"Rozmowy będą granicznie trudne". Iskrzy po decyzji premiera Tuska
Pieniądze z KPO dla Polski znów są zagrożone. To wynik decyzji premiera Donalda Tuska, który wyrzucił do kosza projekt własnego rządu reformujący Państwową Inspekcję Pracy. Zdaniem Włodzimierza Czarzastego Polska może stracić nawet 11 mld zł. W grze jest jednak wariant, który może uratować te środki.

Z jednej strony premier Donald Tusk i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, a z drugiej minister rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, a być może także minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Na szczycie władzy pojawił się nieoczekiwany konflikt, który powstał na życzenie samego premiera. Konflikt, który może kosztować Polskę krocie. Ale od początku.
Donald Tusk w zasadzie jednoosobowo wyrzucił do kosza przygotowywaną od miesięcy ustawę zwiększającą uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy. - Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Sprawę uważam za zamkniętą - ogłosił szef rządu w poniedziałek.
Problem w tym, że jeśli tak się rzeczywiście stanie, Polska straci mnóstwo pieniędzy. Zwiększenie kompetencji PIP to nie widzimisię koalicjantów z Lewicy, ale konkretny kamień milowy do zrealizowania w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Włodzimierz Czarzasty, lider Lewicy, podał nawet kwotę - niezrealizowanie tego zobowiązania może się wiązać z utratą 11 mld zł w ramach KPO.
Zmiany w PIP autorskim pomysłem rządu Tuska
Co jednak najciekawsze - ten zapis to autorski pomysł rządu Tuska. W pierwotnej wersji KPO przygotowywanej przez gabinet Mateusza Morawieckiego nic na ten temat nie było. Punkt A4.7 wskazywał, że należy oskładkować umowy cywilnoprawne. Będąca wówczas w opozycji Koalicja Obywatelska ostro krytykowała ten zapis. I to ona, już po dojściu do władzy, zaproponowała zupełnie nowe rozwiązanie. To nowa koalicja rządząca wprowadziła zapis dotyczący większej roli Państwowej Inspekcji Pracy.
"Nadrzędnym celem reformy jest ograniczenie segmentacji rynku pracy i wzmocnienie roli Państwowej Inspekcji Pracy w skutecznym egzekwowaniu przepisów prawa pracy. W tym celu zmienione zostaną ramy prawne działania Państwowej Inspekcji Pracy, aby m.in. nadać Państwowej Inspekcji Pracy uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych zamieniających nieprawidłowo zawarte umowy cywilnoprawne w umowy o pracę" - czytamy w punkcie A4.7 zmodernizowanego KPO.
Zapis ten pojawił się w dokumencie już po tzw. rewizjach. Rząd od dawna musiał wiedzieć, co się w nim znajduje. Ostatnia rewizja została zaakceptowana 12 grudnia 2025 roku, a rząd przyjął ją trzy miesiące wcześniej. Nie jest więc to sprawa nowa, ale z jakiegoś powodu w ostatniej chwili premier ją zastopował.
KPO. Polska straci środki? Trzy warianty w grze
Co dalej? Rozwiązania są trzy.
Po pierwsze, Polska może całkowicie odejść od realizacji tej obietnicy i tego kamienia milowego, co wiąże się oczywiście z utratą gigantycznych środków.
Po drugie, rząd może dopracować rozwiązania zaproponowane przez resort rodziny w ramach tej ustawy, modyfikując nieco rolę Państwowej Inspekcji Pracy. Taki manewr będzie natomiast trudny i wymagałby sporej gimnastyki prawnej, bo w KPO jest jasno napisane, jakie uprawnienia ma mieć PIP.
Trzecia opcja to użycie innych narzędzi niż PIP, które sprawią, że umowy śmieciowe zostaną zamienione na umowy o prace. Zakres prac musi wpisywać się w obecny kamień milowy, ale potrzebna będzie dodatkowa rewizja, czyli zgoda Brukseli.
Pierwszy wariant - jak wynika ze słów polityków Lewicy - nie wchodzi w grę.
- W miejscu, gdzie jest stosunek pracy, powinna być umowę o pracę, a nie śmieciówka. To problem, z którym Lewica chce walczyć, ale za pomocą jakiego narzędzia, to będziemy rozmawiać. Nie tylko ja, ale również Włodzimierz Czarzasty - mówiła w Sejmie Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
- Jeżeli jest takie oczekiwanie, by rozmawiać o innych narzędziach, to jesteśmy do takiej rozmowy gotowi. Każdy może mieć swoje zdanie, ale cel pozostaje ten sam, bo chcemy chronić polskich pracowników - dodawała.
Włodzimierz Czarzasty: - Lewica robi wszystko, żeby nie stracić tych pieniędzy. Mamy świadomość tych 11 miliardów złotych.
Drugi wariant, jak napisaliśmy, byłby bardzo trudny do realizacji, a przy okazji ze słów lidera PO wynika, że nie jest on największym entuzjastą poszerzania kompetencji urzędników z PIP. Pozostaje więc wariant trzeci.
- Oczywiście będziemy rozmawiać z KE na temat tych kamieni milowych. Da się to zrobić. Rewizje KPO odbywały się w przeszłości. Zwiększenie ochrony pracowników będą wdrażane, ale nie będą one odbywały się kosztem pracodawców i pracowników - mówił po posiedzeniu Rady Ministrów rzecznik rządu Adam Szłapka.
Ryzyko jednak jest, bo w KPO ten fragment został określony jako "reforma", a do takich zapisów Bruksela przykłada szczególną wagę i oczekuje wykonania planu.
- Istnieje poważne ryzyko utraty tych środków, nie wiem jednak czy części, czy całości. Reformy mają być realizowane i tyle. To kamień milowy, a kamienie milowe trzeba wykonać. Chyba że obecna władza rzeczywiście może sobie kiedy chce i jak chce dowolnie zmieniać nasze KPO, tego nie wiem - mówi nam osoba z otoczenia poprzedniego rządu zaangażowana w ówczesne negocjacje z Brukselą.
"Granicznie trudne rozmowy". To oni mają negocjować
Tymczasem wymiana ciosów między KO a Lewicą może zakończyć się zrzuceniem całego problemu na barki innego koalicjanta - Polski 2050. To resort funduszy nadzorowany przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz odpowiada w rządzie za negocjacje z Brukselą i zawiadywanie KPO. Jeśli koalicjanci wypracują inny, nowy kamień milowy, "przepchnąć" będzie musiała go Pełczyńska-Nałęcz i jej współpracownicy.
Problem w tym, że kolejna rewizja KPO może okazać się bardzo trudna. Mówi o tym wprost Jan Szyszko, wiceminister funduszy.
"Z punktu widzenia KPO napiszę krótko: reforma PIP znalazła się w Planie na mocy decyzji Rady Ministrów. Po trudnych, ale skutecznych negocjacjach reforma zastąpiła w KPO przymusowe oskładkowanie każdej umowy zlecenie. Nowa decyzja Pana Premiera zmienia sytuację i oznacza potrzebę nowych rozmów z Komisją. Będziemy do nich gotowi, gdy pojawi się nowa propozycja kamienia milowego. Rozmowy te będą tym razem granicznie trudne" - napisał w mediach społecznościowych.
Pod koniec grudnia Polska wystąpiła z szóstym i siódmym wnioskiem o płatność w ramach KPO na kwotę 29 mld zł. Kolejne miały być wystosowane w 2026 roku. Łącznie do Polski w ramach KPO ma trafić ok. 250 mld zł - część w formie dotacji, a część w formie pożyczki.
Łukasz Szpyrka















