Sikorski ma się rozmówić z ambasadorem USA w sprawie Ziobry. Rząd czuje się oszukany
- Niby masz bliskiego, strategicznego sojusznika, a okazuje się, że nawet w relacjach dwustronnych nie możesz mu ufać - mówi Interii osoba z rządu o wyjeździe Zbigniewa Ziobry do USA i postawie Amerykanów w tej sprawie. Z naszych informacji wynika, że Donald Tusk jest wściekły na Waldemara Żurka.

- Było wielkie zaskoczenie - jeden z ważnych ministrów opisuje Interii, jak po weekendzie przyjęto w rządzie informację o ucieczce Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych. - Nastroje są mocno średnie. Delikatnie mówiąc - dodaje inny z członków rządu, którego pytamy o sprawę.
Chociaż o możliwej ucieczce Ziobry z Węgier do Ameryki spekulowano medialnie i w politycznych kuluarach od kilku tygodni, to - jak dowiaduje się Interia - w Kancelarii Premiera panowało przekonanie, że sprawa jest pod kontrolą. Ministrowie mieli zapewniać szefa rządu, że jeden z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości schronienia za Atlantykiem nie znajdzie.
Tusk (znów) się wściekł. "Szczególnie na Waldka"
- Przecież Radek Sikorski mówił na Radzie Ministrów przy wszystkich, że nie będzie żadnych ustępstw i Amerykanie go nie przyjmą. On tego nie mówił w kuluarach, on to mówił do wszystkich ministrów - przypomina bliski współpracownik premiera.
Sikorski miał otrzymać gwarancję od ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce Thomasa Rose'a, że Amerykanie nie zamierzają oferować schronienia Zbigniewowi Ziobrze. Powiedział o tym nawet publicznie na antenie RMF FM: - Pan ambasador Rose zapewnia, że nie ma takich planów ze strony Stanów Zjednoczonych.
W podobnym tonie premiera uspokajał minister sprawiedliwości. Jak mówi nam jeden z członków rządu,Waldemar Żurek "zapewniał Tuska, że w sprawie Ziobry jest dogadany, że wszystko wie, że Orban nie ma żadnych wpływów w Stanach Zjednoczonych". - A tu d... blada, okazało się, że to wszystko ściema - irytuje się nasz rozmówca. I dodaje: - Nie wiemy skąd taka nagła zmiana, ale wiemy, że premier jest ostro wkurzony. Szczególnie na Waldka.
Inny z naszych rozmówców z rządu potwierdza, że nad ministrem sprawiedliwości zbierają się czarne chmury: - Tuskowi kończy się cierpliwość do Żurka. Kierownik nigdy nie patrzy na drogę do celu, tylko na sam cel. A tu cele nie są osiągane.

11 maja szef rządu spotkał się z kluczowymi ministrami, żeby omówić drastyczny zwrot akcji w sprawie Ziobry. Osoby znające przebieg tej narady mówią Interii, że Tusk nie krył się ze swoim niezadowoleniem.
Dwa problemy Tuska w sprawie Ziobry
Jak słyszymy od naszych rozmówców z rządu, Donalda Tuska w całej sytuacji szczególnie irytują dwie kwestie.
Pierwsza to bardzo poważne nadszarpnięcie relacji z Amerykanami, naszym strategicznym sojusznikiem i ważnym gwarantem polskiego bezpieczeństwa. - Ta kwestia bardzo denerwuje premiera - mówi jedno z naszych źródeł. Inna osoba dodaje, że sprawa Ziobry "wystawia na próbę nasze stosunki z Amerykanami". - Niby masz bliskiego, strategicznego sojusznika, a okazuje się, że nawet w relacjach dwustronnych nie możesz mu ufać - tłumaczy polityk.
Nie wiemy skąd taka nagła zmiana, ale wiemy, że premier jest ostro wkurzony. Szczególnie na Waldka Żurka
Druga sprawa to konsekwencje na krajowym podwórku. Kwestia rozliczeń poprzedniej ekipy rządzącej to oczko w głowie twardego elektoratu obozu władzy, zwłaszcza Koalicji Obywatelskiej. Z kolei Zbigniew Ziobro jest bezsprzecznym numerem jeden na ich liście polityków PiS-u, których pociągnięcia do odpowiedzialności oczekują od rządu Tuska. Do tej pory efekty rozliczeń były mocno niezadowalające, dlatego Tusk wymienił Adama Bodnara na Waldemara Żurka. Ucieczka Ziobry do Stanów Zjednoczonych oznacza, że Żurek niemal na pewno nie dowiezie jednego z głównych zadań, które postawił przed nim Tusk.
- W kampanii wyborcy na 100 proc. będą nas o tego Ziobrę ostro grillować - przewiduje jeden z ministrów, którego pytamy o polityczne konsekwencje ucieczki Ziobry. - Główne rozliczenia, których chcą nasi wyborcy, to Ziobro i Obajtek. I ludzi nie obchodzą te wszystkie historie sądowo-prawne. Ich obchodzi efekt końcowy, ma być skutecznie - podkreśla polityk.
Sikorski z bojowym zadaniem
Co teraz z tematem Ziobry zrobi rząd? Komunikacyjnie sprawa wygląda jasno. Od jednego z ministrów słyszymy, że "uciekający Ziobro pokazuje ludziom, że jest coś na rzeczy, że czegoś się boi". - To PiS jest w defensywie, bo jeden z ich czołowych polityków ucieka po całym świecie, bojąc się sprawiedliwości. To jest dla nich kłopot - zauważa nasz rozmówca.
Oficjalną linią rządu ma być to, że polskie państwo nie ustępuje i nie ustąpi w ściganiu Ziobry i dążeniu do postawienia go przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Jak słyszymy, prawdopodobnie rządzący zechcą też wrzucić kamyczek do ogródka prezydenta. - Gra komunikacyjna będzie taka, że premier wyśle prezydenta i powie: załatw to, skoro masz tak dobre relacje z Amerykanami. Wiadomo, że on tego nie zrobi, ale chodzi o grę, o emocje, które powstaną - mówi Interii osoba znająca kulisy rządowych planów.
Co do meritum, w rządzie są jednak realistami. Jeśli Donald Trump otoczył Ziobrę parasolem ochronnym, to Polska nie jest w stanie wiele zdziałać. I to pomimo faktu, że Waszyngton przedstawia nas jako modelowego sojusznika, a z Amerykanami łączą nas chociażby kontrakty zbrojeniowe na dziesiątki miliardów dolarów.

To może jednak nie wystarczyć. Zwłaszcza, że Amerykanie mają w ręku jeszcze mocniejsze karty: są gwarantem polskiego bezpieczeństwa, a kwestia amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce to fundament naszej doktryny obronnej i element polskiej racji stanu. - Dzisiaj realnie nie widzimy możliwości, żeby z Amerykanami coś w sprawie Ziobry wskórać. Żurek też tej możliwości nie widzi - wzrusza ramionami jeden z najważniejszych polityków obozu władzy.
Kluczowe pytanie, które zadają sobie obecnie w rządzie, brzmi: ile dla Trumpa, bądź co bądź rasowego biznesmena, warty jest Ziobro. Strona polska nie ma nie odpowiedzi. Ale będzie chciała to zmienić. - Nikt nie wie, jak wysoko Trump wycenia Ziobrę. To będzie musiał wybadać Radek (Sikorski - przyp. red.) - mówi nam jeden z ministrów.
Pierwszym krokiem w sondowaniu Amerykanów ma być rozmowa z ambasadorem Thomasem Rosem, który dopiero co wprowadził MSZ i cały rząd w błąd. - Radek dostał zadanie, żeby rozmówić się z nim w tej sprawie - słyszymy w rządzie.












