Sikorski odpowiada ws. wizyty prezydenta. "Skorumpowani klienci Putina"
Szef MSZ Radosław Sikorski ostro odniósł się do słów szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza, które padły w programie "Graffiti". Określił on jego interpretację oczekiwań rządu wobec prezydenta jako "bzdurę". To kolejna odsłona sporu wokół wizyty Karola Nawrockiego na Węgrzech.

W skrócie
- Radosław Sikorski skrytykował interpretację Marcina Przydacza dotyczącą oczekiwań rządu wobec prezydenta w kontekście polityki zagranicznej.
- Po wizycie Karola Nawrockiego na Węgrzech pojawiły się zarzuty wobec prezydenta o wsparcie premiera Orbana.
- Marcin Przydacz stwierdził, że w jego ocenie to rząd otwarcie popiera jednego z kandydatów na Węgrzech, a wizyta Nawrockiego nie była wyrazem przedwyborczego poparcia.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Radosław Sikorski napisał, że "oczekiwaniem MSZ jest nieingerowanie prezydenta RP w wybory w innych krajach na rzecz skorumpowanych klientów Putina", odnosząc się do wcześniejszych słów Marcina Przydacza w programie "Graffiti" w Polsat News.
W wywiadzie Przydacz podkreślał, że relacje Polski z Węgrami nie powinny być zrywane, mimo różnic w podejściu do Rosji. - Rozumiem, że oczekiwaniem obozu liberalnego w Polsce byłoby kompletnie zerwać jakiekolwiek relacje z Węgrami (...). W temacie rosyjskim - jasno, twardo. W innych tematach - trzeba szukać pola do współpracy - mówił.
Nawrocki krytykowany za wizytę na Węgrzech. Przydacz broni prezydenta, "Sikorski i Tusk mają problem"
Przypomnijmy, że po poniedziałkowej wizycie Karola Nawrockiego na Węgrzech rząd zarzuca prezydentowi, że ten wsparł Orbana, który w kampanii nie stroni od krytycznej wobec Kijowa retoryki, a w środę poinformował o wstrzymaniu dostaw gazu do Ukrainy.
Przydacz w innych fragmentach wywiadu odniósł się też do podniesionego przez Sikorskiego zarzutu o ingerowanie w wybory. Według sekretarza stanu to rząd otwarcie popiera jednego z kandydatów, co ma być krótkowzroczne.
- Pan Donald Tusk bardzo mocno zaingerował w wyborach na Węgrzech, wskazując jednego, konkretnego kandydata. A jeśli ten kandydat przegra? To jak będzie chciał układać relacje na przyszłość? - pytał w "Graffiti" szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej.
Polityk stwierdził, że wizyta prezydenta Karola Nawrockiego na Węgrzech nie była wyrazem przedwyborczego poparcia dla Fidesz. - Prezydent Nawrocki słowem nie zająknął się o temacie wyborczym - powiedział polityk.
- To raczej Sikorski i Tusk mają problem, bo tak mocno opowiadają się po jednej stronie barykady, że z drugą nie potrafią ułożyć relacji. Tak samo z Amerykanami. Tak bardzo krytykowali Trumpa i chwalili obóz demokratyczny, że dziś nie mają wejścia do Białego Domu - podsumował.












