Reklama

Reklama

RMF24: Stymulator wszczepiony córce Ewy Błaszczyk już działa

Zarówno u córki Ewy Błaszczyk: Aleksandry jak i 24-letniej Agnieszki z Warszawy, która razem z Olą przeszła zabieg w Szpitalu Uniwersyteckim w Olsztynie - działają już symulatory wszczepione przez lekarzy. Obie pacjentki przeszły zabiegi we wtorek. Również dziś uruchomione mają zostać urządzenia wszczepione wczoraj dwóm innym osobom.

22-letnia Aleksandra jest w śpiączce od 16 lat. Wszczepiony we wtorek symulator ma pobudzić pracę mózgu i tym samym może przyczynić się do wybudzenia ze śpiączki. "Wszystko odbyło się bez kłopotów, jak należy" - zapewniali lekarze przeprowadzający zabieg.

24-letnia Agnieszka była operowana tego samego dnia co córka Ewy Błaszczyk. Również w jej przypadku wszystko odbyło się bez komplikacji.

Do tej pory podobne operacje odbywały się tylko w Japonii. Wtorkowy zabieg przeprowadził japoński profesor Isao Morita, asystował mu neurochirurg prof. Wojciech Maksymowicz.  Operacja wszczepienia stymulatora osobie w śpiączce polegała na otwarciu kanału kręgowego, następnie lekarze wprowadzili elektrodę nad oponę twardą rdzenia kręgowego. Do tej elektrody przepływa prąd ze stymulatora, który został umieszczony na tułowiu pacjentki. Prąd ze stymulatora poprzez elektrodę ma efektywnie drażnić struktury pnia mózgu. Stymulator z elektrodą połączony jest przebiegającym pod skórą przewodem.

Reklama

Stymulator co 15 minut wysyła "porcję prądu" do mózgu. "Ma to wpłynąć na zwiększenie przepływu mózgowego tak, żeby było więcej odżywczej krwi, żeby neurony, które przetrwały u tych chorych urazy, poczuły się lepiej, były lepiej odżywione" - tłumaczył na początku tygodnia prof. Wojciech Maksymowicz. Jak wyjaśnił, zwiększenie przepływu mózgowego i stymulacja mózgu ma w konsekwencji doprowadzić do nawiązania kontaktu z osobami, które dotąd były w stanie minimalnej świadomości.

Piotr Bułakowski 

Ewa Błaszczyk: Jest dobrze

Omawiając swoją pracę w Olsztynie, prof. Morita przyznał, że badał on pacjentów zarówno przed zabiegiem, jak też i po operacji. Zapewnił, że stan wszystkich operowanych jest stabilny.

Pytany o szanse operowanych ludzi w śpiączkach na powrót do zdrowia prof. Morita powiedział, że wszczepianie stymulatorów "to nie jest metoda marzeń". "Ale krok po kroku następuje poprawa stanu tych pacjentów. U 70 proc. ludzi, których operowałem ten stan się polepszył" - dodał. Zastrzegł jednocześnie, że metoda ta nie działa cudów i gdy chorzy mają uszkodzone ośrodki w mózgu odpowiedzialne np. za ruchy rąk, czy nóg to nadal będą sparaliżowane.

Prof. Morita przyznał, że stymulatory wszczepił dotąd 300 osobom w Japonii, Chinach i na Bliskim Wschodzie. "Celem tego leczenia jest poprawa stanu świadomości" - podkreślił.

Operowane we wtorek i w środę osoby w śpiączkach przyjmują leki przeciwbólowe. Matka jednej z operowanych, Barbara Holka, która przyszła na podsumowującą zabiegi konferencję prasową przyznała, że od czasu operacji jej córka jest bardziej poruszona, aktywna.

Wdzięczność za przeprowadzone zabiegi wyraziła prof. Morita, prof. Wojciechowi Maksymowiczowi oraz jego zespołowi także prezes Fundacji "Akogo" Ewa Błaszczyk, której córka była jedną z operowanych. "Ola 'jest bólowa', ale tak na razie ma być. Jest dobrze" - powiedziała Ewa Błaszczyk. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama