Reklama

Reklama

SLD nie chce referendum. "Kukiz nie wie, o czym mówi"

SLD zaapelował w czwartek o wycofanie referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych. "Kukiz nie wie, o czym mówi" - ocenił Dariusz Joński. Politycy Sojuszu chcą też poznać stanowisko prezydenta elekta Andrzeja Dudy. W ocenie konstytucjonalisty prawo nie przewiduje możliwości wycofania referendum.

Referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, finansowania partii i zasady dotyczącej prawa podatkowego zaproponował prezydent Bronisław Komorowski dzień po pierwszej turze wyborów. Potem zgodę na referendum wyraził Senat. Wniosek wrócił już do prezydenta, który ma podpisać postanowienie o zarządzeniu referendum.

Kancelaria Prezydenta informuje, że decyzji Bronisława Komorowskiego można spodziewać się w ustawowym terminie.

Referendum miałoby się odbyć 6 września, więc - jak wynika z przepisów - postanowienie musi zostać opublikowane w Dzienniku Ustaw najpóźniej 9 czerwca.

Reklama

SLD stoi na stanowisku, że jednomandatowe okręgi wyborcze osłabiłyby polską demokrację, ponieważ sprawiłyby, że w polskim parlamencie zasiadaliby przedstawiciele dwóch partii. Sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski na konferencji prasowej zorganizowanej w czwartek przed siedzibą PiS w Warszawie mówił, że JOW-y doprowadzą do utrwalenia podziału Polski na konserwatywną część wschodnią i liberalną zachodnią.

Głosy Polaków wyrzucone do kosza

To, do czego prowadzi - w jego ocenie - ordynacja większościowa, najlepiej pokazuje sytuacja w Senacie, gdzie "nikt poza PO i PiS nie ma nic do powiedzenia". Wybory do Senatu od 2011 r. odbywają się w jednomandatowych okręgach wyborczych.

Według Gawkowskiego gdyby wybory do Sejmu z 2011 r. odbyły się w okręgach jednomandatowych, to 307 mandatów otrzymałaby PO, 150 PiS, 3 mniejszość niemiecka. "Prawie 5 milionów głosów Polaków zostałoby wyrzucone do kosza. Wszyscy, którzy głosowali na PSL, Twój Ruch, na inne siły, w tym SLD, nie mieliby żadnej reprezentacji w parlamencie" - przekonywał.

Rzecznik SLD Dariusz Joński zaapelował do prezydenta elekta Andrzej Dudy o wycofanie referendum. Mówił, że wycofać się z referendum mógłby także prezydent Komorowski, który - jak przypomniał rzecznik Sojuszu - tuż po drugiej turze, w której przegrał z Dudą, wycofał projekt ustawy umożliwiający przechodzenie na emeryturę po 40 latach pracy.

Referendum ogólnokrajowe w ocenie Jońskiego powinno być zarządzane "w sprawach naprawdę istotnych" - jak reforma emerytalna. Zdaniem rzecznika SLD referendum w sprawie JOW-ów to będzie "wyrzucenie 100 mln zł w błoto".

"Inicjatywa jest sprzeczna z konstytucją"

Dyrektor prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek poinformowała, że wniosek ws. referendum wrócił już z Senatu do Kancelarii Prezydenta. Jak podkreśliła, decyzji prezydenta Komorowskiego można spodziewać się w ustawowym terminie. Dodała, że podobnie jak w przypadku ustaw, prezydent ma czas podpisanie wniosku, co zakończy proces legislacyjny.

Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak powiedział, że senatorowie PiS nieprzypadkowo nie wzięli udziału w głosowaniu nad wnioskiem o referendum. - Dominują opinie prawne, że ta inicjatywa jest sprzeczna z konstytucją - podkreślił.

Zapytany czy Andrzej Duda już jako urzędujący prezydent mógłby wycofać referendum, zaznaczył, że sprawa nie jest jednoznaczna. "Są głosy, które mówią, że jest to możliwe i głosy, które mówią, że nie jest to możliwe. Nie ulega żadnej wątpliwości, że intencja odchodzącego prezydenta podpisania referendum to była kampania wyborcza" - powiedział Błaszczak. "Trzeba najpierw zasięgnąć opinii ekspertów w tej sprawie, czy takie posunięcie jest możliwe" - dodał.

"Kukiz nie wie, o czym mówi"

Sam Duda wielokrotnie mówił podczas kampanii, że jest otwarty na rozmowę o JOW-ach.

Wprowadzenie JOW-ów było głównym hasłem kandydata na prezydenta, muzyka Pawła Kukiza, który w pierwszej turze wyborów zdobył 20,8 proc. głosów. W ocenie Jońskiego "Kukiz nie wie, o czym mówi", bo sam startując w wyborach do parlamentu, miałby problem z dostaniem się do Sejmu w ramach ordynacji większościowej.

W ocenie konstytucjonalisty dr. Ryszarda Balickiego prawo nie przewiduje możliwości wycofania referendum, jednak - jak powiedział PAP  - "zawsze pozostaje kwestia, czy podmiot, który ma kompetencje do określonego działania, może to swoje działanie odwołać".

"Takie rozważanie kiedyś prowadził Trybunał Konstytucyjny w odniesieniu do uprawnienia prezydenta do powołania przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Trybunał uznał, że w kompetencji do powołania mieści się też kompetencja do odwołania" - mówił PAP konstytucjonalista.

"Ale w przypadku zarządzenia referendum sytuacja jest szczególnie skomplikowana, bo to nie jest wyłącznie kompetencja prezydenta" - zauważył. "Mógłbym sobie wyobrazić, że prezydent wycofuje postanowienie o zarządzeniu referendum, jednak w naszym systemie na to referendum zgodę musi też wyrazić Senat" - dodał dr Balicki.

W jego ocenie tym bardziej trudne byłoby do zaakceptowania podjęcie takiego działania przez Andrzeja Dudę po zaprzysiężeniu 6 sierpnia - w toku kampanii referendalnej.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy