W skrócie
- Polskie samoloty bojowe przechwyciły rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20 około 30 kilometrów od Ustki, po czym maszyna wróciła w kierunku Rosji.
- Minister obrony narodowej poinformował, że było to pierwsze od pewnego czasu zbliżenie rosyjskiego samolotu do polskiej granicy morskiej w celu rozpoznania systemów obrony powietrznej.
- Podobne przypadki obecności rosyjskiego Ił-20 nad Bałtykiem miały miejsce w marcu i maju.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Informacja o incydencie została przekazana przez ministra obrony narodowej podczas poniedziałkowej konferencji. Jak wskazał, jest to "pierwsza od dłuższego czasu rosyjska próba zbliżenia się do naszej granicy morskiej po to, żeby rozpoznawać nasze systemy obrony powietrznej".
- To pokazuje, że Federacja Rosyjska cały czas prowadzi wojnę hybrydową, prowadzi rozpoznanie, jest wrogo nastawiona do wszystkich państw Sojuszu Północnoatlantyckiego - przekonywał Władysław Kosiniak-Kamysz.
Rosyjski Ił-20 przechwycony nad Bałtykiem
Szef MON zwrócił się do "tych, którzy próbują zakłamać rzeczywistość i powiedzieć, że wojny na Ukrainie już nie ma, że Ukrainy nie należy wspierać".
- Niech to wydarzenie po raz kolejny uświadomi, jak bardzo niebezpieczna jest Federacja Rosyjska - mówił.
- W wojnie pomiędzy Ukrainą a Rosją próbują zrównywać agresora z ofiarą i próbują zmieniać nastawienie do pomocy dla tych, którzy się bronią, a przez to bronią Europy. Niech jeszcze raz zobaczą, co się dzieje. Niech jeszcze raz się zastanowią - wskazywał Kosiniak-Kamysz.
Moskwa "sprawdza" międzynarodową przestrzeń powietrzną. Rosyjskie samoloty kilkukrotnie widziane nad Bałtykiem
Do poprzedniego przypadku odnotowania rosyjskiego Ił-20 nad Bałtykiem doszło 13 maja. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało wówczas, że maszyna wykonywała lot w międzynarodowej przestrzeni powietrznej bez złożonego planu lotu oraz z wyłączonymi transponderami.
"To kolejne agresywne działania Federacji Rosyjskiej i testowanie naszych systemów obrony powietrznej. Loty bez włączonych transponderów mogą stanowić zagrożenie dla innych samolotów" - pisał wówczas Kosiniak-Kamysz.
Minister zapewnił, że odpowiedzią na "każdą prowokację tego rodzaju" będzie natychmiastowa reakcja polskiego lotnictwa.
Wcześniej podobne zdarzenie miało miejsce w połowie marca. Zarówno w tym jak i majowym przypadku nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.














