwsza przy namiotach. Zbliżał się zmierzch. Postanowiliśmy z zespołem pozostać w bezpiecznych namiotach i kolejnego dnia zejść do base campu (obozu głównego - red.)" - czytamy w oświadczeniu.

Według Bąka, Bladyko z nim spała w namiocie. "Uzupełniliśmy płyny, trochę podjedliśmy, nawet zebrało się na żarty i poszliśmy spać. Nic nie zapowiadało tragedii" - relacjonuje lider wyprawy.

"Nad ranem obudziły nas nawoływania Szerpów z drugiego namiotu, że pora wstawać. Piotrek [Kalinowski, członek wyprawy - red.] spał w środku, ale nie zauważyłem Rity. Powiedział, że wyszła za potrzebą jakiś czas temu. Kiedy wychyliłem się z namiotu, dostrzegłem ją tuż obok. Wyglądała tak jakby spała, skulona w kucki. Musiała na sekundę usnąć i to wystarczyło. Była zamarznięta. Wydarliśmy ją górze, a i tak góra postawiła na swoim..." - pisze Bąk.

W tym momencie zespół schodzi do Samagaonu na wysokości 3800 m. Zbigniew Bąk poinformował ponadto, że zostanie w obozie głównym do czasu załatwienia wszelkich spraw związanych z wyprawą.

Odpowiedź Gorzkowskiej

Na zamieszczone na Facebooku oświadczenie lidera wyprawy odpowiedziała Małgorzata Gorzkowska:

"Zbysiu, czytaj dokładnie, co ja piszę, bo są to fakty od momentu, kiedy spotkaliśmy Ritę idącą w górę powyżej czwórki, skłaniającą się na nogach. Zawróciliśmy ją, ponieważ nie wiedziała, gdzie jest i miała inne problemy ze świadomością, co potwierdzają wszystkie osoby będące cały czas obok - jej szerpa, Pemba Szerpa, Lakpa Dendi (Elite Himalaya), Stefi Troguet (Elite Himalaya) i ja.

W tym zespole zaciągaliśmy Ritę do C4. Wszystko jest udokumentowane. W międzyczasie dzwoniłam do Tashi Sherpa, szefa bazy z Radia i powiedziałam, że stan Rity jest tak poważny, że trzeba ją ściągać niżej i niżej. Tashi powiedział, żeby w C4 dać jej tlen, herbatę i okryć ją, a następnie, że wyśle ekipę, żeby ściągać ją niżej. Pierwszych czynności dopilnowałam w C4 i potem, mając świadomość, że jest już w opiece sama z Szerpą, zaczęłam schodzić. Z Tashim była też mowa o helikopterze, ale niestety wczoraj potwierdzono, że nie było na to warunków. Tyle z moich faktów związanych z Ritą, więc gdzie tu coś nie tak?".


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy