Reklama

Reklama

Schetyna: Rząd to crème de la crème PiS-u. Dajemy mu 100 dni

"W rządzie Beaty Szydło znalazły się najtwardsze i najtrudniejsze nazwiska" - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM szef MSZ Grzegorz Schetyna. Jego zdaniem, nowy rząd to "crème de la crème PiS-u". "Opozycja będzie miała dużo do zrobienia" - dodaje Schetyna. Jego zdaniem, jeśli Polska ma być krajem normalnym, chroniącym wolności i dorobek 26 lat, to nowy rząd "jest zagrożeniem". "Będą mieli 100 dni, przedstawią expose, a potem będziemy się nimi zajmować" - mówi odchodzący minister.

Konrad Piasecki: Patrzy pan na rząd i już wie, że PO będzie wobec niego opozycją totalną?

Grzegorz Schetyna: Konstruktywną, pełną, jedyną dużą, która da gwarancję, że nic złego w Polsce nie będzie się działo.

Synonimem słowa pełna jest czasami słowo totalna. Wobec czego aż tak to nie?

- Jak myślę, że coś jest totalne to myślę o futbolu holenderskim z lat 70-tych.

A tak, to wiem, że drużyna PO ma być taka jak reprezentacja Holandii z lat 70-tych. Ale wciąż nie jest.

- No właśnie. To wtedy będziemy w opozycji totalnej.

Reklama

Rzecznik rządu mówi: jest przerażająco. Pan też drży?

- najtwardsze, najtrudniejsze nazwiska których nikt nie był sobie w stanie wyobrazić, że wszyscy w pakiecie znajdą się w tym rządzie.

O których nazwiskach pan mówi? Macierewicz, Ziobro, Kamiński?

- One są symboliczne. Tak, tak.

One wprawiają pana w drżenie?

- Nie, nie drżę. Ale jest rzeczywiście crème de la crème PiS-u, PC, IV RP 2005-2007.

Ale to źle, czy dobrze?  

- To zależy od tego, co ma być na końcu tego procesu. Co ma być za 4 lata, jak ma Polska wyglądać i do czego dążymy. Jeżeli ma być kraj normalny, chroniący wolności i dorobek 26 lat a także tych ośmiu ostatnich to jest to oczywiście zagrożenie.

Ale przyzna pan, że z punktu widzenia praktyki politycznej, to że wchodzą do rządu ludzie twardzi, crème de la crème - jak pan mówi - PiS to dobrze, bo to będzie silny rząd dzięki temu. A lepszy rząd silny niż słaby.

- Wygrali wybory. Ja szanuję wyroki demokracji i wszyscy się tego nauczyliśmy . I już. ten rząd będzie miał sto dni tak jak każdy, będzie miał czas żeby przedstawić ekspose jego premier a potem będziemy się tym zajmować.  

Znaczy mówi pan będzie miał sto dni spokoju ze strony opozycji?

- Zawsze tak jest. Są pewne zasady, które chronimy i które traktujemy elementarne. I zawsze tak było.

Czyli przez sto dni nie będziecie krytykować a po stu dniach...

- ... dokładnie tak będzie...

... pełna i totalna krytyka a przynajmniej ocena.

- Szczególnie jak ja widzę ostatnie aktywności tego zespołu to widzę, że będzie czym się zajmować. Opozycja będzie miała tutaj dużo do zrobienia.

A gdzie szczególnie pan widzi takie aktywności, które pana niepokoją?

- Np. bałagan ostatnich dni związany z różnymi kwestiami.

A to o tym bałaganie jeszcze za chwilę, tylko kończąc wątek rządowy: zadzwonił pan z gratulacjami do Waszczykowskiego. Już jakiś kontakt mieliście ze sobą?

- Nie, nie. Na razie on jest zaangażowany tutaj na Nowogrodzkiej w przyjmowaniu dyspozycji odnośnie funkcjonowania...

... ale cieszy pana, że to on? Czy umiarkowanie?

- Znamy się od lat. I funkcjonowaliśmy razem w prezydium komisji spraw zagranicznych. Także zna też budynek, zna MSZ.

Znajomość budynku ważna sprawa.

- Nie no. Mówię, że nie jest osobą kompletnie z zewnątrz, bo to wiadomo, że po tylu latach ta zmiana ważna, bo czas jest bardzo trudny dziś w Europie i na świecie.

To teraz o pewnych nieporozumieniach na linii rząd - kancelaria prezydenta. Przyzna pan, że MSZ się spóźnił z poinformowaniem Andrzeja Dudy o dacie szczytu europejskiego?

- Nie, bo to jest... nie RMF, nie RMF... nie MSZ decyduje i informuje.

RMF informuje.

- Tak.

A MSZ...

- I pyta. A MSZ odpowiada w tej kwestii bardzo jednoznacznie. Data była znana w kwietniu tego roku, data szczytu...

No to data szczytu Unia - Afryka, natomiast kluczowa jest data szczytu tego drugiego.

- Ale pozwoli pan odpowiedzieć przynajmniej w jednym zdaniu.

Proszę bardzo.

- RMF pyta, MSZ odpowiada. Data szczytu była znana w kwietniu, w lipcu doprecyzowano agendę i godziny. Ten szczyt zaczyna się 11-stego, a kończy 12-stego o 13:30 konferencją prasową. Czyli w każdej sytuacji, mówię o tym szczycie Unia Europejska - Afryka, bardzo ważnym szczycie ustalanym miesiące. Więc ten szczyt dodatkowo rzeczywiście 10 dni temu, kilka dni temu... Donald Tusk dołożył do tego szczytu po godzinnej przerwie na 14:30 trzygodzinne spotkanie odnośnie uchodźców.

Ale o tym pierwszym szczycie czyli Unia - Afryka informowaliście kancelarię prezydenta...

- Tak, oczywiście...

A o tym drugim szczycie ogłoszonym przez Donalda Tuska...

- Też poinformowaliśmy.

Kiedy?

- Czwartego, piątego... kiedy otrzymaliśmy informację z Rady Europejskiej przekazaliśmy to wszystko do...

Bo tutaj daty są ważne. Andrzej Duda mówi: "Dopiero w czwartek popołudniu na naszą prośbę MSZ przesłał informację o tym szczycie. Szkoda, że wcześniej nie dostarczono nam dokumentu. To kwestia dobrej woli."

- Ale to nie kwestia dobrej woli. To kwestia tego, że ten szczyt poprzedni, który blokował dzień 12 listopada, tak naprawdę uniemożliwiał zorganizowanie czegokolwiek w polskim Parlamencie.

I jest pan przekonany, że o tamtym szczycie kancelaria prezydenta wiedziała od MSZ-u...

- Tak, absolutnie tak. I uważam, że tutaj doszło do nieporozumienia, ja nie chcę nikogo oskarżać o złą wolę. Uważam, że doszło do nieporozumienia. A wynika to nieporozumienie z braku konsultacji. Zawsze reguła jest taka, że w takiej sytuacji, gdy rozpoczyna się posiedzenie Sejmu, konsultacja na poziomie urzędniczym nawet. Urzędnik z kancelarii prezydenta dzwoni do kancelarii Sejmu, Senatu i pyta: Słuchaj, czy to wszystko w porządku? Czy dwunasty będzie dobry? 13-17?

Ale pan tak po ludzku, gdy doszły pierwsze informacje, że to jest dwunasty. Nie mógł tak pan zadzwonić do Kwiatkowskiego, do Szczerskiego... do kogokolwiek.

- Zadzwoniłem do ministra Kwiatkowskiego i dałem mu od razu sygnał, ale ta sprawa już... ta decyzja była już publiczną. Więc dlatego było zbyt późno, żeby móc reagować i dlatego mówię bardzo wyraźnie i chcę to powtórzyć. Nie ma tutaj złej woli. Bardziej brak koordynacji i wymiany informacji. Wydaje mi się i jestem przekonany, że w przyszłości nie dojdzie do takich sytuacji.

Ale jest pan też przekonany, że prezydent myli się, mówiąc, że MSZ nie poinformował o tym szczycie europejskim? Mówię o tym szczycie szefów rządów i państw?

- O tej drugiej części? O tym popołudniowym?

Tak.

- Poinformował, tylko ten czas oficjalnej informacji, którą my otrzymaliśmy z Rady Europejskiej i potem przekazaliśmy dalej, to nałożyło się na kalendarz wypowiedzi już urzędników kancelarii prezydenta, bo ten czas był bardzo krótki.

Ewa Kopacz pojedzie w takim razie na szczyt, czy będzie puste krzesło?

- No teraz sprawa jest symboliczna i znana w Europie, więc...

Więc trzeba jakoś ten węzeł gordyjski przeciąć.

- Polska powinna być reprezentowana, dlatego uważam, że to jest i dobra wola ze strony kancelarii prezydenta.

Czyli, rozumiem, jakieś gentlemen's agreement...

- Musimy wyjść z tego. Powinniśmy pilnować tego, żeby te sprawy, nieporozumienia - bo tak to chcę nazywać, a nie mocniej - nie zostały przesunięte na arenę europejską.

Ale stawiając kropkę nad Kontrwywiadem: Ewa Kopacz na Malcie będzie.

- Ktoś będzie: albo pani premier Ewa Kopacz, albo prezydent Duda.

Prezydent Duda już powiedział, że nie.

- Jesteśmy przed decyzją. Poczekajmy...

Ale decyzji jeszcze nie ma, że Ewa Kopacz tam leci - bo to trzeba lada godzina decydować.

- Decyzja w najbliższych godzinach.

A czy jest panie ministrze coś - albo ktoś - co mogłoby pana odwieść od walki o fotel szefa Platformy Obywatelskiej?

- Chyba że nie byłoby wyborów... ale to nie wchodzi z grę.

Ale jakiś apel Donalda Tuska albo jakiś kandydat kompromisowy - Tomasz Siemoniak.

- Nie, nie. Bo już słyszę, dziennikarze teraz analizują, że Schetyna nie ma wyjścia, bo tyle lat czekał, więc dlaczego nie startuje?...

Czuje się pan człowiekiem bez wyjścia?

- Nie. Wolę odpowiadać, dlaczego startuję niż dlaczego nie startuję. Tyle razy tłumaczyłem, dlaczego nie startuję, nie podejmuję wyzwania liderowania Platformie, więc teraz mówię: wystartuję.

I to już jest decyzja ostateczna.

- Tak jest.

Choćby się pojawiali inni kandydaci...

- Właśnie żeby pokazać, że Platforma jest dobrą jakością i w sposób normalny może rozmawiać o swojej przyszłości i swoim przywództwie.

A o fotel szefa przewodniczącego klubu pan nie powalczy?

- Nie i to też mówiłem zupełnie otwarcie. Platformie potrzebne jest nowe otwarcie, nowe osoby, nowe nazwiska, jest potrzebna nowa Platforma. Po ośmiu latach rządzenia idziemy do ciężkiej, trudnej, jak pan redaktor mówi: totalnej opozycji, więc musimy mieć dobry zespół, nie jedno-, dwu-, trzyosobowy, tylko kilkunasto-, kilkudziesięcioosobowy. Musimy wszyscy być w to zaangażowani.

Będzie pan głosował na Ewę Kopacz, kiedy przyjdzie do wyborów szefa klubu?

- Ja powiedziałem, że popieram Sławomira Neumanna jako osobę, która pokazuje otwarcie i daje nową szansę na aktywność tego klubu, na nowy początek Platformy w parlamencie.

A Ewa Kopacz takiej szansy nie daje. To jaką pan widzi dla niej rolę? Nie przewodniczącej partii, nie przewodniczącej klubu.

- Ja uważam, że - to jest moja opinia - trudno połączyć stanowisko szefa klubu parlamentarnego i szefa partii. Zobaczymy, czy pani premier będzie kandydować na szefa klubu, ja uważam, że to powinno być rozdzielone - powinno współpracować ze sobą, ale utrzymanie tego w jednych rękach nie jest najbardziej skutecznym rozwiązaniem.

Tak mi jeszcze chodzi po głowie ten szczyt europejski. Pańskim zdaniem, prezydent od kiedy o nim wiedział?

- Panie redaktorze, proszę go zapytać.

Myśli pan, że tak łatwo zapytać o coś prezydenta?

- Wierzę w pańską przenikliwość i cierpliwość.

Ale to trzeba też wierzyć w to, że prezydent odpowiada na pytania. I np. przychodzi do Kontrwywiadu. A z tym nie jest najlepiej.

- Trzymam kciuki za pana redaktora.

Rozumiem, że w tej sprawie MSZ ma czyste sumienie.

- Naprawdę i niech już tak zostanie, żebyśmy na przyszłość - będzie łatwiej, bo środowisko prezydenckie i rządowe jest wspólne - żeby siebie informowali wzajemnie i koordynowali podejmowanie decyzji, tak jest łatwiej - tak, jak my robiliśmy przez te ostatnie lata.

Łatwiej na pewno. Pytanie, kiedy ta informacja poszła, jest - rozumiem - pytaniem trochę bez odpowiedzi.

- Tak, jak powiedziałem: poszła po lipcu, kiedy była decyzja o szczycie - w sposób absolutnie normalny i oczywisty.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy