Reklama

Reklama

Sławomir Nitras: Konkordat jest archaizmem, powinien być wypowiedziany

Poseł KO Sławomir Nitras podczas Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie opowiedział się za "jednostronnym wypowiedzeniem konkordatu przez Polskę". Jego zdaniem jest to "archaizm", bo prawa w Polsce gwarantuje konstytucja, a przywileje Kościoła katolickiego są "nienależne".

Podczas niedzielnego panelu Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie rozmawiano o tym, "jak powinny wyglądać relacje państwo-Kościół w XXI wieku?". Prowadząca dyskusję Aleksandra Pawlicka - przedstawiając posła KO - powiedziała, że jest on autorem alternatywnego tytułu tej debaty, który brzmi "opiłowywanie katolików".

Nawiązała w ten sposób do słów Nitrasa podczas ubiegłorocznej edycji Campusu, które odbiły się szerokim echem. Chodziło o jego wypowiedź o przywilejach Kościoła, które można by - jak mówił - "opiłować" i ukarać Kościół za sojusz z władzą odebraniem pewnych przywilejów.

Reklama

"Konkordat z Kampanią Przeciw Homofobii"

Nitras mówił tym razem, że na początku lat 90., gdy zawierano konkordat ze Stolicą Apostolską, była zupełnie inna atmosfera niż dzisiaj. Przypomniał, że państwo odcinało się wówczas od przeszłości komunizmu i gwarantowało katolikom po latach prześladowań prawa i wolność religijną. Jak stwierdził, dzisiaj jest to archaizm, bo każdy ma w Polsce takie prawa.

- Pytanie moje jest takie, czy państwo polskie jest w stanie zawrzeć konkordat umowny z tymi, którzy są dzisiaj prześladowani? Bo historia zatoczyła pewne koło i dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją, w której to Kościół jest opresyjny. To Kościół dzisiaj ogranicza prawa jednostki - przekonywał polityk KO.

- Dzisiaj, kiedy podważa się choćby prawa mniejszości seksualnych, czy jesteśmy w stanie choćby zawrzeć konkordat z KPH (Kampanią Przeciw Homofobii - red.), który gwarantuje, że państwo polskie będzie pilnować, aby np. Kościół czy w kościołach nie odbierać praw jednostki, nie piętnować, nie mówić, że oni nie są ludźmi (...) - pytał Nitras.

W ocenie posła KO archaizmem są również pewne przywileje finansowe i prawne Kościoła katolickiego. Porównał je do kości ogonowej, "którą nie wiadomo po co mamy, bo nie mamy już ogona". - My mamy z jakimś państwem watykańskim ustalać, jakie są dni wolne w Polsce?! - pytał, zwracając się do uczestników Campusu.

"Zawsze widziałem w Kościele pewien autorytet"

Jak mówił Nitras, nie jest potrzebne gwarantowanie w umowie z Watykanem m.in. tego, że każda niedziela jest wolna. - My mamy już takich polityków w Polsce, którzy mówią, że piątki mają być wolne - zauważył.

Nitras odniósł się też do - jak mówił - często nieformalnych relacji między państwem a Kościołem. Przypomniał, że w PRL-u sprawa nominacji biskupich była przedmiotem negocjacji między państwem a Kościołem. - Ale dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją, że to biskupi wojewodów wybierają - ocenił.

Poseł zastrzegł, że nie jest "wojującym antykatolikiem". Deklarował, że jest katolikiem i może nie chodzi do kościoła, ale codziennie się modli rano i wieczorem. - Ale ja zawsze widziałem w Kościele pewien autorytet, pewną moralną postawę. Dzisiaj jej nie widzę - stwierdził, dodając, że m.in. konkordat popsuł te relacje.

- Uważam, że w Polsce konkordat jest archaizmem i powinien być jednostronnie przez Polskę wypowiedziany. Bo tam wszystko jest w konstytucji. Prawa są gwarantowane w konstytucji, a przywileje są po prostu nienależne, żeby nie powiedzieć, że są do opiłowania - oświadczył Nitras.

"Byłbym raczej za renegocjacją konkordatu"

Do słów polityka o potrzebie zawarciu umownego konkordatu z Kampanią Przeciw Homofobii odniósł się były rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Przyznał, że rozumie prowokacyjny charakter tego stwierdzenia, ale nie może się z nim zgodzić, bo to konstytucja ma gwarantować prawa każdej organizacji społecznej, która chce w Polsce działać. Jak dodał, KPH szczęśliwie może w Polsce działać, a słowa Nitrasa odbiera jako deklarację ze strony jednej z głównych partii opozycyjnych, że będzie ona bardzo mocno wspierała wszystkie organizacje LGBT+.

- Jeżeli słyszę, że władza ma zawrzeć konkordat z KPH, to ja bym wolał usłyszeć, że plan jest taki, żeby przyjąć przynajmniej ustawę o związkach partnerskich, o uzgodnieniu płci oraz zmienić Kodeks karny w kontekście mowy nienawiści - oświadczył były RPO, na co młodzież na sali zareagowała brawami.

Bodnar powiedział, że uważa, iż obecnie istnieje bardzo głęboki wpływ Kościoła na nasze życie publiczne, powiązanie interesów Kościoła z interesami politycznymi, nadmierne finansowanie instytucji kościelnych i budowanie struktury państwa opierającej się na silnej unii, w której są "różne zyski i wzajemne korzyści pomiędzy partią rządzącą a Kościołem katolickim".

- Czasami mam wrażenie, że łatwo znajdujemy hasła klucze, typu właśnie wypowiedzenie konkordatu, a nie zastanawiamy się, co zrobić, aby ograniczyć wpływy Kościoła katolickiego na różnych poziomach - dodał.

- Ja byłbym raczej za renegocjacją konkordatu, może nie od razu wypowiedzeniem, tylko raczej zastanowieniem się, które postanowienia są wadliwe, co więcej niektóre z nich są nawet - można powiedzieć - wręcz sprzeczne wprost z ideą rozdzielenia Kościoła od państwa - powiedział Bodnar.

"Państwo łamie konkordat"

Z kolei wiceprezes PSL, posłanka Urszula Pasławska mówiła, że stawiałaby raczej na "uporządkowanie, stworzenie takiego modelu, który po prostu jest zapisany w konkordacie". Dodała, że państwo powinno pilnować wolności religijnej, tzn. nie ingerować w nią ani negatywnie, ani pozytywnie.

- Ja jestem przeciwniczką likwidacji konkordatu, ponieważ on jest co do zasady wynegocjowany i sprawdzał się przez wiele lat. Natomiast czym innym jest przestrzeganie prawa przez państwo polskie, bo to państwo, angażując Kościół i księży, łamie konkordat - stwierdziła.

Również poseł koła Polskie Sprawy Zbigniew Girzyński ocenił, że warto, aby umowa między państwem a Kościołem pozostała po to, żeby te relacje były uregulowane.

- Kwestią drugą jest to, jak w praktyce niektóre zapisy konkordatu są realizowane czy traktowane. Mamy w Polsce, niestety od wielu lat, do czynienia z sytuacją, że litera prawa swoje, a praktyka polityczna swoje. To nie dotyczy jedynie konkordatu, ale wielu elementów - zauważył parlamentarzysta.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy