Sebastian M. składa wyjaśnienia. "Nienawidzi mnie cała Polska"
- Na początek chciałem powiedzieć, że nie przyznaję się do popełnienia zarzucanych mi czynów - powiedział w czwartek przed sądem Sebastian M., oskarżony o spowodowanie wypadku na autostradzie A1, w którym zginęło małżeństwo i ich pięcioletni syn. - Od 2,5-roku nienawidzi mnie cała Polska - dodał podczas składania wyjaśnień. - Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru - stwierdził.

- Wyjaśnienia chciałem zacząć od tego, czemu składam je dopiero teraz. Po przesłuchaniu wszystkich świadków i przedstawieniu przeze mnie i przez mojego obrońcę wszystkich wątpliwości dotyczących materiału dowodowego w sprawie - wyjaśnił Sebastian M.
Oskarżony stwierdził, że "od ostatniego 2,5-roku nienawidzi go cała Polska".
- Zresztą nie tylko mnie, ale także członków mojej rodziny. Politycy obu rządzących w tym czasie frakcji politycznych urządzali konferencje na mój temat. Deklarowali, że za wszelką cenę, osobistymi staraniami ściągną mnie do kraju oraz ogłaszali mnie publicznie winnym zarzucanego mi czynu w niewybrednych słowach - powiedział M.
Sebastian M. ocenił, że "tak jest do dziś". - Politycy, dziennikarze, internauci nazywają mnie mordercą, domagając się dla mnie kary nawet znacznie surowszej niż ta przewidziana w kodeksie karnym za zarzucany mi czyn zabroniony - dodał.
- Nie wierzę w bezstronność i rzetelność prokuratury w wyjaśnieniu tej sprawy - zaznaczył oskarżony.
Wypadek na A1. Sebastian M.: Nie jechałem z prędkością zbliżoną do 300
Następnie Sebastian M. przeszedł do opisu samego zdarzenia. - Nie jechałem z prędkością zbliżoną do 300 kilometrów na godzinę, tego jestem pewien. Jestem pewny że do zdarzenia doszło na lewym pasie, a nie środkowym - powiedział, podkreślając, że "był jedyną trzeźwą osobą w samochodzie" dlatego, gdy tylko minął pierwszy szok, zaczął udzielać pomocy pasażerom.
- Gdy wysiadłem z auta zobaczyłem słup ognia, wziąłem gaśnicę i podałem Patrykowi (pasażer samochodu Sebastiana M.), żeby pobiegł do drugiego auta, sam zostałem przy Arku (drugi pasażer), który powoli odzyskiwał świadomość. (...) Przy drugim samochodzie widziałem dwa pojazdy, ludzie szybko się zatrzymywali i próbowali ugasić pożar, ale ogień był zbyt silny - opisywał.
M. opisywał, że obecny na miejscu zdarzenia strażak kazał jemu i pasażerom przejść za bariery autostrady, usiąść i oprzeć się o ekrany energochłonne. - Stałem, nie mogłem usiąść. Po jakimś czasie przyjechały karetki pogotowia. Sam odmówiłem pomocy - przekonywał.
Sprawa Sebastiana M. "Miałem dwa wyjścia"
Oskarżony opisywał, że po przyjeździe policji udał się na badanie trzeźwości. - Wynik był oczywiście negatywny - dodał.
M. wyjaśnił także wątek wyjazdu za granicę tuż po wypadku. - Wyjechałem w wiele miesięcy wcześniej zaplanowanych celach firmowych. Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru - stwierdził.
- Wiedziałem, że nie spowodowałem tego zdarzenia, więc nie czułem się winny śmierci tych osób. Samo zdarzenie było dla mnie ogromną tragedią, nie było mi obojętne. Miałem dwa wyjścia: zamknąć się na świat i myśleć o tym, co się stało, czytając jednocześnie co ludzie piszą na mój temat (...) albo wyprzeć te myśli i realizować obowiązki zawodowe - dodał, mówiąc, że "każdy człowiek inaczej radzi sobie ze stresem".
Oskarżony podkreślił, że wbrew wszelkim informacjom "przebywał w hoteli (w Dubaju) pod własnym nazwiskiem".
Tragedia na A1. Rodzina ofiar: Życie się dla nas jak gdyby zatrzymało
W wypadku, o spowodowanie którego oskarżony jest Sebastian M. zginęło małżeństwo i ich pięcioletni syn.
- Tamtego wieczoru ten człowiek tak naprawdę to zabił trzy rodziny. My funkcjonujemy, my się staramy funkcjonować, ale tak naprawdę, to co to za życie teraz? Życie się dla nas jak gdyby zatrzymało - mówiła matka nieżyjącej kobiety w rozmowie z portalem o2.pl.
Bliscy ofiar stwierdzili, że na sali sądowej "spotyka ich tylko szyderstwo". Ani oskarżony ani jego rodzina nigdy nie próbowali nawiązać z nimi kontaktu.
- Codziennie jesteśmy na cmentarzu. Rozmawiamy z dziećmi, mówimy im, że jedziemy na rozprawę. Oni się sami nie obronią, my jesteśmy im to winni. To nam daje chyba tę siłę - podkreślili.
Rodzina zmarłych podkreśla, że cały proces jest dla nich bardzo trudnym doświadczeniem. - Cierpimy przede wszystkim dlatego, że pan (Sebastian M.) albo nie rozumie, co się stało, albo co gorsza rozumie doskonale, ale nie potrafi jako dorosły mężczyzna wziąć na swoje barki jakiejkolwiek odpowiedzialności - mówiła matka nieżyjącej kobiety w sądzie. - Nawet teraz mamy wrażenie, że zarówno do oskarżonego, jak i do jego rodziny nie dociera, co się tak naprawdę stało - dodała.
We wrześniu 2023 r. w zderzeniu BMW z Kią na autostradzie A1 pod Piotrkowem Trybunalskim zginęły trzy osoby - małżeństwo z 5-letnim synem. O spowodowanie tego wypadku oskarżony jest Sebastian M. Od początku procesu oskarżony milczał, korzystając z prawa do odmowy składania wyjaśnień.














