Reklama

Reklama

Skazany za zabicie pięciorga bliskich złożył kasację do SN

Obrońca Dariusza P. z Jastrzębia-Zdroju, skazanego na dożywocie za zabicie żony i czworga dzieci, złożył kasację do Sądu Najwyższego. Prawomocny wyrok w tej sprawie zapadł w styczniu br. przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach.

Zarówno sąd I, jak i II instancji nie miał wątpliwości, że w maju 2013 r. Dariusz P. podpalił swój dom. Zginęła w nim żona i czworo dzieci P., ocalał jedynie najstarszy syn. Według sądu, P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Został zatrzymany i aresztowany w marcu 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób oraz usiłowanie zabójstwa szóstej. Zgodnie z prawomocnym wyrokiem, o warunkowe zwolnienie mężczyzna będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 35 latach.

Zdaniem obrony, sprawa nie została dokładnie przez sąd wyjaśniona. Fakt złożenia kasacji potwierdził PAP mec. Eugeniusz Krajcer. W trakcie procesu przekonywał, że opinie biegłych, którymi posiłkował się sąd - zwłaszcza z zakresu pożarnictwa - są nierzetelne. Według obrony, w domu P. mogło dojść do przypadkowego pożaru.

Reklama

Sąd apelacyjny, który rozpoznawał odwołania od wyroku Sądu Okręgowego w Gliwicach podkreślił, że choć sprawa miała charakter poszlakowy, wina oskarżonego nie budzi wątpliwości - łańcuch poszlak jest nierozerwalny. Sąd nie uwzględnił zarówno apelacji adwokata P., który domagał się uniewinnienia lub nowego procesu, jak i prokuratury, która chciała niewielkiej tylko korekty wyroku.

Tragedia z 2013 roku

Do tragedii doszło nocą 10 maja 2013 r. Powierzchnia pożaru była niewielka - ok. 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze domu jednorodzinnego, paliły się część schodów i szafa. W wyniku pożaru zmarło pięć osób, ocalał tylko najstarszy syn.

Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka P., a czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju.

Nieprawomocny wyrok zapadł w grudniu 2016 r. przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Sąd nie miał wątpliwości, że P. podłożył nocą ogień w kilku miejscach. Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, ułożył rząd poduszek z mebli ogrodowych. Aby zasugerować przypadkowy pożar, przeciął kabel zasilający, obok przewodu ułożył truchło myszy.

Tuż przed ceremonią pogrzebową najbliższych wysyłał do siebie sms-y, sugerując, że pochodzą od rzekomego podpalacza. Biegli rozpoznali u P. osobowość psychopatyczną, wskazali m.in. na płytkość uczuć i wymuszony płacz, łatwość wysławiania się, powierzchowny urok, egocentryzm i brak wyrzutów sumienia.

Szafarz w parafii

P. przez wiele lat był szafarzem w miejscowej parafii.

Według oskarżenia, P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia. Oskarżony, który miał poważne długi, zawarł liczne umowy ubezpieczeń majątkowych i osobistych. Sąd wskazał także na inny motyw - P. chciał się też uwolnić od rodziny, a pieniądze, które uzyskałby z odszkodowań, byłyby jedynie środkiem do realizacji i korzystania z tej wolności.

W trakcie śledztwa u P. znaleziono książkę pt. "Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne", która prawdopodobnie pomagała mu symulować chorobę i uniknąć kary w dwóch wcześniejszych sprawach karnych - biegli uznali go wtedy za niepoczytalnego.

Oskarżony konsekwentnie nie przyznawał się do zabójstwa, choć przyznał, że próbował skierować śledztwo na fałszywe tory. Twierdził, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru, a on sam w tym czasie był w innym miejscu, w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble.

Reklama

Reklama

Reklama